Страница 31 из 74
To kazało mi się skupić na żonie Bishopa. Czy uznałbym ją za bardziej prawdopodobną podejrzaną, gdybym nie znalazł się pod jej urokiem? Musiałem przyznać, że depresja poporodowa Julii i rzekoma niechęć, jaką czuła do Brooke i Tess, zwiększały prawdopodobieństwo, że mogła im zrobić krzywdę. Ale znowu nie aż tak bardzo. W końcu ogromna większość kobiet cierpiących na depresję poporodową nie robi nic złego swoim dzieciom.
No i zaniepokoił mnie również Garret. Dorastając pod opieką Darwina Bishopa, chłopiec najwyraźniej stracił nadzieję, że kiedyś będzie mógł normalnie żyć. Zastanawiałem się, czy ta mentalność więźnia mogła go skłonić do „skrócenia męczarni” i
Potrząsnąłem głową. Darwin Bishop zarzekał się, że ani policja, ani prokurator okręgowy nie zdołają udowodnić Billy’emu winy, ponieważ mordercą mógł być każdy, kto w noc zabójstwa przebywał w domu. Miałem wrażenie, jakby wszyscy w tej rodzinie się umówili i tak pokrętnie zaaranżowali wydarzenia, żeby mnie zbić z tropu.
Można też było inaczej spojrzeć na ten gąszcz możliwości. Nie ulega wątpliwości, że każde z Bishopów mogło zabić Brooke i miało ku temu jakiś powód. Rodzina mogła całkowicie nieświadomie zachęcić jednego ze swoich członków, aby dokonał tego w imieniu wszystkich. To dlatego miałem takie kłopoty z wytypowaniem głównego podejrzanego.
Na przykład cześć osób badających sprawę zabójstwa Ke
Taka wizja śmierci Brooke wyglądała na jeszcze straszniejszą, gdyż siły, które zachęciły do działania jej zabójcę, wciąż by istniały. A ich najbardziej prawdopodobnym następnym celem byłaby Tess Bishop.
Wyciągnąłem telefon komórkowy i zadzwoniłem do Andersona. Sekretarka przełączyła rozmowę na telefon w jego radiowozie. Zapytałem, czy udało mu się coś załatwić w sprawie zabrania Tess z domu Bishopa.
– Na razie nie – odparł. – Rozmawiałem z Samem Middletonem, zastępcą dyrektora Wydziału Spraw Społecznych. Jak się spodziewałem, powiedział, że niezależnie od tego, co mówią statystyki, nie odbiera się dzieci rodzicom tylko dlatego, że w rodzinie doszło do morderstwa, zwłaszcza gdy policja ma podejrzanego. Gdy została zamordowana Jon Benet, jej brat nie wylądował w sierocińcu.
– Middleton po prostu powtarza jak papuga oficjalne stanowisko WSS. Nie można go jakoś twórczo obejść?
– Próbowałem przekonać Leslie Grove, dyrektorkę do spraw medycznych z Pomocy Rodzinie na Nantucket. Powiedziała, że może wysłać do WSS zawiadomienie o zagrożeniu życia dziecka, ale jej zdaniem niewiele to da, jeśli nie ma dowodów, że Tess rzeczywiście coś grozi.
– Czyli tylko oświadczenie Julii może zmienić sytuację. Spróbuję z nią porozmawiać na pogrzebie. Będzie tam też jej matka, która mieszka na Vineyard. Może mogłaby zabrać małą do siebie.
– Czyli uważasz, że dziecko będzie z nimi bezpieczne.
W duszy mogłem za to ręczyć głową. Wiedziałem jednak, że Anderson martwi się, czy zachowuję obiektywizm, gdy chodzi o Julię.
– Nie damy rady odizolować Tess od całej rodziny. Możemy jedynie trzymać ją z dala od jak największej liczby jej członków. Na mój gust przede wszystkim od Darwina Bishopa.
– Zgoda. Do diabła, gdyby to miało coś pomóc, moglibyśmy z Tiną wziąć dzieciaka do siebie.
– Dzięki. Zaproponuję to Julii, ale nie liczyłbym na to, że się zgodzi.
– Udało ci się porozmawiać z Garretem?
– Przez pięć minut. Dopisuję go do listy. Jego zdaniem lepiej, że Brooke umarła, niżby miała żyć pod opieką Bishopa. Nie spodobało mi się to.
– Masz więcej takich dobrych wiadomości?
– Pewnie – odrzekłem. Chciałem mu powiedzieć, że powi
– Zrobi się.
– To na razie tyle. Porozmawiamy po pogrzebie.
– U mnie? – zapytał znacząco. – Poświęcisz wpłatę za pokój?
– No jasne – zgodziłem się, głównie po to, by uniknąć kłótni. – U ciebie – powiedziałem i rozłączyłem się.
Spojrzałem przed siebie na ocean, a potem obróciłem głowę, by objąć wzrokiem całą panoramę widoczną z Sankty Head. Klify zdawały się wręcz rozpuszczać w piasku plaży, a plaża w morzu. Co chwila nurkował jakiś ptak, by przysiąść na grzbiecie fali. Piękno tego widoku zapierało dech w piersiach. Przypomniało mi się, że sam kiedyś byłem związany z takim miejscem, gdy zamieszkaliśmy z Kathy w Marblehead, i
Zawróciłem do pikapa. Gdy do niego podchodziłem, zauważyłem, że jakieś pięćdziesiąt jardów dalej w stronę drogi stoi jeden z białych range roverow Bishopa. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do miasta, aby zobaczyć, jak bogacze z Nantucket żegnają swoich bliskich.
Znajomi Darwina Bishopa stawili się tłumnie, by oddać cześć zmarłej. Ludzie stali w ćwierćmilowym ogonku, który ciągnął się od drzwi kościoła Najświętszej Marii Pa
– Przepraszam – powiedziałem.
Spojrzał na mnie, lekko zdziwiony, że ktoś mu przerywa.
– Tak? – zapytał. Jego głos był sztucznie przyjacielski.
– Czy to prawda, że morderca zatkał małej drogi oddechowe?
– Co takiego?
Zauważyłem, że jego przyjaciele wciąż rozmawiają na temat giełdy.
– Tak słyszałem, ale nie jestem pewien. Nie pochodzę stąd. Jestem dawnym przyjacielem Julii. Podobno dziecko zostało uduszone.
– To prawda – wycedził.
– Pomyślałem, że to straszne nie móc zaczerpnąć powietrza. Dusić się.
– To proszę przestać o tym myśleć. – Poczekał, aż dotrze do mnie, co powiedział, po czym się odwrócił.
Chciałem zobaczyć, czy moja interwencja znajdzie jakiś oddźwięk i pan Muszka z kolegami choć przez chwilę pobędą cicho. Ale nic z tego. Dyskusja na temat giełdy rozgorzała na nowo, przy czym pan Muszka był w niej szczególnie aktywny, przekonując, że Komisja Papierów Wartościowych opiera się na niejasnych przepisach i dowolnie je stosuje.
W pobliżu schodów do kościoła stały dziesiątki limuzyn. Szeptano, że przyjechali nimi najznamienitsi goście, w tym senator Drew Anscombe i sławny finansista Christopher Burch z Links Securities. Asystent sekretarza stanu William Rust i rosyjski ambasador Nikołaj Tartokowski podobno przylecieli odrzutowym gulfstreamem Darwina Bishopa.
W kościele panowała znacznie poważniejsza atmosfera. Przy drzwiach z drewna tekowego stała marmurowa figura Marii Pa
Mała trumna jest błędem logicznym, bolesną pomyłką we wspaniałym dziele Bożym.
Julia jutro rano będzie musiała pochować swoje dziecko, pomyślałem. Będzie musiała zakopać córkę w ziemi i zostawić. Wzruszenie chwyciło mnie za gardło, gdy wyobraziłem sobie, jak Julia opuszcza miejsce pochówku, jak Brooke drży zwinięta w kłębek. Chciałem wyrzucić te obrazy z umysłu, ale utknęły w nim na dobre.
W kościele nie było wolnych ławek. Stanąłem pod ścianą. Rozejrzałem się dookoła i spostrzegłem nie tylko Anscombe’a i Burcha, ale też całą plejadę znakomitości, od prezenterów wiadomości telewizyjnych po gwiazdy rocka.
Ksiądz, zaskakująco młody opalony człowiek z falującymi czarnymi włosami, zaintonował:
Tobie, Panie, pokornie powierzamy to dziecko,
tak ci drogie.
Weź je w swoje ramiona i przyjmij do Raju,
gdzie nie ma smutku, tez i bólu,
a tylko pokój i radość z Twoim
Synem i Duchem Świętym
na wieki wieków.
Mój wzrok spoczął na Marii, i
Darwin Bishop podjął modły. Chwycił się obiema rękami pulpitu i powoli rozejrzał po kościele, jakby przewodniczył jakiemuś zebraniu. Oczy miał suche.
– Księga Mądrości, rozdział trzeci, wersety od 1 do 7 – powiedział pewnym siebie głosem i zaczął czytać:
A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka.
Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie.
A oni trwają w pokoju.
Brooke zmarła okropną śmiercią, Bishop zaś zdawał się trwać w pokoju. Gdy zaczął mówić, poczułem, jak rośnie mi ciśnienie.
Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie.
Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę.
W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku.