Страница 32 из 74
Odwróciłem się i po cichu wyszedłem do przedsionka. Nie mogłem dłużej patrzeć na Bishopa i słuchać go, a tym bardziej ryzykować, że nie daj Boże zobaczę, jak Julia go całuje, gdy będzie z powrotem siadał.
Chciałem jej złożyć kondolencje. Poczekałem, aż skończy się msza i przed rodziną utworzy się kolejka i
Bishopowie stali z boku ołtarza, wysłuchując nie kończących się wyrazów współczucia. Julia ubrana w prostą obcisłą suknię, która – wstyd przyznać, zważywszy na okoliczności – wywołała u mnie przyspieszone bicie serca, obok księdza, a Darwin po jego drugiej stronie.
Najpierw podałem dłoń Garretowi. Jego uścisk był silny, a kiedy spojrzałem mu w szaroniebieskie oczy, zauważyłem w nich opanowanie, jeśli nie chłód. Następnie stanąłem przed matką Julii – elegancką szczupłą kobietą w wieku około sześćdziesięciu pięciu lat z trudem powstrzymującą się od płaczu. Wyciągnąłem do niej rękę.
– Wyrazy współczucia z powodu śmierci wnuczki – powiedziałem, zdając sobie sprawę, jak niewspółmierne są te słowa wobec ogromu jej tragedii.
– Dziękuję panu – odparła, przytrzymując moją dłoń. – Pan jest…?
– Frank Clevenger – przedstawiłem się, nie oczekując, że moje nazwisko coś jej powie.
– Tak myślałam – rzekła, zerkając na Julię, która stała dwa kroki dalej.
Ruszyłem ku niej. Nie mogłem się powstrzymać, by nie pomyśleć, że dobrze się stało, iż poznałem jej matkę, skoro istniała szansa, że po zakończeniu dochodzenia mogę odegrać ważną rolę w życiu obu tych kobiet. Było to miłe uczucie, ale zdusiłem je w sobie. Musiałem zachować równowagę umysłu do czasu rozwiązania tajemnicy morderstwa Brooke. Ale w chwili, gdy ująłem dłoń Julii, moje postanowienie, że zachowam obojętność, prysło. Darwin Bishop odsunął się o kilka kroków, najwyraźniej nie chcąc, żebym mu składał kondolencje. Dzięki temu mogłem chwilę pomówić na osobności z Julią. Popatrzyliśmy sobie w oczy.
– Tak mi przykro… – Urwałem, nie chcąc wypowiadać stosownych frazesów.
Kciukiem głaskała mnie po wewnętrznej stronie nadgarstka.
– Cieszę się, że przyszedłeś, chociaż wiem, ile cię to kosztowało.
– Zrobiłbym dla ciebie wszystko – szepnąłem, upojony jej bliskością. Jej czarne włosy, zielone oczy i skóra tak gładka i błyszcząca, jakiej w życiu nigdy nie spodziewałem się dotknąć czy zobaczyć, sprawiły, że obskurny dom, w którym się wychowałem, stał się dla mnie odległy jak nigdy dotąd. Jeśli do tego wszystkiego dodać onieśmielenie jej bogactwem i zachwyt, że kobieta o tylu przymiotach uśmiecha się do mnie, nic dziwnego, że byłem wytrącony z równowagi.
– Zostajesz na wyspie? – zapytała.
– Tak.
– Gdzie się zatrzymałeś?
Poczułem, jak nogi się pode mną uginają.
– W Breakers. – Zmusiłem się, by puścić jej rękę, bo czułem, że gdybym ją trzymał jeszcze trochę dłużej, ściągnąłbym na nas zdumione spojrzenia. Instynktownie zerknąłem na Garreta i zobaczyłem, że dostrzegł tę wymianę emocji między mną a jego matką. Rzucił mi spojrzenie pełne zdumienia i złości.
– Mam nadzieję, że się wkrótce zobaczymy – powiedziałem do Julii i ruszyłem w stronę wyjścia z kościoła.
Nim zdążyłem dojść do drzwi, ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłem się na pięcie i stanąłem oko w oko z Bishopem. Na jego twarzy malowało się wyreżyserowane pobłażanie.
– Do pewnego stopnia podoba mi się pańska bezczelność – rzucił, nie puszczając mojego ramienia.
Miałem mieszane uczucia. Po części mu współczułem, a po części chciałem mu złamać rękę.
– Nie sądzę, by to było odpowiednie miejsce do takiej rozmowy – oświadczyłem.
– Ani do romansów z moją żoną.
– Ja nie… – zacząłem mówić.
Puścił moje ramię.
– Pomieszało się panu w głowie – powiedział niemal ojcowskim tonem. – Instynkt pana zawiódł.
– Dziękuję za radę – uciąłem. Odwróciłem się, żeby odejść, ale on znowu złapał mnie za ramię. Ponownie się odwróciłem.
– Powiedział mi pan, że ma jeden talent. Jest pan kopaczem. Nic dodać, nic ująć.
– Owszem, tak powiedziałem.
– Zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że tak naprawdę ja też mam tylko jeden talent.
– Jaki?
– Odróżniam zwycięzców od przegranych. We wszystkim. Nieważne, czy chodzi o akcje, ludzi, interesy czy pomysły. To coś w rodzaju siódmego zmysłu.
Przypomniało mi się, jak powiedział, że postawił na akcje Acribat Software, których cena spadła o czterdzieści pięć procent. Ale to był nieistotny szczegół – to, że zdobył miliardową fortunę, oznaczało, że dostrzega rzeczy, które uchodzą uwagi i
– To ce
– Polegam na niej. I teraz mój siódmy zmysł podpowiada mi, że w najbliższym czasie wszystko pan straci. – Uśmiechnął się. – Czuję, że tak będzie. – Odwrócił się i odszedł.
Patrzyłem, jak wraca, by dalej przyjmować kondolencje. Tętno mi podskoczyło, a biceps zdrętwiał od powstrzymywania ręki, którą miałem ochotę wyprowadzić prawy sierpowy na jego podbródek. Ale gdy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że najbardziej zdenerwowało mnie to, iż przynajmniej w jednej sprawie miał rację: każdego na moim miejscu przestrzegłbym, żeby trzymał się z daleka od granicy, którą miałem zamiar przekroczyć.