Страница 18 из 47
– Kto to? – szeptem zapytała Vanessa, na wszelki wypadek chowając się za plecami Kreola.
– Magiczny Sługa – odpowiedział mag. – Stworzony przez magię. Zazwyczaj jest niewidoczny. Nie ma uczuć, ani pragnień, ani nawet myśli. Umie tylko spełniać rozkazy. Rozkazy tego, kto nosi ten amulet. – Kreol uśmiechnął się złośliwie.
– Nieźle! – zgodziła się Vanessa. – A co on może?
– No, nie tak już wiele – przyznał Kreol. – Nie więcej, niż dobry robotnik. Uszyć ubranie, zrobić meble, zbudować dom…
– Nooooooooo – rozczarowała się Vanessa. – To oczywiście nieźle, ale…
– Nie wyciągaj pochopnych wniosków, kobieto – uśmiechnął się Kreol. – Najpierw popatrz sama. Sługo, sprzątnij te śmieci!
Magiczny Sługa zniknął w mgnieniu oka. Kontener błyskawicznie stanął na miejscu, a rozrzucone dookoła śmieci same zaczęły się zbierać i wpadać do wewnątrz. Wszystko działo się w takim tempie, że Vanessa nie mogła nadążyć wzrokiem za latającymi papierami i ogryzkami. Nie minęło nawet dwadzieścia sekund, a wszystko dookoła wręcz błyszczało, jakby przed chwilą przeszła tędy brygada stróżów. Van westchnęła z podziwem.
– Robi wrażenie…!
– Porusza się sto razy szybciej niż zwykły człowiek, a do tego ma wszystkie narzędzia niezbędne do wykonania dowolnej pracy. – Mag uniósł palec. – Pracuje za setkę robotników, a przy tym nie je i nie śpi.
– A samochód może naprawić? – zainteresowała się Vanessa.
– Samochód? – zamyślił się mag. – Nie wiem… Oczywiście, Magiczny Sługa umie dużo, ale przecież jest bardzo, bardzo stary… Widzisz, tu na odwrocie jest napis w języku, który był starożytny już za moich czasów.
– I co, każdy może założyć tę błyskotkę i wydawać rozkazy temu chłopakowi?
– Oczywiście. – Wzruszył ramionami Kreol. – Chcesz spróbować?
– Mogę? – ucieszyła się Vanessa.
– Proszę bardzo, dlaczego by nie…
Mag zdjął amulet i własnoręcznie włożył go na szyję dziewczyny. Zimny łańcuch przyjemnie chłodził skórę, a sam amulet prawie nic nie ważył, jakby podlegał Zaklęciu Ulżenia.
– No dalej, Van, rozkaż mu coś – rozległ się głos Hubaksisa.
– Zaraz… zaraz… niech to diabli porwą, nic mi nie przychodzi do głowy…
Vanessa rozejrzała się dookoła. Na ziemi nie znalazła nic odpowiedniego.
– No? – Kreol uniósł brwi.
– No poczekaj żesz… – Van zagryzła wargi.
– Rozkaż mu rozłożyć śmieci tak, jak leżały przedtem… – zjadliwie poradził dżi
– Odczep się! Stop, przypomniałam sobie!
Vanessa wyjęła z torby przypadkowo zabraną pomarańczę i uniosła wysoko przed sobą, jakby chciała nią nakarmić niewidzialnego słonia.
– Zupełnie nie umiem ich obierać, zawsze się opryskam sokiem – rzekła konfidencjonalnym szeptem. – Ej, ty tam, obierz pomarańczę!
Nic się nie wydarzyło.
– Coś się zepsuło?
– Po prostu zapomniałaś dodać: „sługo” – burknął mag. – Słowo-klucz. Jak inaczej ma zrozumieć, że zwracasz się do niego, a nie do kogoś i
– Tak? Dobrze… Sługo, obierz pomarańczę!
W następnej sekundzie skórka z prędkością błyskawicy odpadła z owocu i wylądowała na dłoni Vanessy. Na słodkim miąższu nie zostało ani śladu skórki.
– Nieźle – oceniła, dzieląc pomarańczę na trzy równe części. – Tylko po co oddał mi skórkę? Mógł ją wyrzucić, czy on jest całkiem tępy?
– Oczywiście. – Mag kiwnął głową. – Wypełnia rozkazy i nic więcej. I dobrze, że jest całkiem pozbawiony rozumu.
– Dlaczego?
– Dlatego, że Magiczny Sługa obdarzony rozumem wcześniej czy później poczuje się zmęczony swoją sytuacją. W rezultacie nieunikniony jest bunt. Znam co najmniej trzy przypadki, gdy taki właśnie sługa zabił swego pana.
Vanessa o mało nie udławiła się pomarańczą. Pospiesznie zdjęła z szyi łańcuszek i oddała amulet Kreolowi. Nieporuszony, założył go z powrotem, obok swojego starego amuletu ochro
– Ale tego nie ma się co bać. Oczywiście, jeśli wydam mu rozkaz, aby cię zabił, wypełni go co do joty, ale równie dobrze można bać się kuche
– W takim razie jak mogli się buntować? – podejrzliwie zapytała Vanessa.
– Zwykła sprawa. Niedoróbka w zaklęciu. Większość magów obdarza takich magicznych służących chęcią do pracy. Miłość do pracy, rozumiesz?
– Czyli robią z nich pracoholików? – Kiwnęła głową Van. – I co w tym złego?
– Sługa stopniowo staje się coraz bardziej samodzielny. Zaczyna domagać się od pana pracy – najpierw nieśmiało, a potem coraz natarczywiej. Z czasem dochodzi do tego, że grozi zabiciem maga, jeśli nie dostanie kolejnego rozkazu.
– A niech to, czegoś takiego nie wymyśliły nawet nasze związki zawodowe! – mruknęła Vanessa. – I co, zabijają?
– Rzadko. Większość magów stosuje w takim przypadku zwyczajną pułapkę – nakazują słudze zrobić coś niewykonalnego. Na przykład ukręcić bicz z piasku, albo wyczerpać morze łyżką. Zajmuje to temu stworzeniu nieokreślony czas.
– Czasami dają im jeszcze magiczną siłę – dodał Hubaksis. – Znałem kiedyś jednego maga, władającego takim sługą. Nazywał go „To, Nie Wiadomo Co”.
– Wydaje mi się, że w dzieciństwie czytałam podobną bajkę… – zamyśliła się Van.
Rozdział 5
Wróciwszy do domu, Kreol przede wszystkim zajął się amuletem Sługi, sprawdzając, czy nie ma w nim ukrytej pułapki. Dokładniej rzecz ujmując, sprawdzał wszystkie możliwe wbudowane świństwa. Przy okazji poinformował ściany, że w przypadkowo znalezionym amulecie może siedzieć wszystko, co tylko komu przyjdzie do głowy, nawet jeszcze jeden demon – tyle, że wrogi.
Ściany – dlatego, że Vanessa i Hubaksis nie wyrazili chęci przyglądania się jego pracy. Woleli oglądać telewizję. Oczywiście Kreol okropnie się obraził, ale nikt na to nie zwrócił uwagi.
– Prawdziwych mistrzów nie cenią nigdzie – burczał półgłosem. – Ani tutaj, ani w Sumerze…
Mamrotał, ale tak, żeby słyszano go w drugim pokoju. Nawet otworzył szerzej drzwi, żeby wszyscy dookoła wiedzieli, jaki jest niezadowolony. Van natychmiast pogłośniła dźwięk w telewizorze.
– Mimo wszystko nie rozumiem – nachmurzył jedyne oko Hubaksis, tępo wpatrując się w ekran. Nie rozumiał ani słowa, ale mimo to oglądał. – Jeśli ten człowiek poprawnie odpowie na pytanie, to dostanie pieniądze?
– Aha. – Vanessa obojętnie przytaknęła. – Dwadzieścia dolarów. Jeśli jeszcze raz odpowie – dostanie więcej.
– A jeśli źle odpowie? Zabiją go? – zapytał dżi
– Oczywiście, że nie. Po prostu nie dostanie nagrody.
– Nawet nie obiją go pałkami?
– Nie obiją.
– Nawet nie wbiją gwoździa w plecy?
– Ależ masz fantazję… – Vanessa z wyrzutem pokręciła głową.
– To co w tym jest ciekawego? – Hubaksis był szczerze rozczarowany. – Pokaż lepiej walkę gladiatorów.
Vanessa też niezbyt lubiła te wszystkie intelektualne widowiska, dlatego bez specjalnych sprzeciwów zaczęła przerzucać kanały, szukając czegoś, co mogłoby być odpowiednikiem walki gladiatorów. Poszczęściło jej się – już przy piątej próbie trafiła na wrestling. Hubaksis natychmiast się zainteresował.
– To gladiatorzy?
– Tak.
– A dlaczego są bez broni?
– Bo to tacy gladiatorzy! – z rozdrażnieniem odpowiedziała Van.
– Bójka na pięści to zajęcie dla tłuszczy – natychmiast zawyrokował dżi
– A może jest osłonięty tarczą siłową? – odezwał się Kreol, który wszystko doskonale słyszał. – Pamiętam, kiedy byłem jeszcze czeladnikiem, zarabiałem, pomagając najemnikom wygrywać pojedynki… Zawiniesz takiego w magiczny kokon i można go okładać czymkolwiek, nawet świątynią Enlila…