Страница 24 из 76
– Myślałam, że to pański brat.
– Mój kuzyn mieszka w Londynie. Mamy tam jeszcze jeden mały sklepik. My rozmawiamy, bo pan John Smith robi u niego zakupy.
– W Londynie? – Eye chwyciła go za nadgarstek. – A skąd pańskl kuzyn wie, że to ten sam mężczyzna?
– Srebrna linka, trzy razy po sześćdziesiąt centymetrów. Ale w Londynie pan Smith ma na głowie włosy koloru piasku. Ma też włosy na ustach. My i tak uważamy, że to ten sam człowiek.
Eye wyjęła notes.
– Niech pan poda adres tego sklepu w Londynie. I nazwisko kuzyna. – Wszystko dokładnie zapisała. – A czy poza tymi dwoma macie jeszcze jakieś małe sklepiki?
– Mamy dziesięć małych sklepików.
– Poproszę pana o jeszcze jedną przysługę.
Jego oczy błysnęły jak dwa brylanty.
– To dla mnie wielki zaszczyt.
– Potrzebne mi adresy wszystkich pańskich sklepów. Będę wdzięczna, jeśli skontaktuje się pan ze swoimi krewnymi, którzy tam pracują, i zapyta, czy ktoś kupował u nich srebrną linkę długości sześćdziesięciu centymetrów. Wyślę im zdjęcia tego człowieka. Jeśli pojawi się w którymś ze sklepów, proszę, żeby natychmiast mnie powiadomiono.
– To da się zrobić. Dla pani, pani porucznik Dallas Roarke. – Odwrócił się i przez chwilę rozmawiał z bratem. – Mój brat zdobędzie dla pani informacje, a ja osobiście zadzwonię do kuzynów.
– Niech im pan powie, że ja lub moja asystentka niedługo się z nimi skontaktujemy.
– Będą niezmiernie zadowoleni. – Wziął od brata dyskietkę z durną wręczył Eye, – Zechce pani przekazać szanownemu mężowi naszą wizytówkę. Być może kiedyś odwiedzi nasz mały sklepik?
– Oczywiście. Dziękuję za pomoc.
Sklepikarz podszedł do drzwi, otworzył je przed Eye i nisko się pokłonił. Kiedy wyszły na ulicę, stanął przed wejściem i z rozmarzeniem w oczach przyglądał się, jak wsiadają do wozu.
– Złap Feeneya – rzuciła Eye, kiedy usiadła za kółkiem.- Niech sprawdzi, czy w okolicach Londynu nie zdarzyły się podobne morderstwa.
– To dla mnie wielki zaszczyt, pani porucznik Dallas Roarke.
Peabody uśmiechnęła się pod piorunującym spojrzeniem przełożonej. – Przepraszam, nie mogłam się oprzeć. Musiałam to powiedzieć, tylko raz.
– Pożartowałyśmy sobie, a teraz do roboty. Powiedz Feeneyowi, że jeśli nie znajdzie niczego ciekawego, niech dokładnie zbada rejestr zaginionych osób. Przypuszczam, że niektórych ciał jeszcze nie odnaleziono. To zawodowiec – rzuciła właściwie sama do siebie, bo Peabody zajęta był rozmową z WPE. – Jeśli klient chce, żeby ktoś zniknął na dobre, on to potrafi. Ale samo morderstwo na pewno wygiąda podobnie. Facet ma swoje zwyczaje, rutyniarz.
Feeney już nad tym pracuje zaanonsowała Peabody.
– Co dalej?
– Ty skontaktujesz się z kuzynami, a ja spotkam się z doktor Mirą. Potrzebny mi profil psychologiczny. Niech federalni nie myślą, że mają najlepszych specjalistów od papierkowej roboty.
– Prawie wszystko za mnie zrobiłaś. – Doktor Mira zniżyła monitor komputera i spojrzała na Eye, która stała przy oknie z rękami w tylnych kieszeniach spodni i obserwowała ulicę.- Wydaje mi się, że dobrze znasz tego człowieka. Ci z FBI są wyjątkowo skrupulatni.
– Wiem, że możesz powiedzieć mi dużo więcej.
– Pochlebiasz mi. – Mira wstała, podeszła do autokucharza, zamówiła dwie herbaty i wróciła na miejsce. Miała na sobie prostą niebieską garsonkę. Jej gęste kasztanowe włosy opadały na ramiona, podkreślając delikatne rysy twarzy. W zamyśleniu nieświadomie bawiła się długim złotym łańcuszkiem, który nosiła na szyi.
– To socjopata. Prawdopodobnie jest na tyle inteligentny, że sobie to uświadamia. Pewnie nawet uważa za powód do durny. Duma często bywa motorem działania. Jest biznesmenem, chce być najlepszy w branży. Lubi życie na wysokim poziomie. Przypuszczam, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że gwałt sprawia mu satysfakcję. To po prostu jeszcze jeden sposób, by zniszczyć ofiarę.
Mężczyznę czy kobietę, to bez znaczenia. Oczywiście nie ma to związku z seksem. Chodzi o to, by poniżyć. – Mira popatrzyła na zegarek, a potem na swoje łącze. Przez chwilę jej nieobecny wzrok błądził po pokoju.
– Wystarczyłoby samo uduszenie, ale on jeszcze bije i gwałci. Traktuje to jako całość. Jak gdyby sprawdzał kolor i bukiet wina, zanim przystąpi do degustacji.
Lubi swoją pracę.
– O tak – potwierdziła Mira. – I to bardzo. Dla niego to wyłącznie praca. Wątpię, by kiedykolwiek zabił przez przypadek lub z powodów osobistych. To zawodowiec, za swoje usługi bierze pieniądze, i to całkiem spore. Srebrna linka to jego wizytówka, reklama, jeśli wolisz, skierowana do potencjalnych klentów.
– Niczego nie ukrywa. Mamy narzędzie zbrodni, znamy jego twarz, nawet DNA, a jednak się przebiera.
– Moim zdaniem, robi to dla własnej przyjemności. Poszukuje odmiany ale i częściowo z próżności. – Mira niespokojnie chodziła po gabinecie. – Przebiera się, przygotowuje, przed wyjściem do pracy, tak jak i
– Już niedługo przestanie się śmiać.
Eve zerknęła przez ramię i zauważyła, że Mira marszczy czoło i cochwilę spogląda na zegarek. Zapomniała o herbacie. Pierwszy raz odkąd się znają.
– Coś się stało?
– Hm? Nie, wszystko w porządku.
– Wydajesz się rozkojarzona.
– Może trochę. Synowa właśnie rodzi, czekam na wiadomości. Z dziećmi tak to już jest, nie spieszą się, kiedy na nie czekamy.
– Chyba rzeczywiście.
Mira z niepokojem patrzyła na łącze, więc Eve sama podeszła do autokucharza i odebrała herbatę.
– Dziękuję. Już drugi raz w ciągu godziny zapomniałam, że zamówiłam herbatę. Przygotuję dla ciebie ten profil, Eve. Przynajmniej będę miała zajęcie. Nie spodziewaj się żadnych rewelacji ponad to, co już wiesz.
– Dlaczego Roarke? Możesz mi to wytłumaczyć?
Mira dopiero teraz uświadomiła sobie, że własne troski przesłoniły fakt, że sprawa Eve dotyczy jej życia osobistego. Usiadła i zaczekała, aż jej rozmówczyni zrobi to samo.
– Niestety, nie przychodzi mi do głowy nic, czego sama nie wzięłaś uwagę. Jest bogaty, ma władzę i wrogów. Różnego rodzaju rywali, zawodowych i osobistych. Jego przeszłość oficjalnie pozostaje dość niejasna. Być może tam powi
– Tak, tylko że niczego się nie dowiedziałam. Gdyby ktoś próbował go wrobić, tak zorganizować morderstwo, żeby rzucić podejrzenia na Roarke”a, dawno bym się zorientowała. Rozumiem, że można się przyglądać konkurentom w interesach, ludziom żyjącym na wysokim poziomie, szukać kogoś, z kim zadarł lub kto sprawił mu ból, ale pokojówka? O co w tym, do cholery, chodzi?
Mira położyła dłoń na ręce Eye,
– Ta sprawa poruszyła was oboje. I ty, i Roarke jesteście zaangażowani. Może właśnie o to chodziło.
– I dlatego odbiera się komuś życie? Dobrze, Yost jest zawodowcem, dla niego to praca, ale dla zleceniodawcy musiało to mieć jakieś i
– Przejrzę dane jeszcze raz. Przygotuję dokładną analizę. To wszystko, co mogę dla ciebie zrobić. – Kiedy w końcu jej łącze się odezwało, Mira zerwała się jak sprinter do biegu. – Przepraszam.
Eye była zaskoczona, widząc, jak dostojna pani doktor galopuje w stronę biurka.
– Tak? Anthony, to ty…
– Chłopiec. Ponad cztery kilogramy, sześćdziesiąt cztery centymetry.
– Ach, ach… – Oczy Miry zaszkliły się. Usiadła w fotelu. – A Deborah?
– Wszystko w porządku, dobrze się czuje. Oboje są cudowni. Piękni, zobacz sama.
Eve przechyliła się, by spojrzeć na ciemnowłosego mężczyznę z czerwonym, wiercącym się noworodkiem na ręku.
– Babciu, przywitaj się z Matthew Jamesem Mirą.
– Cześć, Matthew. Ma twój nos, Anthony. Jest śliczny. Odwiedzę was, jak tylko będę mogła. Tak bym chciała wziąć go na ręce. Dzwoniłeś do ojca?