Страница 52 из 105
– I kiedy Bea robiła paznokcie Nancy Koons, ta Justine zaczęła gadać, że Willi jej powiedział, że federalny podejrzewa jakiegoś czarnego o te wszystkie morderstwa. Że wiedzą o tym ze sposobu, w jaki dziewczyny zostały zamordowane, i że znaleźli jakiś włos pubiczny. – Crystal dokopała się już niemal do dna pomidora. – Ja tam nie wiem, czy to był czarny, czy nieczarny, ale uważam, że nie powi
– Justine jest tak zapatrzona w Willa, że gdyby jej powiedział, że żaby znoszą złote jaja, łowiłaby je w strumieniu Little Hope.
– To żadne wytłumaczenie – orzekła Crystal. – Wszyscy wiemy, że to pewnie jakiś kolorowy, ale nigdy tego nie powiem przy Bei. Rany, Bea jest moją najlepszą manikiurzystką. Więc szarpnęłam Justine porządnie za włosy a kiedy syknęła, powiedziałam słodziutko: „Och, skarbie, czy to bolało? Strasznie mi przykro. Bardzo się denerwuję, kiedy słucham o tych morderstwach. Dobrze, że nie drasnęłam cię w ucho przy strzyżeniu. Draśnięcie ucha krwawi bardziej niż zarżnięta świnia". – Crystal uśmiechnęła się. – To ją uciszyło.
– Może poproszę dzisiaj Willy'ego, żeby odwiózł mnie do domu. – Josie odrzuciła grzywę włosów. – To da Justine prawdziwy powód do utyskiwania.
Krótki śmiech Crystal zabrzmiał jak ptasi krzyk.
– Och, Josie. Ty to jesteś! – Drzwi restauracji otworzyły się i Crystal pobiegła wzrokiem w tamtą stronę. – Darleen Talbot z dzieckiem. – Parsknęła pogardliwie i wciągnęła przez słomkę resztę coli. – Zawsze powtarzam, że hołota hołocie nierówna.
Josie podniosła wzrok, kiedy Darleen przeszła obok ich stolika.
– Billy T. Bo
– Skoro mowa o hołocie – Crystal pasjami to lubiła – widziałam go pod tylnymi drzwiami Darleen z dziesięć minut po tym, jak Junior wyszedł frontowymi. Wszystko, co miała na sobie, to koronkowy różowy negliż. Widziałam ich jak na dłoni z kuche
– Co powiedziała Susie?
– No cóż, głowę miała w zlewie, ale kiedy ją czesałam, napomknęła o Darleen. Z jej miny poznałam, że wie, ale powiedziała, że nigdy nie zwraca uwagi na to, co się dzieje u sąsiadów.
– A więc Darleen zdradza Juniora z Billym T. – Josie uśmiechnęła się ze słomką w zębach. W jej oczach pojawił się nieobecny wyraz, dobrze znany Crystal.
– Myślisz, Josie.
– Właśnie. Myślę, że Junior ma miłą twarz, choć jest trochę przymulony. Naprawdę go lubię.
Crystal dojadła resztki pomidora.
– Z tego co wiem, jest jedynym w tym mieście mężczyzną między dwudziestym a pięćdziesiątym rokiem życia, któremu odpuściłaś.
– Potrafię lubić mężczyznę i nie iść z nim do łóżka. – Josie przyjrzała się słomce. Czubek ubrudzony był szminką. – Ktoś powinien powiedzieć mu, co się dzieje w jego własnym domu, kiedy go tam nie ma.
– No, nie wiem.
– Ale ja wiem, i to wystarczy. – Sięgnęła do torebki po kartkę i długopis – - Zastanówmy się. Napiszę kartkę, a ty mu ją zaniesiesz.
– Ja? – pisnęła Crystal i rozejrzała się płochliwie. – Dlaczego ja?
– Ponieważ wszyscy wiedzą, że w drodze do domu jeździsz na stację, żeby kupić sobie Milky Way.
– No tak, ale…
– Więc kiedy będziesz w sklepie – ciągnęła Josie, pisząc zawzięcie – musisz tylko odwrócić uwagę Juniora, kiedy otworzy kasę, i podrzucić mu kartkę. Chleb z masłem.
– Wiesz, że się pocę, kiedy jestem zdenerwowana. – Już czuła pieczenie pod pachami.
– Dwie sekundy i po bólu. – Zobaczyła, że Crystal się waha, więc wytoczyła największą armatę. – Mówiłam ci już, co Darleen opowiada. Że farba, którą jej nałożyłaś, wyblakła, i że odtąd będzie sama robiła sobie kolor? Powiedziała, że to kryminał, że każesz sobie płacić siedemnaście pięćdziesiąt za coś, co kosztuje w sklepie pięć dolców.
– Ta mała suka miała czelność powiedzieć coś takiego przy moich klientkach. – Crystal była wściekła. – Ma włosy jak siano. Mówiłam jej raz, mówiłam tysiąc razy, że musi farbować je w zakładzie albo zaczną wyłazić garściami. – Parsknęła gniewnie. – Czego jej szczerze życzę.
Josie uśmiechnęła się i pomachała kartką. Crystal pochwyciła ją błyskawicznie.
– Spójrz tylko na nią – ciągnęła. – Siedzi i maluje sobie usta, a dzieciak packa się w lodach.
Niedbałym ruchem Josie odwróciła głowę. Zaczęła już mówić, że samej Darleen przydałoby się też trochę lodów malinowych, ale urwała w pół słowa. Pochwyciła błysk złotej oprawki szminki.
– Dziwne – szepnęła.
– Co?
– Nic. Zaraz wracam. – Josie wstała i podeszła wolno do stolika Darleen. – Cześć, Darleen. Ten twój mały rośnie jak na drożdżach.
– Ma osiem miesięcy. – Zdziwiona i mile połechtana zainteresowaniem Josie, Darleen odłożyła szminkę na stolik i wytarła buzię dziecka papierową serwetka. Rozeźlony Scooter ryknął płaczem. Podczas gdy Darleen próbowała go przekrzyczeć, Josie przyglądała się szmince.
Nie pomyliła się. Kupiła tę szminkę w Jackson w sklepie Elizabeth Arden. Złota oprawka przyciągnęła jej wzrok, no i ten niezwykły odcień czerwieni.
Jej własna zniknęła, kamień w wodę. Zgubiła ją w dniu, w którym odwiedziła wraz z Teddym Rubensteinem salę do balsamowania w zakładzie Palmera. Wróciła do domu i wysiadając z samochodu upuściła torebkę. Wszystko się wysypało.
A następnego dnia Tucker rozbił samochód, ponieważ ktoś zrobił dziury w jakichś linkach.
– Ładną masz szminkę, Darleen. Do twarzy ci w niej.
Oczy Josie rozbłysły jak oczy myśliwego na tropie zwierzyny, ale Darleen tego nie zauważyła.
– Uważam, że czerwona szminka jest seksowna. Mężczyźni lubią widzieć usta kobiety.
– Sama lubię czerwone szminki, a nigdy nie widziałam takiego odcienia. Gdzie ją kupiłaś?
– Och! – Darleen zaczerwieniła się lekko, ale zainteresowanie Josie bardzo jej pochlebiło. Podniosła szminkę i obróciła ją w palcach. – To prezent.
Josie uśmiechnęła się jowialnie.
– O rany, uwielbiam prezenty. A ty?
Odwróciła się, nie czekając na odpowiedź, i wyszła z restauracji mijając bez słowa osłupiałą Crystal.
Piętnaście minut później Tucker, który odpoczywał po trzech ciężkich partiach warcabów, został obudzony brutalnie przez Josie i zalany potokiem słów.
Mrużąc oczy przed ostatnimi promieniami słońca, próbował wyłapać sens opowieści.
– Zwolnij, Josie, na litość boską, jeszcze się nawet nie obudziłem.
– Więc się obudź, do cholery! – Potrząsnęła nim tak, że omal nie zleciał z hamaka. – Mówię ci, że to Billy T. Bo
– Twierdzisz, że użył szminki, by przekłuć linki w moich przewodach hydraulicznych?
– Nie, baranie! – Wzięła głęboki oddech i zaczęła od początku.
– Słonko – powiedział Tucker, kiedy skończyła. – Fakt, że Darleen ma taką samą szminkę…
– Tucker! – Cierpliwość nie należała do zalet Josie. Uderzyła brata pięścią w ramię. – Kobieta pozna swoją szminkę, tak samo jak pozna swoje dziecko.
Roztarł sobie ramię.
– Mogłaś ją zgubić wszędzie.
– Nie zgubiłam jej wszędzie, tylko upuściłam na naszym własnym podjeździe. Używałam jej na randce z Teddym, a następnego ranka już śladu po niej nie było. Po lusterku w perłowej ramce też nie. – Gniew zabłysnął w jej oczach. – Ma je pewnie ta suka.
Tucker wstał z westchnieniem. Wiedział, że na drzemkę nie ma już co liczyć. Nie był zły, choć teoria Josie wydała mu się mocno naciągana.
– Dokąd idziesz?
– Muszę opowiedzieć to Burke'owi.
Josie oparła ręce na biodrach.
– Tata poszedłby tam i wsadził Billy'emu T. lufę karabinu w tyłek.