Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 37 из 66

Fox patrzył na ich figury i piruety.

– Jestem w tym do niczego.

– Ja też. Rany. – Oczy Layli rozszerzyły się z podziwu. – Są naprawdę dobrzy.

Na parkiecie Cal puścił Qui

– Lekcje?

– Cztery lata. A ty?

– Trzy. – Gdy piosenka dobiegła końca i przeszła w wolniejsze rytmy, wziął Qui

– Ja też. – Potarła policzkiem o jego szyję. – Dziś wieczór wszystko wydaje się wspaniałe. Słodkie i błyszczące. I, mmm – zamruczała, gdy Cal wprowadził ją w elegancki obrót. – Sexy. – Odchyliła głowę i uśmiechnęła się do niego. – Zupełnie zmieniłam mój cyniczny pogląd na Dzień Świętego Walentego. Teraz uważam, że to idealne święto.

Cal musnął ustami jej wargi.

– Może po tym tańcu wymkniemy się do magazynu na górze?

– A po co czekać?

Cal ze śmiechem przyciągnął ją do siebie. I zamarł. Serca krwawiły. Z błyszczącej dekoracji kapała krew i rozbryzgiwała się na parkiecie, na stołach, płynęła po włosach i twarzach ludzi, którzy śmiali się, rozmawiali, chodzili i tańczyli.

– Qui

– Widzę. O Boże. Wokalista wciąż śpiewał o miłości i tęsknocie, gdy czerwone i srebrne balony nad głowami gości zaczęły pękać z trzaskiem. A ze środka posypał się deszcz uciekających pająków.

ROZDZIAŁ 12

Qui

– Nie są prawdziwe – powiedział z absolutnym, lodowatym spokojem. – To nie jest prawdziwe.

Ktoś się roześmiał, rozległy się okrzyki aprobaty, gdy muzyka przeszła w szybkiego rocka.

– Świetna impreza, Cal! – Minęła ich roztańczona Amy z kwiaciarni z szerokim, krwawym uśmiechem na twarzy.

Wciąż obejmując Qui

– Musimy iść! – zawołał.

– Moi rodzice… Fox potrząsnął głową.

– To się dzieje tylko dlatego, że my tu jesteśmy. Chodźmy stąd. Już nas nie ma.

Przepychali się między stolikami, a małe świeczki płonęły niczym pochodnie, buchając słupami dymu. Cal czuł, jak gryzie go w gardle, z chrzęstem zdeptał ogromnego pająka. Na małej scenie perkusista rozpoczął dzikie solo, waląc zakrwawionymi pałeczkami. Dotarli do drzwi i Cal obejrzał się przez ramię.

Nad głowami tancerzy lewitował chłopiec. I śmiał się.

– Na dwór. – Cal pociągnął Qui

– Oni nic nie zauważyli. – Pozbawiona tchu Layla wypadła z sali. – Ani nie czuli. Dla nich nic się nie stało.

– Wyskoczył jak diabeł z pudełka, przekroczył granice. Ale tylko dla nas. – Fox zdjął marynarkę i narzucił ją na drżące ramiona Layli. – Daje nam przedsmak nadchodzących atrakcji. Arogancki sukinsyn.

– Tak. – Qui

– Muszę tam wrócić. – Cal zostawił w kręgielni swoją rodzinę. Nawet jeśli tą ucieczką miałby ich ochronić, nie mógł stać z założonymi rękami, kiedy jego rodzice wciąż byli w środku. – Muszę tam wrócić, zamknąć wszystko po imprezie.

– Wszyscy wrócimy. – Qui

W sali świece roztaczały miękki blask, serca lśniły. Na błyszczącym parkiecie nie było nawet plamki. Cal zobaczył tańczących rodziców, matka opierała głowę na ramieniu ojca. Dostrzegła syna i posłała mu uśmiech, a Cal poczuł, jak rozluźnia się węzeł, który miał w żołądku.

– Nie wiem jak ty, ale ja bardzo potrzebuję kieliszka szampana. – Qui

Kiedy Cal i Qui

– Layla poszła na górę – powiedział, siadając. – Była wykończona.

Było jasne, że chciała zamknąć się w swoim pokoju, zanim jej współlokatorka wróci z Calem.

– Nic jej nie jest? – spytała Qui

– Nie, radzi sobie. Coś jeszcze się wydarzyło po naszym wyjściu?

Cal potrząsnął głową i popatrzył w ciemność za oknem.

– Nie, tylko wielkie, wesołe przyjęcie przerwane na chwilkę widokiem krwi i pająków. A tutaj?

– Nic, poza tym, że te kobiety kupują dietetyczną pepsi. To nie to co klasyczna cola – wyjaśnił Fox. – Mężczyzna musi mieć jakieś standardy.

– Zajmiemy się tym. Dzięki – podeszła i pocałowała go w policzek – że poczekałeś, aż wrócimy.

– Nie ma sprawy. Nie musiałem sprzątać i mogłem obejrzeć… – Popatrzył na mały ekran. – Nie mam pojęcia, co. Powi

– Nie wiem, jak sobie bez niej radziłam przez tych kilka ostatnich dni.

Fox wkładał kurtkę, szczerząc zęby w uśmiechu.

– Ludzki gatunek nie powinien żyć jedynie papką medialną. Zadzwoń, jeśli będziecie czegoś potrzebowały – dodał, ruszając do drzwi.

– Poczekaj. – Cal poszedł za nim. Po krótkiej wymianie zdań szeptem Fox pomachał Qui

– O co chodziło?

– Poprosiłem go, żeby spał dzisiaj u mnie i nakarmił Kluska. To żaden problem, mam colę i kablówkę.

– Widzę, że bardzo się martwisz, Cal.

– Trudno się nie martwić w takiej sytuacji.

– On nie może nas skrzywdzić, jeszcze nie teraz. Igra tylko z naszymi nerwami. To podła i obrzydliwa wojna, ale tylko psychologiczna.

– To coś oznacza, Qui

– A ty musisz o tym pomyśleć. Dużo myślisz, masz tam całą machinę. – Popukała się w skroń. – To, że się zastanawiasz, przynosi mi ulgę i, dziwne, sprawia, że wydajesz mi się jeszcze bardziej atrakcyjny. Ale wiesz co? Może lepiej będzie, jeśli po tym naprawdę długim, dziwacznym dniu w ogóle nie będziemy myśleć.

– Dobry pomysł. – Zrobi sobie przerwę, postanowił. Będzie się rozkoszował chwilą normalności. Podszedł do Qui

Pociągnął ją w stronę schodów i razem ruszyli na górę. Parę stopni skrzypnęło, zaszumiało ogrzewanie, ale poza tym nie słyszeli żadnych i

– Czy ty… Przerwał jej, kładąc dłoń na policzku Qui

– Żadnych pytań. Inaczej musielibyśmy myśleć nad odpowiedziami.

– Masz rację. Tylko pokój, ciemność, kobieta. Tylko tyle chciał tej nocy. Jej zapach, skóra, kaskada włosów, bliskość dwojga ludzi, którzy odkrywają się nawzajem.

Tyle wystarczy. A nawet więcej niż wystarczy.

Zamknął za nimi drzwi.

– Lubię światło świec. – Wyjęła długą, wąską zapalniczkę i zapaliła świece, które porozstawiała po pokoju.

W ich blasku wyglądała na bardziej bezbro

Qui

Dla niego wszystko było idealne.

– Może powi

– Później. – Zrobił pierwszą rzecz, która przyszła mu na myśl, uniósł dłonie do jej włosów. Wyciągnął spinki, aby loki swobodnie opadły, po czym przeczesał je palcami. Nie odrywając wzroku od twarzy Qui