Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 61 из 61

…Teraz słońce wisi nad skrajem nieba, tuż przy horyzoncie, zaraz się schowa i zapadnie noc, tak jak u nas w tropikach. Zjemy kolację, pogadamy – i spać. Zupełnie jak w domu. Od samego początku stacja z tym całym swoim bałaganem, rupieciami, straszliwie zagraconymi korytarzami pociągała nas mimo wszystko jakąś niedostrzegalną, ale już dającą «e odczuć domową przytulnością, A teraz, zupełnie jak inżynier z fabryki, spieszę tu z pracy do domu. Wystarczy przymknąć oczy, westchnąć i już ci się wydaje, że wszystkie trudności masz za sobą.

A trudności mamy dużo. Nie wiem, czy damy sobie radę. Kep jest jednak przekonany, że tak. Wierzy, że pomogą nam cybernetycy, którzy przybędą z kolejną ekspedycją. Pamiętam, jak sprzeczaliśmy się, jeszcze przed twoim wyjazdem, co będzie dla nas najtrudniejszą przeszkodą. Wydawało mi się, że najwięcej kłopotu sprawią różnice psychologiczne. Przecież nasze podobieństwo zewnętrzne jest zupełnie powierzchowne – psychicznie różnimy się bardzo. A ty się z tym nie zgadzałeś, powiedziałeś: „Najtrudniejsza sprawa to Koordynator”.

I miałeś rację. Z Koordynatorem do tej pory nie możemy sobie dać rady – czasem się udaje, a czasami wszystko idzie na opak. Uwzględnia nowe elementy programu: przewody z cziczą przeciągnąć do stacji, posadzić lasek – proszę bardzo, ale od dawnych nie odejdzie ani na jotę. Sale regeneracyjne jeszcze do tej pory nie zostały przebudowane, nie mamy gdzie prowadzić operacji usunięcia elektrod. W przeciągu pół roku operowano nie więcej niż setkę, i to z trudem: to przewody zawodziły, to zwierciadła gasły. A tu trzeba wykonać nie setkę, ale milion operacji.

Swego czasu elektronika zaciekawiła konstrukcja Koordynatora. Normalne naukowe zainteresowanie, żadnych zamachów na program. Ale Koordynator nie odpowiada. Wtedy obmyśliliśmy razem z elektronikiem eksperyment: otworzyć złotą banię od zewnątrz i posondować wnętrzności. Byliśmy pewni, że Koordynator nie będzie reagować – program badania, rzecz jasna, nie przewidywał żadnych zamachów na jego trwałość i całość. „Niebieskie kurtki”, nawet ci najwybitniejsi, nie mogli się zdecydować – dawał o sobie znać balast tysiącletniego posłuszeństwa. Wtedy we dwójkę opuściliśmy się prosto na złotą powłokę. Ani gorąca, ani zimna – normalny metal bez nitów i szwów. Delikatnie rozpruwam powierzchnię promie

…Zbliża się poranek. Na czarnym niebie gdzieś na skraju świata pojawił się paseczek zorzy. Jakże przyciąga w chwili rozstania to szkarłatne pasemko, wilgotny oddech trawy, nad którą wisi taras, zapach ściętych wczoraj róż.

I mimo wszystko wracam do was, moi drodzy, jak żołnierz z przepustki – do szeregu, pod broń.

Jestem ambitny, ale nie zadufany w sobie. Oczywiście, dacie sobie radę i beze mnie. Ale na pewno się przydam. Wiem, że Kep wzywa cybernetyków – przybędą później, z następną ekspedycją. Ale przecież i ja studiowałem cybernetykę w Ameryce, choć jestem zarejestrowany w Służbie Kosmicznej jako fizyk łącznościowiec. Mam taki maleńki pomysł, jak poskromić Koordynator, kiedy się zbuntuje. Już to omawiałem z jednym z naszych wybitnych cybernetyków, którzy przechodzą teraz przygotowania do lotu. Fajny facet z Nowosybirskiego miasteczka akademickiego, bardzo śmiesznie mówi: każde zdanie zaczyna od słów: „jestem pewien”. „Jestem pewien, powiada, że to nie mózg, lecz mono – krystaliczny albo neutronowy system z ograniczonym programem. Samodzielnie nie myśli, ale warianty oblicza szybciej niż człowiek. I niewątpliwie posiada urządzenia samoobrony. Jestem pewien, że zbuntuje się, jeżeli zaczniecie wprowadzać sondy albo stosować i

I zmniejszają się wielkie odległości, kiedy wzywa daleki przyjaciel. Tak albo bardzo podobnie brzmią słowa jednej starej, zapomnianej piosenki. Zmniejszają się, Mały. Wszystkie. Nawet kosmiczne.


Понравилась книга?

Поделитесь впечатлением

Скачать книгу в формате:

Поделиться: