Страница 88 из 122
– Niewykluczone. Z pewnością warto spróbować.
Po dziesięciu minutach Harry wrócił z grubą stertą zdjęć.
– Dokładnie sto pięćdziesiąt fotografii, Alfredzie.
Vicary siadł przy biurku i włożył okulary. Brał każde zdjęcie i długo mu się przyglądał, szukając twarzy, ubrań, podejrzanych gestów – czegokolwiek. Przekleństwo niemal fotograficznej pamięci pomagało mu utrwalać każdy z obrazów w mózgu. Harry pił herbatę i cicho krążył po gabinecie.
Po dwóch godzinach Vicary'emu wydało się, że znalazł coś.
– Spójrz, Harry, tu jest na Leicester Square. A tu znowu się pojawia przed Euston Station. Może to zbieg okoliczności. Może to dwóch różnych mężczyzn. Ale wątpię.
– A niech to licho!
Harry przyjrzał się mężczyźnie na zdjęciach: drobny, ciemnowłosy, szeroki w barach, przeciętnie ubrany. Żaden szczegół jego wyglądu nie przykuwał uwagi – idealny kandydat do pracy w terenie.
Vicary zgarnął pozostałe zdjęcia i podzielił je na dwie kupki.
– Zacznij go szukać, Harry. Tylko jego. Nikogo i
– Trzeba by go jakoś ochrzcić – powiedział Vicary.
– Pasuje do niego Rudolf.
– Zgoda. Od tej pory będzie Rudolfem.
Rozdział drugi
Hampton Sands, Norfolk
W tym samym czasie Horst Neuma
Neuma
Otworzył oczy i na wzniesieniu dostrzegł Dogherty'ego, który zdjął czapkę, otarł czoło i pomachał.
– Odsapnij, Sean! – zawołał Neuma
Dogherty wdrapał się na rower i ruszył w dół. Neuma
Niech cię szlag, Vogel – pomyślał. W co ty grasz?
A jeśli Catherine rzeczywiście śledzą Anglicy? Może zrobić dwie rzeczy. W miarę możliwości skontaktować się przez radio z Voglem i zażądać pozwolenia na wyciągnięcie jej z Anglii. Gdyby zaś nie starczyło czasu, skorzystać z wcześniejszych uprawnień do działania na własną rękę.
Dogherty przetoczył się przez mostek i zatrzymał obok Neuma
– Słuchaj, Sean, istnieje prawdopodobieństwo, że niedługo stąd wyjadę, i to w pośpiechu.
Dogherty popatrzył na Neuma
– Powiedz mi o łodzi – powiedział Neuma
– Na początku wojny Berlin polecił mi przygotować trasę ucieczki przez wybrzeże w hrabstwie Lincoln, tak żeby agent mógł się dostać do U- boota czekającego dziesięć mil od brzegu. Jegomość nazywa się Jack Kincaid. Ma niewielki kuter w miejscowości Cleethorpes, u ujścia rzeki Humber. Widziałem tę łódź. Ledwo się trzyma, inaczej dawno by ją skonfiskowała marynarka, ale wystarczy.
– A Kincaid? Ile wie?
– Myśli, że handluję na czarnym rynku. Kincaid jest zamieszany w mnóstwo podejrzanych interesów, ale chyba nie poszedłby na współpracę z Abwehrą. Zapłaciłem mu sto funtów i powiedziałem, żeby w każdej chwili był gotów do roboty, w dzień i w nocy.
– Skontaktuj się z nim dzisiaj – polecił Neuma
Dogherty skinął głową.
– Nie powinienem ci tego proponować, ale i tak to zrobię. Chcę, żebyście zastanowili się z Mary, czyby nie uciec razem ze mną.
Dogherty zaśmiał się pod wąsem.
– I cóż takiego mam robić w przeklętym Berlinie?
– Po pierwsze żyć. Zostawiliśmy za dużo śladów. Anglicy nie są głupi. Znajdą cię. A wtedy trafisz prosto na szubienicę.
– Już wcześniej się nad tym zastanawiałem. Wielu wspaniałych ludzi oddało życie dla sprawy. Lepszych ode mnie. Więc i ja nie boję się oddać swego.
– Piękne przemówienie, Sean. Ale nie bądź głupcem. Moim zdaniem postawiłeś na złego konia. Nie umrzesz dla sprawy, umrzesz, bo szpiegowałeś na rzecz wroga, hitlerowskich Niemiec. Hitlera i jego przyjaciół Irlandia guzik obchodzi. A udzielanie im teraz pomocy nie przyczyni się do wyzwolenia Północnej Irlandii spod brytyjskiej okupacji. Ani teraz, ani nigdy. Rozumiesz mnie?
Dogherty milczał.
– I jeszcze nad czymś powinieneś się zastanowić. Ty może jesteś gotów poświęcić życie, ale co z Mary?
Dogherty spojrzał na niego ostro.
– Jak to?
– Mary wie, że współpracujesz z Abwehrą, i wie, że jestem szpiegiem. Jeśli Brytyjczycy to odkryją, na pewno nie będą zachwyceni. Trafi do więzienia na bardzo długo, i to przy dużym szczęściu. A jeśli szczęście jej nie dopisze, powieszą ją razem z tobą.
Irlandczyk machnął ręką.
– Nie tkną Mary. Nie miała z tym nic wspólnego.
– Oni to nazywają współwiną, Sean. Mary jest współwi
Sean przez chwilę szedł w milczeniu, przetrawiając słowa Neuma
– A co, u licha, miałbym robić w Niemczech? – odezwał się w końcu. – Nie chcę jechać do Niemiec.
– Vogel może zorganizować przerzut do i
– Mary się stąd nie ruszy. Nie zostawi Hampton Sands. Gdybym miał uciekać, musiałbym jechać sam i zostawić ją. Musiałaby sama stawić czoło cholernym Anglikom.
Dotarli do pubu. Neuma
– Daj mi czas do namysłu – rzekł. – Porozmawiam dziś z Mary i jutro rano ci odpowiem.
Weszli do środka. Było pusto, tylko właściciel stał za barem, wycierając szklanki. W kominku płonął ogień. Neuma