Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 48 из 66

– Boże, zachowujemy się jak nastolatki. Albo jak króliki.

– Nastoletnie króliki. Wstała rozbawiona.

– Często wykonujesz tak wiele prac biurowych na raz?

– Ach… Szturchnęła go w ramię, poprawiając stanik.

– Widzisz, jesteś nieprzewidywalny. Podał jej koszulę.

– Pierwszy raz tak sprawnie połączyłem różne zadania w godzinach pracy.

Qui

– To miłe.

– I po raz pierwszy czuję się jak nastoletni królik, odkąd nim byłem.

Pochyliła się i pocałowała go w usta.

– To jeszcze milsze. – Wciąż siedząc na podłodze, włożyła spodnie, Cal zrobił to samo. – Powi

Wzięła głęboki oddech, wciągnęła drugi but i popatrzyła Calowi prosto w oczy.

– Zakochałam się w tobie. Najpierw był szok, ostry niczym strzała wymierzona prosto w żołądek. Potem troska owinięta w śliską powłokę lęku.

– Qui

– Nie marnuj czasu na „znamy się tylko kilka dni”. I naprawdę nie chcę słyszeć, że „pochlebiasz mi, ale”. Nie powiedziałam ci tego po to, żebyś mógł coś odpowiedzieć, tylko po to, żebyś wiedział. Dlatego po pierwsze, nieważne jak długo się znamy. Znam siebie od dawna, i to bardzo dobrze. Wiem, co czuję. Po drugie, fakt, że powi

– Qui

– Właśnie. Nikt tego nie wie i mamy więcej powodów, żeby się o to martwić. Dlatego, Cal – ujęła jego twarz w dłonie – ważna jest ta chwila. To, co dzieje się teraz, jest najważniejsze. Wątpię, czy w i

– Musisz wiedzieć, że ja…

– Pod żadnym pozorem nie mów, że ci na mnie zależy. – Usłyszał w jej głosie pierwsze nuty złości. – Instynkt każe ci wygłosić wszystkie formułki, jakie mężczyźni mają przygotowane na takie okazje, a to mnie tylko wkurza.

– Dobrze, w porządku, pozwól mi tylko zadać jedno pytanie, tak, żeby cię nie wkurzyć. Zastanawiałaś się, czy to, co czujesz, nie wiąże się z wydarzeniami na polanie? Z tym, co A

– Tak, zastanawiałam się, ale to nie to. – Wstała, wciągnęła sweter. – Jednak to dobre pytanie. Dobre pytania mnie nie wkurzają. To, co ona czuła, a ja przez nią, było intensywne i wyczerpujące. Nie mogę powiedzieć, że moje uczucia nie są po części takie same, ale tamte przynosiły ból i smutek. Pod warstewką radości czaiła się rozpacz. To nie to, Cal. To, co czuję, nie boli. Nie czuję smutku.

Dlatego… masz chwilę, żeby zjeść ze mną lunch, zanim Cybil i Layla skończą grę?

– Ach… pewnie.

– Świetnie. Zobaczymy się na dole. Skoczę do łazienki i poprawię makijaż.

– Qui

Wychodząc, uśmiechnęła się. Skoro to powiedział, to naprawdę tak było, bo taki właśnie był Cal. Biedny chłopak, pomyślała. Nawet nie wiedział, że wpadł.

Gęsty zagajnik otaczał cmentarz od północy i ciągnął się od końca piaszczystej drogi, tak wąskiej, że ledwo mieściły się na niej dwa samochody, aż do wzgórz. Stara tablica, spłukana przez deszcze, głosiła, że kiedyś stał tu Pierwszy Kościół Bożych Ludzi, ale spalił się od uderzenia pioruna siódmego lipca tysiąc sześćset pięćdziesiątego drugiego roku.

Qui

Teraz stały tu tylko tablice i nagrobki otoczone zesztywniałym od mrozu zielskiem. Tu i ówdzie Qui

– Powi

– Ona ich nie potrzebuje – odparła Cybil. – Nagrobki i kwiaty są dla żywych. Martwi mają co i

– Pocieszająca myśl. Cybil tylko wzruszyła ramionami.

– Naprawdę tak myślę. Nie ma sensu być martwym i znudzonym. To ciekawe, że nie ma żadnych dat, nie sądzicie? Ani urodzin, ani śmierci. Żadnych sentymentów. Miała trzech synów, ale kazali wyryć na kamieniu jedynie jej imię i nazwisko. Pomimo że też zostali pochowani na tym cmentarzu, tak jak zapewne ich żony i dzieci. Dokądkolwiek trafili za życia, wrócili do domu, żeby spocząć obok A

– Może wiedzieli, lub wierzyli, że wróci. Może powiedziała im, że śmierć nie oznacza końca. – Qui

– Tego lipca – dokończyła Layla. – Kolejna pocieszająca myśl.

– No dobrze, wy się pocieszajcie, a ja zrobię kilka zdjęć. – Qui

Potknęła się, cofając, żeby złapać lepsze ujęcie, i usiadła ciężko na jakiejś płycie.

– Och, cholera! Kurczę, uderzyłam się dokładnie w siniaka, którego nabiłam sobie dziś rano. Świetnie.

Layla pobiegła, żeby pomóc jej wstać, Cybil, krztusząc się ze śmiechu, ruszyła za nią.

– Och, zamknij się – zrzędziła Qui

– Może należeć do twojej rodziny – uznała Cybil.

– I do rodziny A

– Nie wiem. Cal badał drzewo genealogiczne Hawkinsów, ja tylko zerknęłam. Wiem, że starsze zapiski poginęły, ale nie sądzę, żebyśmy oboje przeoczyli gałąź z moim nazwiskiem. Dlatego lepiej sprawdźmy, czego możemy się dowiedzieć o Josephie.

Ojciec nie potrafił jej pomóc, ale rozmowa z domem trwała czterdzieści minut, bo Qui

– Miły chłopak z tego Joe – uznała Qui

Po powrocie z zadowoleniem zobaczyła, że dom jest pełen ludzi, dźwięków i zapachu jedzenia. Cybil, jak to ona, włączyła muzykę, zapaliła świece, nalała wina. Wszyscy tłoczyli się w kuchni i zaostrzali apetyt marynowanymi oliwkami. Qui

– Czy wypadły mi już oczy?

– Jeszcze nie.

– Przez trzy godziny przeglądałam dokumenty. Chyba posiniaczyłam sobie mózg.

– Joseph Black. – Fox podał jej kieliszek wina. – Dziewczyny mi mówiły.

– Dobrze, to ja już nie będę musiała. Udało mi się dotrzeć tylko do jego pradziadka, Quintona Blacka, który urodził się w tysiąc sześćset siedemdziesiątym szóstym. Nic o wcześniejszych czasach, w każdym razie nie tutaj. I nic o Joe. Miał trzy siostry, ale znalazłam tylko ich akty urodzenia. Miał też ciotki, wujów i tak dalej, ale o nich też prawie nic nie znalazłam. Wygląda na to, że rodzina Blacków nie była zbyt istotna w życiu Hawkins Hollow.