Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 7 из 122

Vicary uznał, że chce się do tego przyłączyć. Chce coś zrobić, a nie tylko obserwować świat przez swoje dobrze strzeżone okno.

O szóstej Lillian Walford weszła bez pukania. Była wysoką kobietą o masywnych nogach, nosiła okrągłe szkła, które uwyraźniały jej niechętne spojrzenie. Cicho, z wprawą pielęgniarki z nocnego dyżuru, zaczęła porządkować papiery i zamykać książki.

Zasadniczo pa

Sekretarka przemknęła obok Vicary'ego i zamknęła okno, spoglądając na niego z wyrzutem.

– Jeśli panu to nie przeszkadza, profesorze, pójdę już do domu.

– Oczywiście, pa

Podniósł na nią wzrok. Był drobnym mężczyzną, typowym molem książkowym, łysiejącym, z kilkoma niesfornymi pasmami siwych włosów po bokach. Na czubku nosa spoczywały zniszczone okulary konferencyjne. Na szkłach nieusta

– Pan Ashworth przyniósł panu dwa ładne kawałki jagnięciny – informowała pa

– Bardzo prawdopodobne – przyznał Vicary. – Nie pamiętam, kiedy ostatnio w jadłospisie Co

– Nie sądzi pan, profesorze, że to już zaczyna zakrawać na absurd? Wczoraj rząd ogłosił, że góra autobusów ma być pomalowana na kolor khaki. Ich zdaniem dzięki temu Luftwaffe trudniej będzie je zbombardować.

– Niemcy są bezwzględni, pa

– Zakazano też strzelania do gołębi pocztowych. Może mi pan wyjaśnić, jakim cudem mam odróżnić gołębia pocztowego od zwyczajnego?

– Nie uwierzyłaby pani, ile razy sam mam ochotę strzelać do gołębi.

– A właśnie, pozwoliłam sobie też zamówić dla pana sos miętowy. Wiem, że żeberka jagnięce bez sosu miętowego potrafią panu zepsuć humor na cały tydzień.

– Dziękuję, pa

– Wczoraj dzwonił pański wydawca, szczotki najnowszej książki są już gotowe, może je pan przejrzeć.

– Zaledwie z czterotygodniowym opóźnieniem. To prawdziwy rekord Cagleya. Proszę mi przypomnieć, żebym sobie poszukał nowego wydawcy, pa

– Dobrze, panie profesorze. Dzwoniła też pa

– Niech to licho – mruknął Vicary. Wyglądał tej randki z Alice Simpson. Od bardzo dawna o nikim nie myślał tak poważnie jak o niej.

– Czy to wszystko?

– Nie. Dzwonił pan premier.

– Co! Dlaczego mnie pani nie połączyła?

– Przecież sam pan wyraźnie powiedział, że nie wolno panu przeszkadzać. Pan Churchill zrozumiał, kiedy mu to przekazałam. Stwierdził, że nic bardziej mu nie działa na nerwy, jak kiedy mu się przeszkadza przy pisaniu.

Vicary zmarszczył brwi.

– Od tej pory, pa

– Tak, panie profesorze Vicary – odparła, nadal przekonana, że postąpiła słusznie.

– Co powiedział premier?

– Że oczekuje pana jutro na lunchu w Chartwell.

Vicary, zależnie od nastroju, wracał do domu różnymi drogami. Czasem wybierał ruchliwą promenadę sklepową albo zatłoczone uliczki Soho, i

Dziś, w zapadającym zmierzchu, wybrał wędrówkę po cichej ulicy.

Przed wojną wieczory na ogół spędzał w bibliotece, czytając, do późnej pory krążąc między regałami niczym duch. Czasem zasypiał nad książką. Pa

Wszystko to zmieniło się wraz z zaciemnieniem. Co noc nad miastem zapadała nieprzenikniona ciemność. Rodowici londyńczycy gubili się na ulicach, którymi chodzili od lat. Dla Vicary'ego zaś, cierpiącego na kurzą ślepotę, nocne wyprawy po mieście stały się praktycznie niemożliwe. Wyobrażał sobie, że właśnie tak musiało to wyglądać przed dwoma tysiącami lat, kiedy cały Londyn składał się z chat przycupniętych nad brzegami Tamizy. Czas się cofnął, stulecia nagle się rozpłynęły, niewątpliwy postęp ludzkości zahamowała groźba bombowców Göringa. Codzie

Po kolacji trochę muzyki, jakaś sztuka nadawana przez radio, może nawet kryminał, cicha namiętność, do której nikomu się nie przyznawał. Vicary lubił tajemnice; lubił zagadki. Sprawiało mu przyjemność korzystanie z własnej umiejętności logicznego myślenia oraz zdolności do dedukcji i rozwiązywanie łamigłówki na długo przed tym, nim zrobił to autor. Podobały mu się też studia charakterologiczne; często odnajdował tu zbieżności ze swoją pracą: dlaczego dobrzy z natury ludzie czasem uciekają się do okrucieństwa.

Zasypianie też stanowiło cały rytuał. Najpierw drzemał w swoim ulubionym fotelu przy lampce do czytania. Potem przenosił się na kozetkę. Następnie, zwykle parę godzin przed świtem, szedł na górę do sypialni. Czasem wskutek koncentracji, jakiej wymagało rozebranie się, wybijał się ze snu i leżał, rozmyślając, czekając na świt i skrzek starej sroki, która co rano chlapała się w ogrodzie.

Vicary wątpił, czy dzisiejszej nocy porządnie się wyśpi – nie po wezwaniu od Churchilla.

To nie fakt, że Churchill zadzwonił do niego do pracy, go poruszył – dość często kontaktowali się telefonicznie – lecz moment, w jakim to się stało. Przyjaźnili się od jesieni 1935 roku, kiedy to profesor wybrał się na prelekcję Churchilla. Churchill, na ogół lekceważony, należał do niewielkiej grupki Anglików dostrzegających zagrożenie, jakie niesie ze sobą Hitler oraz jego zwole