Страница 57 из 61
– Mogę w przeciągu dwóch minut spalić Koordynator. Promie
– Nonsens – przerwał mu Kapitan. – Koordynator nie powinien być zniszczony. Jeszcze się przyda ludziom.
– Wiemy o tym – znowu odparł Fiu. – Czekamy na was w „cyrku”. Spieszcie się. Przy wejściu do miasta spotka was Druh.
Dotarcie do Błękitnego Miasta zajęło mniej niż pięć minut. Wyłaniało się stopniowo, ukazywało się jak fotograficzny obraz w wywoływaczu, w błękitnej mgiełce nad czarną pustynią: najpierw mętny, z rozmytymi konturami, później, kontrastowo i żywo; wyraźnie i stereoskopicznie. Ale cała ta geometryczna gmatwanina płaszczyzn i uskoków, przemieszczonych poziomów i tęczowych chodników ulic nagle zmniejszyła się do wymiarów maleńkiej plamki – ludzika w lazurowej kurteczce, oczekującego ich przy znajomej granicy.
Nie ruszył się z miejsca, dopóki nie zatrzymali pojazdu i nie podeszli blisko. Jego twarz, zazwyczaj żywa, przyjaźnie uśmiechnięta, teraz była nieruchoma jak maska i tylko ta nienaturalna nieruchomość zdradzała uczucia, jakie go ogarniały. Nie wyrzekł ani słowa, tylko wskazał ręką przesuwający się obok chodnik i ruszył po nim, nie oglądając się wstecz. Czterej Ziemianie podążyli za nim” nie pytając o nic. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył Alik, obejrzawszy się za siebie, był dysk zielonego słońca, który zaczynał już mętnieć po brzegach.
Zeszli przy skrzyżowaniu „ulic” – chodników, przed znajomym wejściem do „cyrku”, w którym cicho poćwierkiwały dziesiątki, a może i setki prawie niemożliwych do odróżnienia ludzików w kurteczkach. Ziemianie, ubrani w takie same kurtki, odróżniali się od nich jedynie wzrostem. Wreszcie na centralnym placyku pojawili się: Fiu, Si i Os, jednakowi jak bliźniacy. „Dlaczego czterech? – pomyślał Alik. – Pewnie dlatego, że towarzyszyli Ziemianom w czasie ich pierwszej przechadzki po mieście. A może dlatego, że nauczyli się naszego języka. Przewodnicy, tłumacze. Allach wie…” Alik nie zastanawiał się nad tym zbyt długo, uderzyła go całkiem i
– Mamy mało czasu – stwierdził Kapitan. – Liczy się każdy ułamek sekundy. Czy wyjaśnienia są potrzebne?
– Nie – Fiu pokręcił głową.
– Co wiecie?
– Izolowane przestrzenie są mechanicznie przekształcane. Materia się rozpada. Mechanizm zniszczenia jest automatyczny.
– Możecie go wykryć?
– Nie.
– Działać na odległość?
– Nie. Mechanizm jest regulowany przez Koordynator.
– Czy możemy porozumieć się z Koordynatorem?
– Z tego powodu?
– Tak. Otrzymać informację o miejscu, w którym znajduje się interesujący nas mechanizm, o jego skali i działaniu.
– Jeżeli pytania te nie są przewidziane w programie, odpowiedzi nie będzie.
– Szkoda – powiedział Mały. – Na wszelki wypadek mimo wszystko wziąłem ze sobą promie
Ciche pogwizdywanie z amfiteatru zwróciło uwagę Fiu. Posłuchał przez chwilę i rzekł:
– Sale regeneracyjne są puste. Taśma zatrzymana. Reanimatorzy wyłączeni.
– Co to znaczy „wyłączeni”? – spytał Kapitan. – O ile dobrze rozumiem, mówisz o ludziach.
– Zdjęci z posterunków i przeniesieni do swych komórek. Tak nazywacie pomieszczenia, w których żyją.
Nowe pogwizdywanie z amfiteatru i kolejne lakoniczne doniesienie Fiu:
– Całkowicie wyłączone zostało sterowanie przyrodą i klimatem w izolowanych przestrzeniach – i cykle laboratoryjne, i przekształcanie pejzażu. Częściowo przeszkodziliśmy już temu pozostawiając naszych ludzi na swoich miejscach. Ale mechanizm zniszczenia jest automatyczny, znikną Hedończycy i otaczająca ich przyroda.
– A więc kolej na Błękitne Miasto?
– Najprawdopodobniej.
– Jeżeli zniszczymy Koordynator, to czy zdołacie opanować choćby podstawy sterowania miastem? Na przykład transport, aprowizację, łączność. – Kapitan nie ukrywał już niepokoju.
– Nie wiem, czy można zniszczyć Koordynator – zamyślił się Fiu i jego wypowiedź od razu straciła precyzję i pewność. – Ale pytani powi
– Jedyną szansą ocalenia jest więc wprowadzenie nowych elementów do programu?
– Tal ale nie wiemy, w jaki sposób.
Każde wspaniałe odkrycie zawsze poprzedza nieoczekiwana, rozjaśniająca wszystko myśl. Właśnie taka myśl zaświtała Biblowi w tej strasznej chwili.
– Mam propozycję – powiedział po prostu. – Czym jest Koordynator? Maszyną działającą według wprowadzonego uprzednio programu. Przez kogo? Nauczyciela i jego grupę. Czy z biegiem czasu program ten był przekształcany, uzupełniany? Myślę, że tak. Wiemy o stałej wymianie informacji pomiędzy Koordynatorem i supermózgiem, który wchłonął całą sieć neuronową twórców tej cywilizacji. Czy było ich wielu? Najprawdopodobniej mniej, niż tu obecnych. To nasuwa pewien pomysł: co będzie, jeżeli każdy z nas w tej samej jednostce czasu prześle Koordynatorowi identyczny rozkaz myślowy? Powstanie potok informacyjny o prawie takiej samej albo nawet większej sile energetycznej, który, być może, będzie w stanie zastąpić falę myślową supermózgu. Zastosowaliśmy już coś podobnego wzywając was. Swego rodzaju emocjonalne echo. Niechaj będzie nim rozkaz dla Koordynatora: zatrzymać zniszczenie! Proszę przetłumaczyć. Fiu wydał kilka urywanych treli. Wszystko umilkło.
– Zestroić się – powiedział Bibl.
Fiu przetłumaczył.
– Przygotować się.
Fiu przetłumaczył.
– Już!
W odpowiedzi nie rozległ się ani jeden dźwięk. Tylko głowy wszystkich zwróciły się jednocześnie w tym samym kierunku. „Zatrzymać zniszczenie!” – bezdźwięcznie rozkazywał jednolity potok myśli.
Kilka sekund, a może nawet minut trwała prawie kosmiczna cisza. Tylko dalekie, ledwo słyszalne brzęczenie „ulic” – chodników przywoływało do rzeczywistości.
I nagle jakby pękła zbyt mocno napięta struna, zniknęło napięcie: wszyscy wokoło rozluźnili się i Fiu, zdejmując hełm, całkiem ludzkim gestem wytarł pokryte kroplami potu czoło.
– Sygnał został przyjęty – powiedział. – Zniszczenie zatrzymane. Koordynator podporządkował się.
– Ale przecież wiedział o śmierci mózgu – zawołał Alik – przecież to na jego sygnał automatyczne urządzenie wypuściło odżywczy płyn z akwarium.
– Koordynator to maszyna – powtórzył Bibl – maszyna zaprogramowana na podporządkowanie się potokowi myślowemu o określonej mocy energetycznej. Koordynator nie rozważa, lecz działa. Tak jak przypuszczałem, eksperyment udał się. Otrzymaliście sygnał zwrotny? – pytanie było już adresowane do Fiu.
– Tak – potwierdził Fiu.
– Słyszeli wszyscy?
– Wszyscy.
– Oprócz nas.
– Przecież my myślimy szybciej – powiedział Fiu. – I
– Co ocalało?
– Tylko nie zamieszkana, zalesiona część. Ale przecież mamy możliwość ją rozszerzyć i przebudować. Wszystkie systemy laboratoryjne i automatyka sterowania są w naszych rękach.
– Chwilowo jeszcze cały wasz park supermaszyn będzie musiał pracować na jałowym biegu – zauważył Kapitan – będzie regulować mechanizmy teleportacji i telekinezy, które są już zbędne poza granicach miasta, a wewnątrz miasta są bezużyteczne, tworzyć pramaterię do wytwarzania przedmiotów, których wy sami nie możecie wykorzystywał a których już nikt nie zażąda, będziecie jeździć na chodnikach tai i z powrotem odczuwając całą bezmyślność tych wędrówek. Nie można od razu rozbić konstrukcji i mechaniki Koordynatora, no i, oczywiście, rozbijać ich nie trzeba: przecież w swoim czasie przydadzą się i wam. Ale mimo wszystko nie radzę zdawać się na Koordynator. Przyglądajcie się sami. Uczcie się. Umieśćcie swoich ludzi we wszystkich kluczowych punktach kierowania. A przy okazji, w jaki sposób rozróżniacie ich specjalności?