Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 110 из 122

– Mogłabyś mi to wytłumaczyć?

Czy mogłabym? – zastanowiła się. Bardzo dziwnie się czuła, po tylu latach w ogóle mówiąc po niemiecku. Przez ostatnie sześć lat ukrywała najmniejszy okruch prawdy o sobie. Wręcz stała się kimś i

„A

– Cóż, nie można powiedzieć, żebym sama udała się do najbliższej siedziby Abwehry – przemówiła wreszcie. – Ale podejrzewam, że nikt w ten sposób tam nie podejmuje pracy, prawda? Zawsze to ONI po ciebie przychodzą. W moim wypadku NIMI był Kurt Vogel.

Opowiedziała mu, jak to się stało – jemu jako pierwszemu. Dzieje tamtego lata w Hiszpanii, po wybuchu wojny domowej. Wakacje w estancia Marii. Romans z ojcem dziewczyny.

– Trzeba mieć moje szczęście, żeby typek okazał się faszystą, który wyszukuje kandydatów dla Abwehry. Sprzedaje mnie Voglowi, Vogel się po mnie zgłasza.

– Więc dlaczego po prostu nie odmówiłaś?

– A dlaczego nikt z nas nie odmówił? W moim wypadku zagroził, że zniszczy najce

Przez chwilę paliła w ciszy, patrząc przez szybę na kolejną mijaną wioskę.

– Vogel wiedział, że jako dziecko mieszkałam w Londynie, doskonale znałam angielski, umiałam się posługiwać bronią i…

Chwila milczenia. Neuma

– Wiedział, że mój typ osobowości predysponuje mnie do zadania, które planował. Mieszkałam w Wielkiej Brytanii prawie sześć lat, zupełnie sama, praktycznie pozbawiona łączności z ludźmi z mojej strony: bez przyjaciół, bez rodziny, bez kontaktu z i

– Jak się dostałaś do Anglii? Powiedziała mu, do czego zmusił ją Vogel.

– Chryste Panie – mruknął Neuma

– Zupełnie w stylu gestapo, prawda? Przez następny miesiąc budowałam swoją nową tożsamość. Potem przyczaiłam się i czekałam. Mieliśmy z Voglem sposób komunikowania się przez radio, który nie wymagał korzystania z pseudonimów. Więc Brytyjczycy mnie nie szukali. Vogel wiedział, że jestem bezpieczna, w gotowości, czekam tylko na sygnał. I w końcu kretyn daje mi tylko jedno zadanie i posyła prosto w ramiona MI- 5. – Zaśmiała się cicho. – O Boże, wierzyć mi się nie chce, że wreszcie wracam. Nie myślałam, że jeszcze zobaczę Niemcy.

– Nie wyglądasz na szczególnie uszczęśliwioną powrotem do ojczyzny.

– Ojczyzny? Trudno mi myśleć o Niemczech jako ojczyźnie. Trudno mi myśleć o sobie jako o Niemce. W swoim cudownym kurorciku w Bawarii Vogel skutecznie to ze mnie wymazał.

– Co zamierzasz teraz zrobić?

– Spotkać się z Voglem, upewnić się, że ojciec żyje, potem odebrać zapłatę i zniknąć. Vogel może dla mnie stworzyć kolejne wcielenie. Mogę się podszyć pod jakieś pięć narodowości. Właśnie temu zawdzięczam, że trafiłam do tej gry. Bo to przecież gra. Jedna wielka gra.

– Gdzie pojedziesz?

– Do Hiszpanii – odparła. – Tam, gdzie to wszystko się zaczęło.

– Opowiedz mi o tym – poprosił Neuma

– Estancia leży u stóp Pirenejów. Rano polujemy, po południu przejażdżka ko

– To musi być cudowne miejsce. Jeśli będziesz potrzebowała staje

Spojrzała na niego z uśmiechem.

– Byłeś cudowny. Gdybanie ty… – Zawahała się. – Boże, wolę sobie nie wyobrażać.

– Nie mówmy o tym. Miło mi, że się do czegoś przydałem. Nie chciałbym ci podcinać skrzydeł, ale jeszcze nie jesteśmy bezpieczni.

– Wierz mi, zdaję sobie z tego sprawę.

Dopaliła papierosa, uchyliła szybę i wyrzuciła niedopałek. Wylądował na drodze, rozpryskując kaskady ogników. Catherine oparła się wygodniej i przymknęła oczy. Za długo trzymała się na nogach dzięki adrenalinie i strachowi. Dopadło ją zmęczenie. Ruch samochodu ukołysał ją do płytkiego snu.

– Vogel nie podał mi twojego prawdziwego nazwiska – powiedział Neuma

– Naprawdę nazywam się A

Kiedy Neuma

– Jak to się stało, że tak piękna i inteligentna kobieta jak A

– Bardzo trafne pytanie – przyznała.

W tej samej chwili zmęczenie zmogło ją ostatecznie i zasnęła.

Sen to dziś już jedyne wspomnienie po tamtym; dawno temu świadomie usunęła to z myśli. Teraz widzi tylko urywki scen, skradzione okrawki. Czasem patrzy ze swojego punktu widzenia, czasem sen każe jej się temu przyglądać jak postro

Dziś przeżywa to osobiście.

Leży nad jeziorem. Papa pozwala jej tam chodzić samej. Wie, że nie zbliży się do wody - jest za zimna, by w niej pływać – wie, że lubi być sama i wspominać matkę.

Jest jesień. Przyniosła koc. Na wysokiej trawie nad brzegiem jeziora została wilgoć po pora

Właśnie wtedy, śledząc wzrokiem opadające liście, dostrzega na drugim brzegu jeziora mężczyznę, który stoi wśród drzew.

Mężczyzna długo tkwi bez ruchu, przyglądając się A

Papa zna określenie na takich ludzi: kłusownicy. Wdzierają się na cudzą ziemię i zabijają zwierzęta: jelenie, zające i bażanty. Zabawne słowo: kłusownicy. Kojarzy się z końmi. Myśli o tym słowie i dlatego się uśmiecha, kiedy mężczyzna się zbliża.

Kłusownik pyta, czy może przy niej usiąść. Odpowiada, że tak.

Przykuca i kładzie broń w trawie.

– Jesteś tu sama? - pyta.

– Tak. Mój tato mi pozwala. – A gdzie teraz jest?

– W domu.

– I nie przyjdzie tutaj?

– Nie.

– Pokażę ci coś - mówi. - Coś, dzięki czemu wspaniale się poczujesz.

Oczy ma teraz bardzo wilgotne. Uśmiecha się, odsłaniając czarne, popsute zęby. A

Nigdy w życiu nic jej tak nie bolało. Ma wrażenie, że rozdziera się na pół. Napastnik przyszpila jej ręce nad głową, drugą dłonią zasłania jej usta, żeby nikt nie usłyszał krzyku. A