Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 42 из 66

– Czytaliśmy je – przypomniał jej Cal. – Kilkanaście razy.

– Nie jesteście kobietami. – Uniosła palec. – A Essie jest kobietą, ale należy do rodziny, która jest częścią tego miasta i jego historii i bez względu na to, jak bardzo starała się zachować obiektywizm, mogła nie dostrzec pewnych niuansów. Pierwsze pytanie: gdzie są pozostałe tomy?

– Nie istnieją.

– Nie zgadzam się. Po prostu ich nie znaleźliśmy. Essie powiedziała, że dostała te pamiętniki od ojca. Dzwoniłam do niej, żeby się upewnić, ale on nigdy nie wspominał o i

– Gdyby się zachowały – upierał się Cal – to Essie by je dostała.

– O ile on sam je miał. Sporo czasu dzieli wiek szesnasty i dziewiętnasty – przypomniała Qui

– Biblioteka, którą babcia znała na wylot – odparł Cal. – Nie znajdziesz tam ani jednej książki, o której by nie wiedziała. I jeszcze pamiętniki? – Potrząsnął głową. – Miałaby je, gdyby tam były.

– Może zostały naprawdę dobrze ukryte. Albo nie było jej dane ich odnalezienie, nie w tamtym czasie.

– Bardzo wątpliwe – uznał Fox.

– I warte rozważenia. Na razie, ponieważ A

– Brakuje zapisków z wielu lat.

– Może nie miała o czym pisać.

– Może, ale założę się, że pisałaby nawet o dżemach z malin czy trójce swoich urwisów. Jednak dużo ważniejsze pytanie brzmi, przynajmniej moim zdaniem, gdzie jest pamiętnik lub pamiętniki, które pisała, mieszkając z Dentem, przed narodzinami synów i podczas dwóch pierwszych lat ich życia. Daję głowę, że były to na pewno ciekawe czasy.

– Ona o nim pisze – powiedziała Layla cicho. – O Gilesie Dencie. W każdym pamiętniku, który mamy. Pisze o nim, o swoich uczuciach do niego, o snach o nim.

– Zawsze w czasie teraźniejszym – dodała Qui

– Trudno pogodzić się ze stratą kogoś, kogo kochasz. – Fox obrócił w dłoni butelkę piwa.

– To prawda, ale ona pisze o nim tak, jak gdyby Dent wciąż żył. – Qui

– Nie bierzesz pod uwagę miłości i żalu – wytknął jej Cal.

– Pamiętam o tym, ale czytając pamiętniki, odniosłam wrażenie, że A

– Tak. – Cal nie mógł zaprzeczyć. – Właśnie to czułem.

– Dlatego sądzę, że A

– Są potrzebne od dwudziestu jeden lat.

– Cal, przemawia przez ciebie poczucie odpowiedzialności, nie logika. Powiedziała ci, że nadszedł czas, że to zawsze miało być teraz. Nic, co zrobiliście ani co mogliście zrobić, nie powstrzymałoby go wcześniej.

– Wypuściliśmy go – powiedział Fox. – Nie trzeba by było nic robić, gdybyśmy go nie uwolnili.

– Myślę, że to nieprawda. – Layla pochyliła się lekko ku niemu. – Może zrozumiemy więcej, jeżeli znajdziemy tamte pamiętniki. Ale zauważyłyśmy coś i

– Layla od razu to spostrzegła.

– Bo pierwsza wzięłam ten pamiętnik. W każdym razie chodzi o imiona synów A

– Dosyć popularne w tamtych czasach. – Cal wzruszył ramionami i odsunął talerz. – Imię „Caleb” utrzymało się dłużej w rodzinie Hawkinsów niż pozostałe dwa, ale mam kuzyna Fletcha i wujka Gideona.

– Nie, chodzi o pierwsze litery – przerwała mu niecierpliwie Qui

– Przesadzacie – zaprotestował Fox. – Ja jestem Fox *, bo moja matka zobaczyła przed samym porodem stado rudych lisów biegnących przez pole. A moja siostra Sage **? Zaraz po jej urodzeniu mama poczuła zapach szałwi z ogrodu. Tak było z całą naszą czwórką.

– Nosisz imię po lisie? Takim rudym, z wielką kitą? – dopytywała się Layla.

– Cóż, nie po jakimś konkretnym. Chodziło raczej o… Musiałabyś poznać moją matkę.

– W jakikolwiek sposób Fox zyskał swoje sławne imię, nie powi

– Qui

– A rodzina ze strony matki? – spytała Layla.

– Mieszanka. Anglicy, Irlandczycy, chyba kilku Francuzów. Nikt nigdy nie zawracał sobie głowy genealogią, ale nie słyszałem o żadnym Hawkinsie w rodzinie.

– Może warto to zbadać. A rodzina Gage'a? – zastanawiała się na głos Qui

– Nie mam pojęcia. – Cal był coraz bardziej zamyślony. – On pewnie też nie. Mogę zapytać Billa, jego ojca. Jeśli to prawda, jeżeli rzeczywiście jesteśmy potomkami A

– Dlaczego właśnie wy – dokończyła Qui

– Zawsze myślałem, że to przez mnie. Cal leżał przytulony do Qui

– Tylko przez ciebie?

– Może oni pomogli, ale tak, tylko przeze mnie. Bo chodziło o moją krew, nie tylko tamtej nocy, o moje dziedzictwo, można powiedzieć. To ja jestem Hawkinsem. Oni nie pochodzili stąd, nie tak jak ja. Moja rodzina mieszka tu od pokoleń, od zawsze. Ale jeśli to prawda… Wciąż nie wiem, co o tym myśleć.

– Mógłbyś sobie zrobić maleńką przerwę. – Pogłaskała go po piersi na wysokości serca. – Chciałabym, żebyś odpoczął.

– Dlaczego on na to pozwolił? To znaczy, Dent? Jeżeli znalazł sposób, żeby go powstrzymać, to dlaczego pozwolił na to wszystko?

– Kolejne pytanie. – Uniosła się i popatrzyła mu prosto w oczy. – Znajdziemy odpowiedzi, Cal. Wierzę, że jest nam to pisane.

– Przy tobie ja też coraz bardziej w to wierzę. – Dotknął jej policzka. – Qui

– Masz jeszcze godzinkę?

– Tak. – Uśmiechnął się, gdy pochyliła się nad nim. – Myślę, że jeszcze godzinkę wytrzyma.

Później, gdy szedł do samochodu, powietrze drżało, aż słychać było stukot nagich gałęzi drzew. Cal uważnie obserwował ulicę w poszukiwaniu jakiegoś znaku, czegoś, przed czym będzie musiał się bronić, ale droga była zupełnie pusta.

Wiatr coś niesie, pomyślał znowu, wsiadł do samochodu i pojechał do domu.

Zaraz po północy Gage'a naszła nieodparta chęć na papierosa. Rzucił palenie dwa lata, trzy miesiące i siedem dni temu, ale wciąż miewał takie zachcianki.

* fox(ang.) – lis

** sage (ang.) – szałwia