Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 42 из 74

14

Anderson czekał na mnie przy bramce. Podczas ostatnich piętnastu minut lotu samolotem rzucało z powodu turbulencji, więc starałem się siedzieć pochylony na prawo, żeby nie naciągać mięśni po tej stronie ciała.

– Wyglądasz kwitnąco – powitał mnie Anderson, uśmiechając się z przymusem.

– Bardzo ci dziękuję.

Uśmiech zniknął z jego twarzy.

– Prawda jest taka, że powinieneś leżeć w łóżku i się kurować.

– Czuję się dobrze.

– Coś mi mówi, że lepiej będzie, jeśli się usuniemy z drogi i pozwolimy stanowym glinom przejąć dochodzenie.

– Sam wiesz, że oni je rozpoczną i zakończą na Billym. Bishop ma niezłe koneksje polityczne.

– Nie chcę, żebyś skończył w trumnie – rzekł Anderson. Pokręcił głową i głęboko westchnął. – Dziś nocujesz u mnie. Koniec. Kropka.

– Tak jest. Lepiej się zabezpieczyć, niż później żałować. – Jęknąłem, prostując się.

– Przyjrzałeś się temu, kto cię tak urządził? Pamiętasz coś?

– Nic.

– Może to był przypadkowy napad. W izbie przyjęć w Mass General roi się od różnych twardzieli.

– Niewykluczone.

– Niestety, to mało prawdopodobne. Postawiłbym sto do jednego, że ten, kto to zrobił, polował na ciebie.

– Może kogoś wnerwiamy. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. – Nie dodałem, że bardzo się starałem wzbudzić zazdrość w pewnej osobie, a mianowicie w Darwinie Bishopie.

Anderson pokiwał głową.

– Co z Tess?

– Znów miała nagłe zatrzymanie akcji serca. Na szczęście reanimacja się powiodła. Chcą jej tymczasowo wszczepić rozrusznik serca. Myślę, że wyjdzie z tego.

– Jak Julia to znosi?

– Tak jak każdy na jej miejscu. Bez wątpienia ciężko to przeżywa. Później sama będzie potrzebować pomocy.

– Mam nadzieję, że ten, kto jej udzieli, będzie osobą neutralną.

Zignorowałem tę uwagę.

– Powiedziała, że jeśli Bishop będzie próbował odwiedzić Tess w szpitalu, wystąpi do sądu o zakaz zbliżania się.

– Niektórzy z tej okazji strzeliliby na wiwat. Rozmawiałem z Lauren Dunlop, pierwszą żoną Bishopa. Wyszła po raz drugi za mąż. Ma trójkę dzieci. Mieszka teraz w Greenwich w Co

– I co?

– Wszystko potwierdziła. Powiedziała, że przez wiele lat Bishop znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie, aż w końcu wzięła się na odwagę i zaczęła walczyć w sądzie, żeby Bishop dostał zakaz zbliżania się do niej, a potem wystąpiła o rozwód. Była to długa walka. Przez cały czas żyła w strachu przed nim.

– Zapytałeś ją, dlaczego w takiej sytuacji nie otrzymała prawa do opieki nad Garretem?

– Powiedziała, że to było wykluczone. Bishop walczyłby do upadłego, by nie dać jej rozwodu, jeśli miałoby to oznaczać oddanie chłopca. Ma na jego punkcie obsesję. Książę i żebrak – te sprawy. Chciał się zaopiekować porzuconym dzieckiem i zrobić z niego fizyka jądrowego, mistrza świata lub prezydenta Stanów Zjednoczonych. Starał się nawet zakwestionować prawo Lauren do widywania chłopca. Ona bardzo wątpi, by pozwolił Julii zabrać dzieci. Nie bez zaciekłej walki.

– Nie sądzę, żeby Julia łatwo ustąpiła. Po wypisaniu Tess ze szpitala nie ma zamiaru wrócić do domu. Mówi, że pojedzie do matki – z dziećmi.

– Bardzo dobrze. A tak przy okazji, Terry McCarthy streścił mi jej zeznanie. Moim zdaniem to najlepszy detektyw w bostońskiej policji.

– I co?

– Wyszła obro

Przypomniała mi się opinia Caroline Hallissey i zastanowiłem się, jak by Julia wypadła, gdyby przesłuchiwała ją kobieta.

– I co ona na to?

– „Choćby w tej chwili”.

– Bardzo dobrze – powiedziałem z ulgą i dodałem z ironicznym uśmiechem: – Ciekawe, czy Bishop by się zgodził.

– A wiesz, zapytałem go o to.

– Zapytałeś go, czy da się zbadać na wykrywaczu kłamstw?

– Oczywiście, w sądzie nie byłby to żaden dowód, ale chciałem sprawdzić jego reakcję.

– I…

– Powiedział, że musi się poradzić prawnika.

– Może go potrzebować.

– Godzinę później wynajął Johna McBride’a.

McBride miał kancelarię w Bostonie i był jednym z najlepszych adwokatów w kraju specjalizujących się w sprawach kryminalnych, a także mistrzem w doprowadzaniu do wykluczenia dowodów obciążających jego klientów.

– Bądź ostrożny, gdy będziesz teraz przeszukiwał dom Bishopa.

– Nie ma obawy. Wszystko robimy w białych rękawiczkach. Dziś rano McBride do mnie zadzwonił. Chciał mnie zawiadomić, że dopóki nie wniesiemy oskarżenia, jego klient nie będzie zeznawał.

– Czy McBride reprezentuje jeszcze kogoś z rodziny?

– Nie powiedział.

– No to jaki mamy plan? Jedziemy po prostu do domu Bishopa i przepytamy Claire i Garreta?

– Tak to sobie wyobrażam. Wciąż mam ważny nakaz przeszukania każdego cala posiadłości, a z tego, co wiem od policjanta, którego zostawiłem na posterunku przy Wauwinet Road, zarówno Claire, jak i Garret są tam teraz. Co prawda oboje mogą się nie zgodzić na rozmowę, ale nie sądzę, żeby to zrobili.

– Dlaczego?

– Bo w tej rodzinie wszyscy mają swoje plany. Garret ma swoje. Claire ma swoje. Wszyscy wykorzystują tę tragedię, by załatwić własne sprawy: zdobyć więcej władzy, wolności czy czegoś tam jeszcze.

– No to jedźmy, póki możemy. – Schyliłem się po torbę, ale przeszył mnie taki ból, że o mało nie upadłem na kolana.

Anderson chwycił mnie pod pachami.

– Ostrożnie – mruknął.

Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby, czekając, aż ból przejdzie. Kiedy minął, zrobiłem krok do przodu i zmusiłem się do uśmiechu.

– Lekarz odradzał mi robienie nagłych ruchów.

Anderson schylił się po moją torbę.

– Pozwól, że od tej pory ja będę ją nosić.

Na Wauwinet Road widzieliśmy trzy radiowozy. Drogę tarasowały wozy telewizyjne, których sznur zaczynał się pół mili od posiadłości Bishopa. Reporterzy wyskakiwali przed maskę, machając rękami w nadziei, że nas zatrzymają i uzyskają wypowiedź do mikrofonu. Fotografowie robili nam zdjęcia. Usłyszałem warkot helikoptera i spojrzałem do góry przez przednią szybę. Zobaczyłem dwa śmigłowce: jeden policji stanowej, drugi stacji telewizyjnej Cha

– Co za odmiana – zauważyłem.

– Prasa uwielbia takie rzeczy – odparł Anderson. – Gdy się rozniesie, że Tess znajduje się w Mass General, tam także wyląduje armia dzie

Przed „budką strażniczą” Bishopa stały dwa rovery i kolejne dwa na półkolistym podjeździe przed domem. Nikt jednak nie próbował nas zatrzymać, gdy skierowaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że policja przebiła liczbą pojazdów ochronę Wina.

– Po co oni tu przyjechali: przeszukać posiadłość czyjej bronić? – zapytałem Andersona.

– Nie mam pojęcia. – Wzruszył ramionami. – To zależy, jak dobre stosunki łączą Bishopa z kapitanem O’Do

Drzwi jak zwykle otworzyła Claire Buckley. Wyglądała na zdenerwowaną.

– Nikt mnie nie uprzedził, że się zjawicie – oznajmiła z wymuszonym uśmiechem. – Win wyjechał do Bostonu.

– Nie zajmiemy ci dużo czasu – odezwał się Anderson. – Mamy tylko kilka pytań.

– No dobrze. Proszę, wejdźcie.

Anderson spojrzał na mnie i zmrużył oko. Wyglądało na to, że miał rację, spodziewając się, iż nie napotkamy większego oporu ze strony Claire.

Kiedy prowadziła nas do salonu, obejrzała się do tyłu i zauważyła, że poruszam się z trudem.

– Co ci się stało?

– Miałem mały wypadek w Bostonie. Ktoś na mnie napadł.

Zatrzymała się i spojrzała na mnie, jak mi się zdawało ze szczerą troską.

– Dobrze się czujesz?

– Przeżyję. – Uśmiechnąłem się. – To tylko naciągnięte mięśnie. – I kilka przeciętych.

– Może coś ci podać?

– Nie, dziękuję.

Wskazała nam kanapę, a sama usiadła na krześle z oparciem w kwiaty.

– Czym mogę warn służyć? – zapytała, obracając na palcu pierścionek z diamentem. Zauważyła, że dostrzegłem ten nerwowy ruch, i nienaturalnie sztywno oparła dłonie na udach.

Anderson skinął głową w moją stronę. Postanowiłem na początek zadać jej bardzo ogólne pytanie i zobaczyć, co się stanie.

– Claire, kiedy widzieliśmy się ostatnim razem, nie zapytałem cię wprost, czy w noc, kiedy zamordowano Brooke, zauważyłaś coś dziwnego. Coś, co mogłoby być ważne dla śledztwa. A teraz, gdy Tess znalazła się w szpitalu, muszę cię zapytać o obie bliźniaczki.

– O co konkretnie ci chodzi?

– O coś niezwykłego – wtrącił się Anderson. – Coś, co zwróciło twoją uwagę. Może tubkę z uszczelniaczem lub fiolkę nortryptyliny, albo płacz dziecka.

– Gdybym coś takiego zauważyła, dawno bym o tym powiedziała. – Zawiesiła głos. – A przecież policja już skończyła przeszukiwać dom, prawda?

Ona nic nie wie - powiedział mój wewnętrzny głos.

– Claire, czy widziałaś lub słyszałaś cokolwiek, o czym powi

Rzuciła mi porozumiewawcze spojrzenie, jakbyśmy oboje wiedzieli coś, o czym nie powinien się dowiedzieć North Anderson. Znów zaczęła obracać pierścionek na palcu.

– Powtórzyłem kapitanowi Andersonowi, co mi powiedziałaś o stosunku Julii do bliźniaczek po ich urodzeniu. Wymieniamy się wszystkimi informacjami na temat śledztwa. Jeśli masz mi coś do powiedzenia, możesz to powiedzieć nam obu – rzuciłem zachęcająco.

– Nie widziałam nic, co by się bezpośrednio wiązało z zamachami na życie dziewczynek.

– No dobrze. A co widziałaś?

– Nie tyle widziałam, ile znalazłam. Coś dziwnego.

– Dziwnego… – powtórzył Anderson.

– List – rzekła Claire. Spojrzała w dół i pokręciła głową. – Robię to tylko ze względu na Tess. Dlatego, że Julia jest wciąż przy niej. – Ukryła twarz w dłoniach. – Boże, nie wiem, czy powi

Skóra mi ścierpła. Czułem, że zaraz usłyszę albo bezpodstawne oskarżenie pod adresem Julii wymyślone przez Claire, która ma chrapkę na zajęcie jej miejsca u boku Darwina Bishopa, albo coś, co wywróci mój obraz Julii do góry nogami i znowu wprowadzi ją na listę podejrzanych.

– Jeśli wiesz o czymś w związku z Julią i bliźniaczkami, co twoim zdaniem jest ważne, proszę, powiedz nam o tym. Zwłaszcza jeśli pomogłoby to nam zapewnić bezpieczeństwo Tess – oświadczyłem.

Claire spojrzała w sufit, zerknęła na Andersona, a następnie skupiła uwagę na mnie.

– Poczekajcie, zaraz wracam. – Wstała, wyszła z salonu i skierowała się na górę.