Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 117 из 122

Samotna „Camilla" dryfowała po morzu. Jej pokład był zalany krwią.

Na pokładzie „Rebeki" zapanowała euforia. Czterej mężczyźni ściskali się, widząc jak U- boot zawraca i odpływa pełną parą. Harry skontaktował się z Vicarym i przekazał mu wieści. Vicary wykonał dwa telefony; pierwszy, dziękczy

Je

Dźwignęła się na nogi i natychmiast kołysanie pchnęło ją na ścianę. Znowu wstała. W końcu jakoś wygrzebała się na pokład. Szalał wiatr, siekł deszcz. Kutrem ciskało we wszystkie strony: w górę, na dół, do przodu, do tyłu, z boku na bok. Je

Zamachała ręką, krzyknęła i zaczęła płakać. Chciała im powiedzieć, że to jej zasługa. To ona uszkodziła silnik, tak że kuter stanął i szpiedzy nie dostali się na U- boota. Rozsadzała ją niezmierna, szaleńcza duma.

„Camilla" znalazła się właśnie na grzbiecie gigantycznej fali. Kiedy woda przepływała pod dnem, potężne uderzenie z lewej strony przechyliło łódź, która prawie natychmiast wyprostowała się i położyła na prawej burcie, a siła uderzenia zepchnęła Je

Nigdy w życiu nie czuła takiego zimna: straszliwego, przenikliwego, paraliżującego. Próbowała zaczerpnąć tchu, lecz zachłysnęła się morską wodą i zalała ją fala. Krztusząc się i dławiąc, jakoś wydostała się na powierzchnię i nabrała odrobinę powietrza, nim znowu przygniotło ją morze. Teraz spadała, tonęła powoli, przyjemnie, bez wysiłku. Nie było jej już zimno. Nic nie czuła, nic nie widziała. Tylko nieprzeniknione ciemności.

Pierwsza dotarła do niej „Rebeka". Lockwood i Roach stali w sterówce, Harry i Peter Jordan na dziobie. Harry przywiązał sznur do koła ratunkowego, zaczepił o listwę na dziobie i rzucił koło za pokład. Widział, jak Je

Jordan przechylił się nad dziobem, rozglądając się za dziewczyną. Raptem się wyprostował i bez słowa wskoczył do wody.

– Jordan jest za burtą! – krzyknął Harry do Lockwooda. – Nie zbliżaj się!

Jordan się wynurzył i zdjął kapok.

– Co ty wyprawiasz? – ryknął Harry.

– Z tym cholerstwem nie mogę się głębiej zanurzyć! Nabrał powietrza do płuc i chyba na minutę zniknął pod wodą.

Morze uderzało o burtę „Camilli", tak że kołysała się na boki, zbliżając się do „Rebeki". Harry obejrzał się przez ramię i machnął do Lockwooda w sterówce.

– Cofnij się trochę. „Camilla" idzie prosto na nas! Wreszcie Jordan wynurzył się z Je

Jordan zmagał się z żywiołem, zalewały go lodowate fale, tracił siły. Harry błyskawicznie odwiązał linę i właśnie rzucał ją ku niemu, gdy „Camilla" wreszcie przewróciła się do góry dnem i wciągnęła Petera Jordana pod siebie.

Rozdział dziewiętnasty

Berlin, kwiecień 1944

Kurt Vogel grzał siedzenie w luksusowo urządzonej poczekalni Waltera Schellenberga, przyglądając się grupce młodych asystentów, którzy pospiesznie to wchodzili do gabinetu szefa, to z niego wychodzili. Jasnowłosi, niebieskoocy, wyglądali, jakby zeskoczyli prosto z nazistowskich plakatów propagandowych. Minęły trzy godziny, od kiedy Schellenberg wezwał Vogla na pilną konsultację w kwestii „tego niefortu

Vogel miał i

Wszedł jeden z adiutantów Schellenberga, dźgnął oskarżycielsko palcem w stronę Vogla i bez słowa skinął, żeby wszedł. Gabinet był wielki niczym gotycka katedra, obwieszony wspaniałymi płótnami olejnymi i kobiercami. Zaniedbane legowisko Lisa przy Tirpitz nawet się do niego nie umywało. Przez wysokie okna wpadało słońce. Vogel zerknął na dwór. Pożary po ra

Schellenberg uśmiechnął się serdecznie, wylewnie uścisnął kościstą dłoń Vogla, gestem zaprosił, by usiadł. Vogel wiedział o pistoletach maszynowych pod biurkiem brigadenführera, więc tkwił bez ruchu, na wszelki wypadek trzymając dłonie na widoku. Drzwi się zamknęły i zostali sami. Vogel czuł, jak Schellenberg pożera go wzrokiem.

Choć Schellenberg wraz z Himmlerem od lat spiskowali przeciwko Canarisowi, dopiero łańcuch nieszczęśliwych wydarzeń ostatecznie obalił Szczwanego Lisa: fakt, że nie przewidział, iż Argentyna zerwie wszelkie związki z Niemcami; utrata newralgicznego punktu gromadzenia informacji Abwehry w hiszpańskim Maroku; wpadki licznych ważnych oficerów Abwehry w Turcji, Casablance, Lizbonie i Sztokholmie. Lecz kroplą, która przepełniła czarę, stała się klęska londyńskiej operacji Vogla. Dwoje agentów Abwehry – Horst Neuma

Vogel jakimś cudem ocalał. Schellenberg i Himmler podejrzewali, że to Canaris był źródłem klęski. Vogel, podobnie jak Catherine Blake i Horst Neuma

Sam Kurt miał i

Brakowało mu jednak dowodów na potwierdzenie tej tezy – a jako znakomity prawnik nie zamierzał rzucać oskarżeń, których nie mógł dowieść. Poza tym nawet gdyby posiadał dowody, chyba nie złożyłby ich w ręce typów pokroju Schellenberga czy Himmlera.

Zadzwonił jeden z telefonów na biurku Schellenberga. Ten musiał odebrać. Warknął i przez następne pięć minut ostrożnie rozmawiał szyfrem, podczas gdy Vogel czekał. Śnieżyca z popiołów ustała. Ruiny Berlina oświetlało pogodne kwietniowe słońce. Potłuczone szkło błyszczało jak kryształki lodu.