Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 96

Mając przy sobie i Carlę, i Marge, Maura mogła na kilka minut zapomnieć o niebezpieczeństwie i uporządkować myśli.

Terry zginął przez nią i ta świadomość była trudna do zniesienia. Również pamięć o ich kłótniach. A ostatnia gorzka wymiana zdań była najcięższym wspomnieniem. Kochał ją, wiedziała to, i ona również go kochała. Było tak od zawsze i byłoby nadal…

Stanął między nimi jej sposób na życie. W najskrytszych zakamarkach jej duszy tkwiła przez te wszystkie lata spędzone z Terrym świadomość, że żyje tylko połowicznie, i do tego najtrudniej było jej się przed samą sobą przyznać. Tylko wtedy, gdy przywdziewała szaty Maury Ryan, kobiety niebezpiecznej, była w swoim żywiole, czuła ten podniecający dreszczyk oczekiwania na to, co przyniesie nowy dzień. Zdawała sobie sprawę, że nie nadaje się na żonę, a jej jedyna szansa na macierzyństwo i została zaprzepaszczona przez aborcję dokonaną w jakimś obskurnym pomieszczeniu. To było dziecko jej i Terry’ego.

W głębi duszy nigdy mu nie wybaczyła, że ją wtedy zostawił, przedkładając nad nią swoją pracę. Wspaniałą karierę policjanta. Ale nie przestała go z tego powodu kochać, pomimo żywionej urazy. Teraz miała go pochować. A właściwie to, co z niego zostało.

Marge i Carla pakowały jej rzeczy i porozumiewały się wzrokiem. Kiedy Maura poszła do łazienki umyć twarz, Marge szepnęła do Carli:

– Jedna z nas musi z nią być przez cały czas.

Carla kiwnęła głową.

– Nigdy nie widziałam jej w takim stanie.

Marge wzruszyła ramionami.

– A ja tak. Kiedy zginął Michael. W jej życiu było za dużo śmierci.

Carla nic na to nie odpowiedziała. Nie wiedziała, co powiedzieć.

Maura wyszła z łazienki w pełnym makijażu i z uśmiechem przyklejonym do twarzy.

– No to chodźmy, dziewczyny, jedźmy do domu, OK?

Carla obserwowała ciotkę, która zachowywała się teraz, jakby nic się nie zdarzyło. Wyrzuciła to wszystko z głowy, jak zwykle – nie pozwoliłaby sobie na przeżywanie żałoby.

Ale kłopoty wisiały w powietrzu, tego Carla była pewna.

Wiele na to wskazywało.

Be

– Kto wyprowadzał samochód na zewnątrz? – zapytał Garry.

– Abul. Miał ochotę na przejażdżkę – odpowiedział Be

Garry uśmiechnął się do niego. Kochał bratanka, mieli podobny temperament.

– Dobrze, chłopcze. Mamy tu pod nogami trochę ciekawych rzeczy. Kilka sztuk z arsenału firmy Armalite. Mała wyrzutnia rakiet. Szpadle są w kącie. Lepiej zacznijcie kopać.

Lee zaśmiał się.

– A co ty masz zamiar robić, Gal?

Garry wzruszył ramionami

– Zajmę się herbatką dla was, to jasne. Naturalnie pozwolę wam się dobrze przedtem napocić.

– Naturalnie!

Be

– Jak Maura? – Garry ściszył głos.

Roy westchnął.

– Niezbyt dobrze. Podobnie z nią było, gdy odszedł Michael. Jak zwykle dusi wszystko w sobie.

– Szczęśliwie pozbyła się tego pieprzonego śmiecia, gdybyś chciał wiedzieć, co myślę. Ten Patherick to był alfons. Dziewczyna jak brzytwa, a tu była ślepa.

– Chyba wszyscy jesteśmy, gdy w grę wchodzi miłość?

Garry roześmiał się.

– Ja nie. Nigdy nie spotkałem nikogo, na kim by mi zależało. Co i

Lee wiedział, że Garry ma na myśli jego i Sheilę. Rozzłościł się.

– Nie wszystkim chodzi tylko o to, co mogą dostać, Gal. Nie wszystkie kobiety są dziwkami.

Garry drwiąco uniósł brwi.

– Wszystkie. Pokaż im kilka funciaków, dużego fiuta, ładne auto i są twoje. Weź tylko kobietę Joliffa, to dziwka pierwszej wody.

– Była, wujku Gal.

– Daruj sobie tego „wujka”, jeśli łaska, Be

– Nam to przypisują, a wiesz, co to znaczy, prawda? – I Roy nie ukrywał zaniepokojenia.

Garry przytaknął, ale był zirytowany defensywnością brata.

– To znaczy, że musimy uderzyć pierwsi, ot, co to znaczy. Więc pospieszcie się i kopcie, chłopcy. Niech bitwa się rozpocznie.

– Maura chce, żebyśmy przyszli w porze lunchu do jej mieszkania nad klubem.

W głosie Roya nadal była niepewność i Be

– Wątpisz, czy Maura będzie za tym? Wskazał szpadlem na dziurę.

Garry zaśmiał się, a Lee dołączył.

– Maura zastrzeliłaby ciebie, gdybyś jej zalazł za skórę, chłopcze, zapamiętaj to. Pozbiera się. To jedyna znana mi kobieta, która myśli jak facet. I potrafi zapanować nad uczuciami. Będzie w porządku, gwarantuję.

Be

Lana Smith była niska i puszysta, miała piersi w kształcie melonów, nie tylko zaprzeczające prawu grawitacji, ale sprawiające, że wyglądała jeszcze grubiej – o ile to możliwe. Od urodzenia dziecka – kilka miesięcy temu – nadal przybierała na wadze.

Gdy wysiadła z samochodu, żeby wejść do miejscowego solarium, ujrzała przed sobą mężczyznę drobnej budowy, z kręconymi włosami. Uśmiechał się do niej. Nigdy nie dawała się zbić z tropu, w ułamku sekundy zmierzyła się z jego brązowymi oczami i zarozumiałym uśmiechem. Nóż zauważyła chwilkę później.

Wbił jej się w brzuch i ciął w górę aż do mostka, zostawiając rozwartą dziurę. Gdy potknęła się o krawężnik, poczuła, jak zalewa ją krew tryskająca z ciała. Mężczyzna już odjeżdżał, błotnikiem samochodu uderzył ją jeszcze w ramię, tak że z głuchym łoskotem upadła plecami na chodnik.

Jej malutka córeczka Alicia, spała smacznie w foteliku samochodowym, dopóki nie obudziło jej wycie karetek i samochodów policyjnych, a wtedy otworzyła buzię do niekończącego się krzyku, aż poczerwieniała ze złości i wysiłku.

Maura słuchała w osłupieniu relacji o śmierci dwóch kobiet żon osławionych gangsterów z południowego wschodu. Z nie dowierzaniem przymykała oczy i kręciła głową.

– Dlaczego ktoś miałby pomyśleć, że to my zabiliśmy? To przecież żony, dziewczyny, cywile. Niby co mielibyśmy przez to osiągnąć? Obie miały dzieci, do jasnej cholery.

– Komuś zależy na tym, żeby nas w to wrobić.

Uwaga Bena rozdrażniła Maurę, wzniosła oczy ku niebu.

– Do diabła, Ben, nie przyszło mi to do głowy. Gdzieś ty był, jak rozdawali rozumy?

Be

– Nie musisz być złośliwa, Maura.

Przerwała mu.

– Zamknij się, do cholery, Ben. Nie czas ani miejsce na głupie, szczeniackie rezonerstwo, jasne? To głębokie bagno tylko dla dorosłych. Ke