Страница 28 из 49
– Nadal eksperymentujesz? – zapytał całkowicie normalnym tonem.
– Ano, i chyba natrafiłam na źródło kolejnej legendy. On usiadł, odrzucił włosy z twarzy, ziewnął.
– Gratuluję. Mam nadzieję, że jutro nie obudzi mnie osinowy kołek?
– Nie wiem, nie wiem… – mruknęłam z wahaniem w głosie. – Jeszcze nie testowałam łez panieńskich. Od których się wyparowuje.
– Wiesz, to zależy od tego, z czym się je zmiesza…
Rozmowa została przerwana pojawieniem się niebieskookiego Starszego, który nie raczył zapukać. Jakoś nie zauważyłam radości na jego obliczu – zagapił się na nas, jak dama z dobrego domu, która znalazła jedyną córkę w objęciach portowego tragarza. Błyskawicznie wyplątałam się z rozrzuconej pościeli, mruknęłam: “Już sobie idę" i jak węgorz prześlizgnęłam się obok wampira, który zastygł w drzwiach jak słup soli. Na podwórzu czekała na mnie reszta Starszych. Mało prawdopodobne, by marzyli o możliwości zapoznania się z wynikami doświadczenia. Przywitawszy się (i usłyszawszy dosyć chłodną odpowiedź), wyniosłam się z obozu wroga, przytłoczona przewagą liczebną przeciwnika.
Na śniadanie były placki ziemniaczane z sosem grzybowym i mleko prosto od krowy, którego od dziecka nic lubiłam. Poprosiłam o kubek wody i śmiało wetknęłam widelec w korpus pierwszego placka.
– I jak tam Len? – spytała Kryna.
– Żyje – odpowiedziałam bez związku i pospiesznie się poprawiłam. – Znaczy, normalnie. A skąd pani wie, gdzie byłam?
Kryna tylko się uśmiechnęła.
– A może się pani dowiedzieć, o czym rozmawialiśmy? – ciągnęłam temat.
– Nie, dziecko, co ty. Przez okno widziałam, gdzie poszłaś.
Odnośnie wieku wampirów byłam już dość obcykna i nie obraziłam się o “dziecko". Kryna miała spore szansę na zastanie mojej prapraprababci w kołysce.
– I za co oni mnie tak nie lubią? – pytanie było po części retoryczne i chodziło w nim o pochmurnych Starszych, ale Kryna pospieszyła z odpowiedzią.
– Można ich zrozumieć. Len jest ostatnim władcą Dogewy.
– Ale przecież go nie zjem! – odburknęłam z pełnymi ustami.
– Dziecko, ja jestem tego pewna. Ale i ich można zrozumieć. Jeszcze nie wiedzą, czego mają się po tobie spodziewać i na wszelki wypadek się boją. W Dogewie ludzie, a już tym bardziej magowie, są prawdziwą rzadkością.
Człowiek na jej miejscu mógłby powiedzieć: “Wampiry są w Starminie prawdziwą rzadkością, więc na wszelki wypadek panią spalimy. Strzeżonego Pan Bóg strzeże". W na oścież otwartych drzwiach pojawił się wilk z naderwanych uchem. Pociągnął nosem i ewidentnie się zainteresował, po czym powoli podszedł do mnie i wepchnął się mordą pomiędzy kolana, z ukosa spoglądając na słój ze śmietaną. Zaproponowałam mu kawałek placka, ale tylko powąchał i się odwrócił. Kryna tymczasem kontynuowała.
– Pewnie wiesz, że dolin podobnych do Dogewy jest równo tuzin: Lesk, Arliss, Wolia i cała reszta, o wiele dalsza. Przed wojną na każde dziesięć zwykłych wampirów trafiał się jeden białowłosy. W Dogewie mieszkało ich koło dwóch tysięcy, w Arlissie – jakieś półtora. Właśnie oni byli systematycznie zabijani i teraz we wszystkich dolinach naliczy się ledwie co siedemnastu białowłosych chłopaków i dziewczyn. Są naszą ostatnią nadzieją na…
– Chwila-moment… – przerwałam z oburzeniem, krztusząc się gorącym plackiem. – Czyja wyglądam na histeryczkę z kołkiem?
– Nie, oczywiście, że nie – szybko sprostowała Kryna. – Po prostu odpowiadam na twoje pytanie.
Ale ja już zdążyłam się obrazić.
– Na miejscu Starszych zabroniłabym temu wampirowi z dobrego domu długich spacerów po lesie w towarzystwie knującej coś magiczki, która już wielokrotnie wykazała się paskudnym charakterkiem!
– Ha, ha, zabronić władcy? – szczerze zdziwiła się i roześmiała Kryna. – Jak można zabronić czegoś burzy letniej i powstrzymać wiose
– A czy przypadkiem nie słuchacie go zbyt ślepo? Co, jeśli pewnego pięknego dnia Len rozkaże wszystkim porzucić domy i uwić gniazda na drzewach?
– Prawdopodobnie będzie to miało związek z nadchodzącą powodzią – z niezmąconym spokojem odpowiedziała Kryna. – Wolho, Len już od dawna nie jest chłopcem. Rządzi Dogewą od ponad pięćdziesięciu lat. Oczywiście, ma swoje wady i dziwactwa, ale gdy chodzi o coś naprawdę poważnego, błazen Len zmienia się w stanowczego, mądrego i przenikliwego Władcę. Naszą nadzieję i podporę. Nic dziwnego, że Starsi nie są zachwyceni waszymi spacerami. Aleja go znam – i możesz, dziecko, zaufać zgrzybiałej starowince – Len doskonale odróżnia przyjaciół od wrogów i nigdy się nie pomyli. Więc nie zwracaj uwagi na Radę, niech sobie staruszkowie burczą pod nosem. Ponarzekają trochę i się uspokoją.
– Ale wydawało mi się, że Starsi też mają prawo głosu, z którego aktywnie korzystają.
– Bzdura! Jak bardzo stanowczych przemów by nie wygłaszali, decydujące słowo ma zawsze Len. Oni mogą tylko poprosić. A on może rozkazać. Jest dobrze wychowanym młodym człowiekiem i chętnie ustępuje Starszym w drobnych sprawach, ale poważne decyzje zawsze podejmuje samodzielnie. Tak samo, jak i odpowiedzialność za ich skutki.
– I co w nim jest takiego szczególnego? – w zamyśleniu spytałam karafki z mlekiem stojącej pomiędzy mną a gospodynią. – No dobra, ma jasne włosy. U nas, w Starminie, takich jest siedem na tuzin…
Oszołomiona Kryna upuściła rozgrzaną patelnię.
– Jak to, jeszcze nie wiesz? -Nie.
– W takim razie powi
Zaintrygowała mnie. Jeszcze większą ciekawość wzbudził stłumiony gwar dobiegający z placu. Tam zebrał się tłum – hałaśliwy, bezsensowny, kolorowy, jak przy straganach z warzoną strawą na starmińskim rynku. Jeszcze nie miałam okazji widzieć takiego mnóstwa wampirów.
Na targu zachowywali się znacznie poważniej. Co prawda kiedy przyjrzałam się dokładnie, zrozumiałam, że tłum uporządkowany jest w kolejkę – kilka osób na rząd. Rzędy wykłócały się z i
Bez celu pokręciłam się koło fonta