Страница 3 из 47
Nie można powiedzieć, że Hubaksis był jakimś szczególnie ce
Po pierwsze, na liście jego talentów znajdowało się kilka przydatnych umiejętności naturalnych dla dżi
– Ho, ho! – zapiszczał maleńki dżi
– Nam? – Kreol uniósł brwi. – Przypomnij mi, niewolniku, w czym tu twoja zasługa?
– Udzielałem rad, panie – odparł nieporuszony Hubaksis, miarowo machając skrzydełkami. – Przy okazji muszę zauważyć, że nie wyglądasz najlepiej.
Kreol z przerażeniem obmacał twarz. W poprzednim życiu bardzo dbał o wygląd, dzięki czemu do dziewięćdziesiątki zachował wspaniałą formę.
– Lustro, lustro… potrzebuję lustra – wymamrotał, rozglądając się na boki.
– Według mnie, oto i ono – usłużnie poinformował Hubaksis, zawisając obok niewielkiego lustra umieszczonego nad umywalką.
Kreol skwapliwie skorzystał ze wskazówki dżi
Ale jeszcze bardziej przygnębił Kreola wygląd skóry. Kiedyś był smagły, prawie czarnoskóry i bardzo mu to odpowiadało. Teraz zrobił się martwo blady, wręcz biały jak ściana. A jego oczy stały się czerwone… O ubraniu w ogóle starał się nie myśleć – łachmany, w które się zmieniły jego eleganckie szaty, budziły w próżnym magu głęboką odrazę.
– Tym niemniej… – westchnął Kreol, przyklękając na jedno kolano. – Tym niemniej, dziękuję ci Marduku, za zesłane mi powodzenie. Przysięgam poświęcić tę wojnę tobie, i tylko tobie!
– Jaką znowu wojnę, panie? – Hubaksis od razu się najeżył. – Nic mi nie…
– Milcz, niewolniku! – podniósł głos mag. – Nie twoja sprawa! To dotyczy tylko mnie i Najczystszej Ina
– Wcale nie miałem zamiaru. – Hubaksis obojętnie wzruszył ramionami, rozglądając się na boki. – Wiesz, panie, myślałem, że obudzimy się w twoim grobowcu. Ale wygląda na to, że przenieśli nas w i
– Słusznie. – Kiwnął głową Kreol, odwracając się od lustra. – Jak sądzisz, komu to mogło być na rękę? Myślałem, że dobrze się ukryłem…
– Może to Troy? – zasugerował Hubaksis.
– Nie opowiadaj głupot, niewolniku! – prychnął mag. – Gdyby ten wyrzutek naszego rodu odnalazł moją mogiłę, nie zawracałby sobie głowy przenosinami, tylko po prostu spalił to, co ze mnie zostało! Nie, jestem pewien, że Troy sam od dawna leży w grobie. I dzięki niech będą bogom, bo okropnie mi się już znudziły ataki tego hołaj li…
– Panie – pisnął z wyrzutem dżi
– Zazdrośnika – poprawił się Kreol. – Powiedz, skąd oni się biorą? Tymi rękami wysłałem do Lengu czterech arcymagów, próbujących mnie zabić, a oni i tak nie przestali! Taj-Kera musiałem zabijać dziewięć razy! Na łono Tiamat, do tej pory nie rozumiem, jak mu się udało? A w ogóle popatrz, jakie ciekawe zwierciadło… Ze szkła? Czyżby to było możliwe?
– Tak wyraźnie odbija… – zaświszczał dżi
– Dobre… Popatrz, kubek też jest ze szkła! Wygląda na to, że mieszka tutaj jakiś bogacz.
– A to co takiego? – Dżi
Trzeba wyjaśnić, że żyrandol profesora był zrobiony ze zwykłych szklanych wisiorków, jakimi dość często ozdabia się tego typu wyroby, ale niedoświadczone oko starożytnego dżi
– To nie brylanty – z pogardą odrzucił tę sugestię Kreol, przyglądając się dokładniej żyrandolowi. – Za duże. Gdyby to były prawdziwe brylanty, ten przedmiot byłby wart tyle, co połowa skarbów władców Babilonu. Wiesz, niewolniku, wygląda na to, że świat bardzo się zmienił, gdy spaliśmy…
– I to jak…! – zawył dżi
Mag również podszedł do okna i aż westchnął ze zdziwienia. Panorama San Francisco w nocy, oglądana z dwudziestego szóstego piętra, sprawiła, że obaj dosłownie osłupieli.
Trzeba dodać, że jako laboratorium profesor wykorzystywał niewielkie mieszkanko wynajmowane w prywatnym domu. Jeśli chodzi o badania naukowe, profesor był prawdziwym paranoikiem i żył w ciągłej obawie, że koledzy z uniwersytetu ukradną mu jedno z jego genialnych odkryć. Dlatego zawsze pracował tutaj, w swej kryjówce, o której wiedział tylko Simon. Przynajmniej tak sądził profesor Green…
– Czyżby to było miasto, panie? – z czcią zapytał Hubaksis.
– Nie wiem… – Kreol wolno pokiwał głową. – Na łono Tiamat! Rzeczywiście za długo spaliśmy… Trzeba będzie szybko nadrobić zaległości, jeśli znowu mam zająć miejsce Pierwszego Maga Sume… Na Marduka, a czy Sumer jeszcze istnieje?! Czy chociaż o nim jeszcze pamiętają? Przeklęty Troy, gdyby nie on, nie musiałbym pogrzebać się w takiej tajemnicy…
– Jeszcze Eligor, panie.
– Tak, oczywiście, Eligor.
– I Meszen’Ruz-ah…
– Ten pomiot żmii i krokodyla! Mam nadzieję, że męczył się przed śmiercią!
– I sakim Siódmego Cesarstwa.
– Gdyby nie był teściem Lugalbandy, dawno bym go…
– I nasz Wielki Chan.
– Brrr… Nie przypominaj mi nawet.
– I…
– Zamilkniesz w końcu?! – krzyknął mag, opryskując Hubaksisa śliną. – Wiem, ilu wrogów… miałem! Ha, niewolniku, teraz wszystkich gryzą robaki!
– Nie byłbym taki pewny – zapiszczał dżi
– Wykończę go – obiecał mag posępnie. – I jego, i jego pana, i wszystkich pozostałych, ilu ich tam zostało… Niech no tylko odzyskam siły.
Kreol z mrocznym wyrazem twarzy zaczął spacerować po pokoju, zatrzymując się na długo obok każdego nieznanego przedmiotu. To znaczy koło każdego. Szczególnie zainteresował go zegarek elektroniczny, spokojnie migoczący na biurku.
– Magiczny napis, panie! – zachwycił się Hubaksis, zaglądając magowi przez ramię.
– Gdybym jeszcze wiedział, co znaczy. Prostokąt, pałeczka, dwie kropki, krzywa kreska, prostokąt… Hmm… drugi prostokąt też zmienił się w pałeczkę…
– Czy to są litery?
– Nie wiem! – Kreol zmarszczył się ze złością. – Jedno jest jasne – trafiliśmy do siedziby maga.