Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 122

– Daję jej jeszcze kwadrans. Potem muszę iść.

Peter wiedział, że Dorothy nie wyrazi ubolewania, więc odłożył słuchawkę, by uniknąć niezręcznego milczenia. Nalał sobie ginu z tonikiem i wypił go jednym haustem. Piętnaście po siódmej zjechał windą na dół i czekał w holu, podczas gdy portier wybiegł na dwór i w strugach deszczu polował na taksówkę.

– Kiedy zjawi się moja żona, proszę jej powiedzieć, żeby pojechała prosto do Stork Club.

– Tak jest, proszę pana.

Kolacja się udała, mimo że Peter trzykrotnie odchodził od stolika i dzwonił to do domu, to do Oyster Bay. O wpół do dziewiątej nie był już zły, tylko śmiertelnie przerażony.

Za piętnaście dziewiąta Paul Delano, szef sali, stanął przy stoliku Petera.

– Jest do pana telefon. Przy barze.

– Dzięki, Paul.

Peter przeprosił gości. Przy barze musiał podnieść głos, żeby przekrzyczeć stukanie kieliszków i szmer rozmów.

– Peter, mówi Jane. Usłyszał, że głos jej drży.

– Co się stało?

– Obawiam się, że doszło do wypadku.

– Gdzie jesteś?

– Na komisariacie w Nassau.

– Co się stało?

– Samochód zajechał im drogę na autostradzie. Wiggins nie widział go w deszczu. A gdy już zauważył, było za późno.

– O Boże!

– Wiggins jest w fatalnym stanie. Lekarze nie dają mu większych szans.

– Ale co z Margaret, do cholery!

Lauterbachowie nie płaczą na pogrzebach. Cierpi się w zaciszu swego domu. Nabożeństwo odbyło się w kościele Świętego Jakuba, tym samym, gdzie cztery lata wcześniej Peter i Margaret brali ślub. Prezydent Roosevelt przysłał kondolencje i wyraził żal, że nie może wziąć udziału w ceremonii. Stawiła się za to większość nowojorskiej śmietanki. Podobnie jak większość finansjery, choć na rynkach światowych panował chaos. Niemcy najechały Polskę i świat czekał na wybuch wojny w całej Europie.

W czasie pogrzebu Billy stał obok Petera. Chłopczyk był w krótkich spodenkach, marynarce i krawacie. Kiedy rodzina wychodziła z kościoła, wyciągnął rączkę i pociągnął za rąbek czarnej sukienki cioci Jane.

– Czy mamusia kiedyś wróci do domu?

– Nie, Billy, nie. Odeszła od nas.

Edith Blakemore usłyszała pytanie dziecka i wybuchnęła płaczem.

– Co za tragedia – szlochała. – Jaka niepotrzebna śmierć! Margaret chowano w rodzi

Po ceremonii Peter wracał do limuzyny ze swym serdecznym przyjacielem, Shepherdem Ramseyem. To Shepherd przedstawił go Margaret. Nawet w ciemnym garniturze wyglądał, jakby zszedł prosto z pokładu swego jachtu.

– O czym ludzie tak gadali? – spytał Peter. – Co za brak przyzwoitości!

– Ktoś się spóźnił. W drodze słuchał wiadomości radiowych – wyjaśnił Shepherd. – Wielka Brytania i Francja właśnie wypowiedziały Niemcom wojnę.

Rozdział trzeci

Londyn; maj 1940

Trzeciego piątku maja 1940 roku profesor Alfred Vicary w tajemniczy sposób zniknął z Uniwersytetu Londyńskiego. Jako ostatnia widziała go tam sekretarka, niejaka Lillian Walford. W przypływie rzadkiej u niej niedyskrecji wyjawiła i

– To samo było z Mastermanem i Cheneyem w Oksfordzie – stwierdził Tom Perrington, egiptolog, wpatrując się we wpis w rejestrze rozmów telefonicznych. – Tajemnicze rozmowy, faceci w ciemnych garniturach. Podejrzewam, że nasz drogi przyjaciel Alfred zniknął za zasłoną. – Po czym dorzucił sotto voce: - Udał się na tajny Akropol.

Mimo uśmiechu Perringtonowi nie udało się ukryć rozczarowania – pomyślała później pa

Vicary spędził ostatnie godziny w małym zaśmieconym gabinecie z widokiem na Gordon Square, nanosząc poprawki do artykułu dla Sunday Timesa. Sugerował w nim, że można by uniknąć obecnego kryzysu, gdyby Wielka Brytania i Francja zaatakowały Niemcy w 1939 roku, kiedy Hitler całą uwagę skoncentrował na Polsce. Vicary zdawał sobie sprawę, że przy obecnych nastrojach jego artykuł spotka się z powszechną krytyką; ostatni jego tekst pronazistowska skrajna prawica uznała za „churchillowskie podżeganie do wojny". W głębi ducha Vicary liczył, że najnowsza publikacja spotka się z podobnym echem).

Był cudowny wiose

Śliczna pogoda fałszowała obraz. Brytyjczycy stali się narodem oblężonym: bezbro

Dzięki doskonałej akcji propagandowej rząd nadzwyczajnie wyczulił społeczeństwo na zagrożenie, jakie stanowią szpiedzy i piąta kolumna. Teraz zbierał tego owoce. Policjanci tonęli w doniesieniach o „obcych, podejrzanych osobnikach" lub „dżentelmenach wyglądających na Niemców". Obywatele podsłuchiwali rozmowy w pubach, przyjmując do wiadomości tylko to, co im odpowiadało, a następnie biegli z tym na policję. Informowali o sygnałach dymnych, mrugających światłach nadbrzeżnych, szpiegach na spadochronach. Po kraju rozniosła się plotka, że w czasie inwazji na Niderlandy szpiedzy podszywali się pod zako

Milion mężczyzn za młodych, za starych albo za słabych, by znaleźć się w siłach zbrojnych, hurmem przystępowało do Straży Obywatelskiej. A ponieważ zabrakło strzelb dla wszystkich, zbroili się, w co mogli: dubeltówki, miecze, kije do szczotek, średniowieczne pałki, finki, a nawet kije golfowe. Tym, którym mimo wszystko nie udało się znaleźć stosownego oręża, zalecono noszenie przy sobie pieprzu, by nim sypnąć w oczy najeźdźcy.

Vicary, ceniony historyk, te nieskładne przygotowania narodu do wojny obserwował z niezwykłą dumą z domieszką cichej rozpaczy. Przez całe lata trzydzieste w swoich artykułach prasowych i na prelekcjach ostrzegał, że Hitler stanowi poważne zagrożenie dla Anglii i reszty świata. Lecz Wielka Brytania, która jeszcze nie otrząsnęła się po ostatniej wojnie z Niemcami, nie chciała słuchać o kolejnej. Teraz niemiecka armia maszerowała przez Francję z taką łatwością, jakby to była weekendowa wycieczka. Już wkrótce Adolf Hitler stanie na czele imperium rozciągającego się od koła polarnego po Morze Śródziemne. A przeciwko niemu stanie tylko słabo uzbrojona, źle przygotowana Wielka Brytania.

Vicary skończył artykuł, odłożył ołówek i przeczytał tekst od początku. Na dworze słońce zalewało Londyn pomarańczowawą łuną. Przez okno wionął zapach wiose

Wojna – to przez nią inaczej myśli i działa. Przez nią z większą sympatią spogląda na swoich rodaków, którzy na ogół budzili w nim coś bliskiego desperacji. Zdumiewał się, że potrafią żartować w chwili, gdy biegną do metra schronić się przed bombami, z zachwytem patrzył, jak śpiewają w pubach, ukrywając strach. Długo trwało, nim znalazł właściwe słowo na nazwanie tego zjawiska: patriotyzm. Spędził całe lata na badaniu historii i doszedł do wniosku, że to najbardziej destrukcyjna siła na świecie. Teraz jednak w jego piersi budziła się miłość do ojczyzny i wcale nie czuł się tym zażenowany. My stoimy po dobrej stronie, oni po złej. Nasz nacjonalizm jest uzasadniony.