Страница 38 из 66
– Mamy jeszcze mnóstwo czasu – powiedział i przycisnął usta do jej warg.
Jej usta wydały mu się idealne. Miękkie i pełne, ciepłe i hojne. Poczuł, że Qui
Cal zsunął jej z ramion bluzkę, która opadła tak, że jego dłonie mogły odkrywać jedwab, koronkę i skórę. Ich usta muskały się i ocierały, gdy Qui
Cal muskał językiem jej szyję, słysząc w odpowiedzi zadowolony pomruk Qui
Usłyszał, że Qui
Ruch był tak gwałtowny, tak nieoczekiwany, że nie mogła się przygotować. Dotychczas wszystko działo się powoli, jak we śnie, a teraz nagle Cal złapał ją pod ramiona i uniósł do góry. Ta nagła demonstracja siły zszokowała Qui
Cal popatrzył na seksowną bieliznę, którą włożyła, żeby doprowadzić go do szaleństwa. Potem znów spojrzał z uśmiechem, w oczy Qui
– Nieźle.
Powiedział tylko tyle, a ona poczuła suchość w gardle. To niedorzeczne. Patrzyli już na nią i
Wtedy zahaczył palcem o brzeg jej majtek, pociągnął w dół, a ona podeszła bliżej niego jak zaczarowana.
– Zobaczmy, co jest pod spodem – wymruczał. – Bardzo ładnie – uznał, przesuwając czubkiem palca po linii bioder.
Qui
– Drżysz.
– Zamknij się. Czuję się jak idiotka. Ujął jej dłonie, podniósł do ust i pocałował, a Qui
– Seksowna – poprawił ją. – Jesteś oszałamiająco seksowna.
– Cal. – Musiała bardzo się skoncentrować, żeby ułożyć zdanie. – Naprawdę muszę się położyć.
Znowu na jego twarzy zagościł ten uśmiech i pomimo że oznaczał zapewne „jestem niezły w te klocki”, Qui
Nagle znaleźli się na łóżku, rozgrzane ciała na chłodnym prześcieradle, w blasku świec rozświetlających magicznie ciemność, a Cal zaczął pieścić Qui
On pracuje w kręgielni, pomyślała, gdy zalewała ją fala rozkoszy. Skąd ma takie dłonie? Gdzie się nauczył tak… O mój Boże.
Doszła długą, wzrastającą falą, która zdawała się brać początek z palców u stóp, przez nogi, płonąć w środku, aż dotarła do serca i głowy. Qui
Dobrze, jak dobrze – tylko te słowa przychodziły jej do głowy. Dobrze, och.
Dla Cala jej ciało było ucztą krągłości i wgłębień. Całe dnie mógłby zachwycać się tymi pięknymi piersiami, doskonałą linią ramion, kobiecym kształtem bioder. A jej nogi, gładkie, silne i… wrażliwe. Tyle miejsc do dotykania, smakowania i cała niekończąca się noc przed nimi.
Qui
Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, chłodne powietrze w pokoju coraz gorętsze, gęste jak dym. Cal nie mógł pohamować pożądania, wsunął się w Qui
Złapał ją za ręce, żeby się opanować, powstrzymać przed szaleństwem, przed natychmiastowym zaspokojeniem wszechogarniającej żądzy. Qui
Leżał cicho myśląc, że Qui
– Chciałam coś powiedzieć. Jednak nie spała, chociaż mówiła bardzo niewyraźnie.
– Co takiego?
– Mmm. Jak tylko weszliśmy do pokoju, chciałam coś powiedzieć. – Przytuliła się do niego jeszcze mocniej, a Cal zdał sobie sprawę, że gorąco seksu zniknęło i Qui
– Poczekaj chwilę. – Musiał wyplątać się z jej uścisku i zaprotestowała, mamrocząc coś bez przekonania. Ale zaraz zadowolona wsunęła się pod koc.
– Lepiej?
– Lepiej być nie może. Chciałam powiedzieć, że miałam na ciebie ochotę od chwili, gdy cię poznałam.
– To zabawne. Bo ja, odkąd się poznaliśmy, myślałem o tym samym. Masz cudowne ciało, Qui
– Zmiana stylu życia, mogę to teraz głosie jak ewangelię. Jednak – uniosła się, żeby popatrzeć mu w twarz – gdybym wiedziała, że tak będzie, w pięć minut położyłabym cię nagiego na podłodze.
Cal uśmiechnął się z triumfem.
– Znowu nasze myśli idą podobnym torem. Zrób tak jeszcze raz. Nie – powiedział ze śmiechem, gdy uniosła brwi. – Tak jak przedtem.
Ułożył jej głowę na swoim ramieniu, rękę na piersi.
– I noga. O tak. Idealnie. Było idealnie i Qui
Obudziła się w ciemności, bo coś na nią spadło. Pisnęła, usiadła i zacisnęła pięści.
– Przepraszam, przepraszam. Rozpoznała głos Cala, ale było za późno, żeby zahamować cios.
Rąbnęła w coś pięścią tak mocno, że aż zabolały ją kłykcie.
– Och! Au! Cholera!
– Co ty powiesz! – wyszeptał Cal.
– Co ty, do diabła, robisz?
– Potykam się, upadam i dostaję w głowę.
– Dlaczego?
– Bo ciemno tu jak w studni. – Wstał i rozmasował bolącą skroń. – Próbowałem cię nie obudzić, a ty mnie uderzyłaś. W głowę.
– Cóż, bardzo mi przykro – wysyczała. – Z tego, co wiem, mogłeś być szalonym gwałcicielem lub raczej, zważywszy na okoliczności, demonem z piekieł. Po co w ogóle snujesz się w środku nocy?
– Próbuję znaleźć buty, to chyba właśnie o nie się potknąłem.
– Wychodzisz?
– Jest rano, a ja za kilka godzin mam służbowe śniadanie.
– Jest ciemno.
– Mamy luty, a ty zasłoniłaś okna. Dochodzi pół do siódmej.
– Boże! – Opadła na poduszki. – Szósta trzydzieści to nie rano, nawet w lutym. A zwłaszcza w lutym.
– Dlatego starałem się ciebie nie obudzić. Qui
– Już nie śpię, więc dlaczego ciągle szepczesz?
– Nie wiem. Może mam uszkodzony mózg po tym uderzeniu w głowę.
Stłumiona irytacja w jego głosie zainspirowała Qui
– Ach. To może wrócisz tu do mnie, pod ciepłą kołderkę? Pocałuję i przestanie boleć.
– To bardzo okrutna propozycja dla kogoś, kto musi iść na oficjalne śniadanie z burmistrzem i radnymi.