Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 41 из 66

– To ja – odkrzyknęła i wciąż zmagając się ze sobą, poszła do kuchni, niosąc kwiaty, wazony i naczynia, które kupiła po drodze w sklepie z upominkami.

– Kawa. – Qui

– Ładne, prawda? Qui

– Ja z tobą też. Ty pierwsza.

– Dziś rano zamierzałam wyjechać. Qui

– Och.

– I chciałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby wyjechać, zanim wrócisz i odwiedziesz mnie od tego pomysłu. Przepraszam.

– Dobrze. Nie ma sprawy. – Qui

– Dziwne, ale wiem.

– Dlaczego nie wyjechałaś?

– Pozwól, że opowiem ci po kolei, co wydarzyło się wcześniej. – Layla powtórzyła jej rozmowę, którą przeprowadziła z szefową.

– Tak mi przykro. To niesprawiedliwe. Nie chodzi o twoją szefową, ona musi dbać o interesy, ale cała ta sytuacja. – Qui

– Nie o to chodzi. Nie chcę, żebyś pożyczała mi pieniądze ani pokrywała moją część wydatków. Jeśli zostanę, to dlatego, że sama podjęłam taką decyzję. – Layla popatrzyła na kwiaty i pomyślała o tym, co powiedział Fox. – Chyba do dzisiaj nie chciałam tego zaakceptować. Łatwiej było myśleć, że coś kazało mi tu przyjechać i nakazuje zostać. Zamierzałam wyjechać, bo nie chciałam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ale tak jest. Dlatego zostanę, bo sama tak zdecydowałam. Muszę tylko się zastanowić nad stroną praktyczną mojej decyzji.

– Mam kilka pomysłów, tylko muszę się nad nimi zastanowić. Te kwiaty to był dobry pomysł. Poprawią ci humor po nie najlepszych wieściach.

– To nie mój pomysł. Fox mi je dał, kiedy wpadłam na niego przed kwiaciarnią. Naskoczyłam na niego. – Wzruszyła ramionami i pozbierała kawałki łodyżek i sreberka. – On zapytał tylko, jak się mam, a ja wyjechałam z całym: „Jak się mam? Już ja ci powiem, jak”. – Wrzuciła resztki do śmieci, opada się o blat i roześmiała. – Boże, po prostu na niego nawrzeszczałam. A on dał mi kwiaty, które dopiero co kupił, właściwie rzucił nimi we mnie i zrobił mi krótki, treściwy wykład. Chyba na niego zasłużyłam.

– Hmm. – Qui

– Lepiej? – Layla poszła do małej jadalni, żeby postawić wazon z kwiatami na rozkładanym stole, który kupiły na pchlim targu. – Jestem bardziej zdecydowana. Nie wiem, czy to lepiej.

– Mam dla ciebie zajęcie.

– Dzięki Bogu. Jestem przyzwyczajona do pracy i jeszcze bardziej się denerwuję, kiedy nie mam nic do roboty.

– Chodź ze mną. Nie zostawiaj tu wszystkich kwiatów, powi

– Pomyślałam, że będą do domu. Fox nie kupił ich dla mnie ani…

– Dał je tobie. Zabierz trochę na górę. Ja mogę wziąć tulipany. – Żeby zakończyć sprawę, Qui

– Ja to zrobię. – Layla nalała kawy dla Qui

– Książkami.

– Mamy już książki z biblioteki.

– Te są z prywatnych zbiorów Estelle Hawkins. Niektóre to pamiętniki. Dopiero zaczęłam je przeglądać – wyjaśniła Qui

– Ale pani Hawkins musiała już je czytać, pokazywać Calowi.

– To prawda, wszystkie zostały przeczytane i przestudiowane w tę i z powrotem. Ale nie przez nas, Layla. Mamy świeże spojrzenie, i

– Pozostałe dzie

– Reszta pamiętników A

– Jeśli nawet napisała coś więcej, to dzie

– Miejmy nadzieję, że nie. – Qui

Cal aż do siódmej nie mógł się wyrwać z kręgielni, a i tak wyszedł z poczuciem winy, że zostawia wszystko na głowie ojca. Późnym popołudniem zadzwonił do Qui

Będzie musiała zadowolić się pizzą, pomyślał, niosąc pudełka po schodach. Nie miał ani czasu, ani okazji dowiedzieć się, na czym polegała jej zmiana stylu życia.

Pukając, poczuł na karku lodowaty podmuch i obejrzał się nerwowo przez ramię. Coś się wydarzy, pomyślał. Wiatr coś niesie.

Drzwi otworzył Fox.

– Dzięki Bogu, pizza i testosteron. Jestem tu w mniejszości, koleś.

– Gdzie jest estrogen?

– Na górze. Zakopany w książkach i notatkach. Layla robi wykresy. Popełniłem błąd i powiedziałem, że mam w biurze białą tablicę do pisania. Kazały mi ją tu przynieść i wtargać po schodach. – Gdy tylko Cal postawił pudełka na stole, Fox otworzył jedno i wziął kawałek pizzy. – Mówiły coś o kartach indeksowych. Kolorowych. Nie zostawiaj mnie tu więcej samego.

Cal chrząknął, otworzył drzwi lodówki i znalazł w niej to, o czym marzył – piwo.

– Może my nigdy nie byliśmy dostatecznie zorganizowani i dlatego umknęły nam jakieś szczegóły. Może… – Przerwał, gdy do kuchni wpadła Qui

– Cześć! Pizza. Och rety. Cóż, spalę ją siłą woli i rundką na siłowni jutro rano.

Wyjęła talerze i podała jeden Foxowi, który już kończył pierwszy kawałek, po czym zwróciła się do Cala z tym swoim uśmiechem.

– Masz dla mnie coś jeszcze? Cal pochylił się i pocałował ją w usta.

– Mam to.

– Co za zbieg okoliczności, właśnie na to miałam ochotę. Może jeszcze trochę? – Złapała go za koszulę i pociągnęła w dół na dużo dłuższy pocałunek.

– Chcecie, żebym wyszedł? Mogę zabrać ze sobą pizzę?

– Właściwie… – zaczął Cal.

– Dobra, dobra. – Qui

– Dlaczego ja nie mogę przywitać się z mamusią? – poskarżył się Fox, gdy Qui

– Bo wtedy musiałbym stłuc cię do nieprzytomności.

– Już to widzę. – Rozbawiony Fox wziął pudełka z pizzą i ruszył za Qui

Gdy tylko usiedli, rozłożyli talerze i serwetki i nalali napoje, do jadalni weszła Layla z jedną dużą i kilkoma mniejszymi miskami.

– Zrobiłam to wcześniej. Nie wiedziałam, co przyniesiesz – powiedziała do Cala.

– Przygotowałaś sałatkę? – spytała Qui

– Moja specjalność. Kroisz, siekasz, mieszasz. Żadnego gotowania.

– W takim razie muszę być grzeczna. – Qui

– Tak, zapytaj panie, jak się robi świece z łoju lub przetwory z malin – poradził Fox. – Mają to w małym palcu.

– Zapewne niektóre informacje, które znalazłyśmy w tych książkach, nie odnoszą się bezpośrednio do naszej sytuacji – poinformowała go Qui