Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 89 из 122

Colville zamówił whisky i został przy barze. Jedząc, Neuma

Colville wychylił drugą whisky i zmierzył go wzrokiem.

– Trzymaj się z dala od mojej córki – odezwał się. – W wiosce gadają, że ostatnio widziano was razem i wcale mi się to nie podoba.

– Nie wtrącaj się do tego, koleś – syknął Dogherty przez zaciśnięte zęby.

– Je

– I myślisz, że w to uwierzę! Chcesz się jej dostać pod spódnicę. Otóż nie! Je

– Szczerze mówiąc, gówno mnie obchodzi, co sobie myślisz.

– Zniosłem, jak się trzymała tego Irlandczyka i jego żony.

Ale z takim typkiem jak ty się nie pogodzę. Nic z ciebie dobrego. A jeśli jeszcze raz usłyszę, że się spotkaliście – Colville pogroził Neuma

– Kiwnij głową, uśmiechnij się i będzie koniec sprawy – szepnął Dogherty.

– Je

– Dom Je

Neuma

Pokażę mu, co to znaczy dostać lanie – pomyślał. Może wtedy przestanie bić Je

– I co zrobisz, uderzysz mnie? – spytał. – To twoja odpowiedź na wszystko? Jeśli tylko zdarzy się coś, co ci nie odpowiada, bijesz. Dlatego Je

Twarz Colville'a stężała.

– A ty kim, kurwa, jesteś? Nie wierzę w twoją historyjkę. – Paroma susami przemierzył pub, chwycił stół i odrzucił go z drogi. – Jesteś mój. Och, z rozkoszą rozkwaszę ci gębę.

Neuma

– Szczęściarz ze mnie – powiedział.

Grupka wieśniaków, czując, że zanosi się na bójkę, otoczyła obu mężczyzn. Colville posłał morderczy prawy sierpowy, przed którym Neuma

Colville posłał całą serię wściekłych ciosów. Już się zasapał i zmęczył. Wyciągnął ręce, rozpędził się i zaatakował jak byk.

Neuma

– Dość już dostałeś, Martin – przemówił Neuma

Colville nie odpowiedział. Ruszył naprzód, osłonił się lewą ręką, a prawą wymierzył potężny cios, który wylądował na kości policzkowej Neuma

Colville zadał kolejny morderczy cios. Neuma

Uznał walkę za zakończoną i właśnie ruszał z powrotem do pubu, kiedy Colville przeniósł cały ciężar ciała na zdrową nogę i rzucił się na niego. Zaskoczony Neuma

Zanim Colville zdążył jeszcze raz rąbnąć, Neuma

Pod Colville'em ugięły się kolana i opadł półprzytomny.

– Nie wstawaj, Martin – powiedział Neuma

W tej samej chwili usłyszał pisk. Podniósł wzrok i zobaczył pędzącą ku nim Je

Tej nocy Neuma

Opadł na poduszkę i zapatrzył się w sufit. Bójka z Martinem Colville'em to fatalny błąd. Mógł wzbudzić podejrzenia i narazić na szwank całą operację. I zranił Je

Neuma

Przymknął oczy i próbował zasnąć. Już przysypiał, kiedy na podeście za drzwiami usłyszał kroki. Instynktownie sięgnął po mauzera. Kolejne stąpnięcie, skrzypienie podłogi. Podniósł broń i wymierzył w drzwi. Odgłos naciskanej klamki.

Gdyby to była MI- 5 – pomyślał – na pewno nie zadawaliby sobie trudu, żeby się cicho zakradać do mojej sypialni. Ale jeśli to nie MI- 5 ani nie policja, to kto?

Drzwi się uchyliły i w szparze pojawiła się niewielka postać. W słabej smudze światła wpadającego z korytarza Neuma

– Co ty tu robisz?

– Przyszłam się upewnić, czy nic ci nie jest.

– Czy Sean i Mary wiedzą, że tu jesteś?

– Nie. Wślizgnęłam się bez pukania. – Usiadła na brzegu wąskiego łóżka. – Jak się czujesz?

– Bywało gorzej. Twój ojciec potrafi sprawić człowiekowi łomot. Ale ty o tym wiesz najlepiej.