Страница 22 из 74
– Jest niezwykle wymagający dla chłopców. Chce, żeby byli perfekcyjni – w szkole, sporcie i domu. Oczekuje od nich dumy i pewności siebie, wszystko i
– Garret nie mógłby mu się przeciwstawić?
– Wykluczone. Tym się różni od Billy’ego. Bałby się narazić na gniew Darwina.
– Powiedz mi, proszę, jak się objawia jego gniew.
Julia spuściła wzrok.
– Zadzwoniłam do ciebie, bo wyczułam, że jesteś kimś niezwykłym, Frank. Mimo to niełatwo mi mówić o tych sprawach.
– Nic nie może mną wstrząsnąć.
Spojrzała mi głęboko w oczy – we mnie.
– Jak to?
– Widziałem w życiu ludzi z ich najpodlejszej strony, robiących naprawdę okropne rzeczy. – Opowiadając jej o swoim bólu, czułem, jakbym go jej oddawał, a sam się od niego uwalniał.
Kiwnęła głową i nie spuszczając ze mnie wzroku, postawą i wyrazem twarzy zdawała się mnie zachęcać, żebym otworzył się przed nią.
– Kilka lat temu zrezygnowałem z psychiatrii sądowej. Nie mogłem już tego wytrzymać. – Na tym poprzestałem, ale Julia sprawiała wrażenie, że mnie rozumie.
Wzięła głęboki oddech.
– Zawsze wierzyłam, że niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu, bo ich potrzebujemy.
– Też w to wierzę – odparłem. Nasze spojrzenia się spotkały i wtedy zrozumiałem, dlaczego modelki tyle zarabiają. Jej świetliste oczy dawały nadzieję, że widzą w nas to, co najlepsze, i pomogą nam też to zobaczyć. Pod wpływem tego spojrzenia zapragnąłem być silny.
– Rzecz w tym, że chłopcy i ja od lat żyjemy w strachu przed Darwinem. Ni z tego, ni z owego zaczyna się awanturować i uciekać do przemocy. Kiedyś zdarzało się to wtedy, gdy był pijany, więc uważałam, że przyczyną jest alkohol. Ale kiedy przestał pić, zaczęło być jeszcze gorzej.
– Uderzył cię? – zapytałem. Czułem, że zaciskam szczęki i że przyspiesza mi tętno. Wiedziałem, że pewne moje reakcje wynikają z tego, że musiałem patrzeć, jak ojciec bije matkę, jednak nie byłem pewien które. I nie potrafiłem nad nimi zapanować.
Na twarzy Julii odbiło się zażenowanie.
– Powiedzmy, że często robiłam użytek z ciemnych okularów. Miałam co zakrywać przez te wszystkie lata.
– Czy bił również chłopców?
Jej twarz wyrażała teraz zatroskanie.
– To moja wina. Dawno powi
– Czyli potwierdzasz, że bił chłopców?
Kiwnęła głową.
– Najwięcej obrywał Billy.
Spostrzegłem, że opieram się na stole, i usiadłem prosto.
– Dlaczego?
– Myślę, że z dwóch powodów. Po pierwsze, Billy odnosił mniej sukcesów, a Win uważał to za wyzwanie dla swojej władzy rodzicielskiej. Nie rozumiał, że po tym, co Billy przeszedł w dzieciństwie, wszystko przychodzi mu z trudem. Uważał, że na złość jemu przynosi ze szkoły złe stopnie czy przegrywa w zawodach sportowych.
A więc tak postępował człowiek gorąco zapewniający, że Billy nie jest zły, tylko chory, i dlatego potrzebuje pomocy. Dzięki temu mogłem się jednak przekonać, że Darwin Bishop ma przynajmniej dwa oblicza.
– A jaki jest ten drugi powód, że twój mąż bił właśnie Billy’ego? – zapytałem. Twój mąż. Także wtedy, gdy ja wypowiadałem te słowa, brzmiały one dla mnie równie źle jak w jej ustach.
– Billy nie należy do pokornych. Żadnego poddawania się. Żadnych przeprosin. Żadnych obietnic poprawy – nawet po tym, jak podpalił dom. Ten upór najwyraźniej jeszcze bardziej złościł Darwina. Nikt nigdy nie śmiał mu się przeciwstawić. – Spuściła wzrok. – Łącznie ze mną.
Postanowiłem opowiedzieć jej, czego się dowiedziałem od Billy’ego.
– Kiedy odwiedziłem Billy’ego w Payne Whitney, pokazał mi swoje plecy.
– Mnie nie pozwala na nie spojrzeć. Ukrywa je przede mną.
– Całe są pokryte ranami. Powiedział mi, że ojciec bił go pasem.
Wzdrygnęła się.
– Było tak, prawda? – zapytałem. – Billy nie kłamał?
Kiwnęła głową.
– Czy chłopcy kryli się nawzajem? – spytałem.
– Nie – odparła. – Nie potrafili się porozumieć. Każdy chodził własnymi drogami. Zawsze myślałam, że to dlatego, że Garret został zaadoptowany jeszcze podczas pierwszego małżeństwa Darwina. Chłopcy spotkali się, gdy Garret miał siedem, a Billy sześć lat. Poza tym sądzę, że Garret wolał trzymać się z dala od Billy’ego i jego wybryków. Nie chciał się narazić na kłopoty.
– Albo na lanie pasem – dodałem.
– Tak.
– Darwin powiedział Northowi Andersonowi, że Billy sam się poranił.
– To absurd – zaprzeczyła. Znów spojrzała mi prosto w oczy. – Posłuchaj. W jakiejś mierze chciałabym, żeby Billy trafił na resztę życia do więzienia za to, co zrobił. – Widać było, że stara się zapanować nad głosem. – Chciałabym, żeby w tym stanie obowiązywała kara śmierci. – Gwałtownie oddychała i falowały jej piersi. – Zabito mi dziecko.
– Rozumiem.
– Nic nie rozumiesz.
Miała rację. Nic nie powiedziałem.
– Przyszłam na to spotkanie, ponieważ czuję, że nie tylko Billy jest wi
To, co powiedziała, niesamowicie pasowało do teorii, którą przedstawiłem Billy’emu w szpitalu. Dawało również odpowiedź na i
– Widziałem artykuł w magazynie „New York” opublikowany po waszym ślubie. Na zdjęciu jechaliście ferrari Piątą Aleją. Wyglądaliście na bardzo szczęśliwych.
– Też mi się tak wtedy wydawało – stwierdziła Julia.
– Czy przed ślubem wiedziałaś coś o nim?
– O wiele więcej dowiedziałam się po ślubie. Dlaczego pytasz?
– Wspomniał ci o swojej przeszłości kryminalnej?
– Tak. Ale nie przywiązywałam do tego większej wagi. Wiedziałam, że ma problemy z alkoholem.
Wychodzić za mężczyznę, który bił swoją pierwszą żonę po pijanemu i na trzeźwo, i nie przywiązywać wagi do jego przeszłości kryminalnej – to wydawało się dość osobliwe.
– Co właściwie ci powiedział?
– Podobno wdał się w jakąś bójkę podczas zabawy. Było to, o ile się nie mylę, na początku lat osiemdziesiątych. Prasa wywlokła tę sprawę, gdy Wina aresztowano za jazdę po pijanemu.
Potrząsnąłem głową.
– Chodziło o coś i
Popatrzyła na mnie, jakbym żartował. A potem widząc, że nie żartuję, nachyliła się do mnie i zapytała z niedowierzaniem:
– Naprawdę? Nie miałam o tym pojęcia. – Ukryła twarz w dłoniach. – Ależ byłam głupia.
Pomyślałem, że to dobry moment, aby jej podsunąć pomysł wywiezienia Tess do dziadków.
– Julio, wciąż sobie zadaję pytanie, czy to na pewno Billy zabił Brooke.
Podniosła wzrok.
– Co masz na myśli?
– Billy twierdzi, że nie skrzywdził siostry.
– Oczywiście. Do i
– Czyli nie masz żadnych wątpliwości, że jest wi
– No, nie.
Postanowiłem skoczyć na głęboką wodę.
– Czy to możliwe, że twój mąż ma z tym coś wspólnego?
Spojrzała na mnie z ukosa.
– Twierdzisz, że Win mógł to zrobić?
– Mówię jedynie, że nie wszystko jest dla mnie jasne. Darwin od dawna znęcał się nad rodziną – nad tobą, Billym i Garretem. A także nad swoją pierwszą żoną.
Julia wydawała się nad czymś głęboko zastanawiać.
– Tylko on spośród osób będących wtedy w domu znęcał się nad rodziną – naciskałem.
– Nigdy nie chciał bliźniaczek – przyznała z osłupieniem. Odrobinę się rozluźniłem, gdyż pomyślałem, że teraz zastanowi się nad wywiezieniem Tess w bezpieczne miejsce.
– Opowiedz mi o tym.
– Win nigdy nie chciał mieć dzieci. To znaczy biologicznych. Kiedy zaszłam w ciążę, naciskał na mnie, żebym ją przerwała. Omal go nie posłuchałam. – Spojrzała na stół, przywołując wspomnienia. – Zastanawiam się, czy nie spotyka mnie za to kara.
– Okazałaś wielki hart ducha. Nie wiem, za co miałabyś być karana.
– Tak bardzo pragnęłam mieć dziecko. – Zagryzła wargi.
Odczekałem kilka sekund.
– Dlaczego Darwin nie chciał mieć dzieci? – zapytałem.
– Podobno ma to coś wspólnego z wojną w Wietnamie – odparła, unosząc głowę. – Nie chce mówić, co go tam spotkało. Twierdzi jedynie, że po tych strasznych rzeczach, jakich się tam napatrzył, nabrał przekonania, że to nie w porządku wobec dzieci sprowadzać je na ten świat. – Przewróciła oczami. – Trochę to trąci frazesem.
– Nie wierzysz mu?
– Nie.
– A jaki, twoim zdaniem, jest prawdziwy powód?
– Chodzi o to, że Win chce być panem siebie. Nie potrafi się zaangażować uczuciowo w związek. Jak myślę, boi się, że gdyby urodził mu się syn lub córka – nie mówiąc już o bliźniaczkach – za bardzo zbliżyłby się do mnie lub dzieci. Z dziećmi adoptowanymi, nawet gdy je bardzo kochamy, nie łączą nas więzy krwi. To nie to samo. – Umilkła na chwilę. – Jestem dla niego kimś w rodzaju konkubiny i guwernantki, a nie żoną i matką. W tych rolach zyskałabym zbyt dużo władzy.
– Czy sprzeciwiałaś się adopcji Billy’ego?
– Miałam wątpliwości co do motywów Wina.
– Dlaczego?
– Win doprowadził do ruiny ojca Billy’ego. Obaj byli właścicielami konkurujących ze sobą firm wydobywczych. W tamtych czasach ludzie się nie patyczkowali. Win niemal wszystko stracił, ale w końcu jak zwykle wygrał. Jakieś pięć miesięcy później ktoś zamordował rodziców Billy’ego. Myślę, że Win chciał odegrać Gandhiego, adoptując syna rywala.
Byłem zdumiony tym wyjaśnieniem, zwłaszcza że Bishop nic o tym nie wspomniał. Czyżby milczał ze skromności?
– Postawa godna podziwu – zaryzykowałem.
– Może się taka wydawać, ale jestem niemal pewna, że zrobił to na użytek swoich rosyjskich partnerów w interesach. Udawał troskę, żeby im zaimponować. Nigdy nie okazał Billy’emu ani trochę miłości.