Страница 19 из 74
6
Poleciałem z powrotem do Bostonu i wróciłem do domu o dwudziestej pierwszej trzydzieści. Odsłuchałem automatyczną sekretarkę i znalazłem wiadomość od Julii Bishop. Serce zabiło mi mocniej. Po części z tego powodu, że mnie tym zaskoczyła, a po części dlatego, że jej głos wzbudził we mnie uczucia, jakich nie doświadczyłem od rozstania z Kathy. Był to głos osoby inteligentnej, ale niepewnej. Julia chciała się ze mną zobaczyć sam na sam, ale nie powiedziała dlaczego. A ja uświadomiłem sobie, że nie tylko mam ochotę się z nią zobaczyć, ale wręcz pragnę tego, a to pragnienie, jak powinienem był się od razu domyślić, zwiastowało kłopoty.
Julia podała i
– Słucham? – odezwała się.
– Mówi Frank Clevenger.
– Cieszę się, że pan zadzwonił.
– Gdzie pani jest?
– U przyjaciół. Tu, na wyspie. Ale wkrótce muszę wracać do domu.
– Wszystko w porządku? – zapytałem.
– Czy możemy się spotkać? – W jej głosie pobrzmiewało zaniepokojenie, a nawet coś jakby strach. – Mogę jutro przyjechać do Bostonu. Win przez cały dzień ma w domu spotkania w interesach.
– Oczywiście. Myśli pani o jakimś konkretnym miejscu?
– Niech pan sam wybierze. Będę w mieście o pierwszej.
– Może restauracja Bomboa? – zaproponowałem. Lokal krył się w małej uliczce i w godzinach popołudniowych było w nim niewielu ludzi. – To w samym centrum, przy Stanhope, tuż za skrzyżowaniem z Mistral. Wie pani, gdzie to jest? Będę czekał przy barze.
Przy barze… to zwiastuje nowe kłopoty - odezwał się mój wewnętrzny głos.
– A zatem do zobaczenia – powiedziała i odłożyła słuchawkę.
Nie wiedziałem, dlaczego właściwie Julia chce się ze mną spotkać, ale zorientowałem się, że otrzymałem zaproszenie, by wniknąć w stosunki panujące u Bishopów. Ucieszyło mnie to, bo oznaczało, że zbliżam się do poznania prawdy, ale i zmartwiło, gdyż czułem, że podróż ta może się zakończyć w bardzo ciemnym miejscu.
Byłem zmęczony i postanowiłem się przespać. Rozebrałem się i położyłem do łóżka, ale mój umysł nie chciał się wyłączyć. Wciąż zastanawiałem się nad tym, co mi powiedział Billy o biciu przez ojca, nad tym, czego się dowiedziałem o Bishopie z wykazu jego spraw kryminalnych, i nad tym, co mi mówił North Anderson o romansie Darwina Bishopa z Claire Buckley. Jeśli Bishop krył swoje prawdziwe oblicze pod maską dżentelmena i chciał za wszelką cenę wymazać z pamięci pewne fragmenty swojego życia, nie miałby wielkich oporów przed zlikwidowaniem drugiego człowieka. W głęboko wypartym bólu tli się ogień, który ma ten niemiły zwyczaj, że niepostrzeżenie rozprzestrzenia się i trawi wszystko dookoła.
Być może przez podkładanie ognia i znęcanie się nad zwierzętami Billy wyrażał skło
Pozostawała jeszcze Claire Buckley. Wielka niewiadoma. Wiedziałem o niej tylko tyle, że gra rolę powierniczki Julii i osoby służącej jej radą, a zarazem sypia z jej mężem. I to właśnie jej Julia powierzyła opiekę nad drugą bliźniaczką, Tess. Cieszyłem się na jutrzejsze spotkanie z Julią. Miałem nadzieję, że może uda mi sieją przekonać, by wywiozła dziecko z domu – do dziadków lub kogoś i
Po półgodzinie przewracania się z boku na bok doszedłem do wniosku, że tej nocy mocny sen nie jest mi pisany. Wstałem, włożyłem dżinsy, czarną koszulę i buty, zszedłem na dół i wsiadłem do samochodu. Miałem ochotę się czegoś napić i po namyśle zdecydowałem się na kawę w Cafe Positano.
Gdy wszedłem do środka, przy barze zobaczyłem swojego niepokornego przyjaciela adwokata (i byłego pacjenta) Carla Rossettiego. Długie czarne włosy miał splecione w warkocz. Usiadłem obok niego i skinąłem na Maria.
– Co słychać, szefie? – zapytał mnie na powitanie Rossetti. Zanim zdążyłem mu odpowiedzieć, wyciągnął mały palec, żeby się pochwalić pierścionkiem z diamentem, lekko licząc dwukaratowym. – Podoba ci się? – Zaciągnął się papierosem.
– Niezły – przyznałem. – To znaczy, jeśli masz zamiar się zaręczyć i dać go swojej dziewczynie.
Uśmiechnął się i wydmuchnął cienką strużkę dymu w stronę srebrzystego blaszanego sufitu. Pewnie pomyślał, że żartuję.
– Dał mi go Scotty Deegan jako zapłatę za moje usługi – oświadczył. – Miał sprawę o narkotyki przed sędzią McClure’em z Sądu Federalnego. Posiadanie i zamiar puszczenia w obieg pięciuset funtów trawki. Załatwiłem mu trzydzieści sześć miesięcy w Allenwood. Łatwa odsiadka. Po dwóch latach może już być na wolności. Udało mu się.
– Zwrócił się do właściwej osoby – zauważyłem. Mówiłem serio: gdybym sam miał kłopoty, w pierwszej kolejności zadzwoniłbym do Rossettiego.
Wyciągnął rękę, aby przyjrzeć się kamieniowi pod światło.
– Nigdy nie wydałbym kasy na coś takiego, ale jak samo wpadło, to co mi tam. – Wzruszył ramionami.
– Nie tylko na mój, ale i na twój gust jest nieco zbyt krzykliwy. A to daje wiele do myślenia.
– Cóż, czasem trzeba trochę nagiąć swoje zasady. – Klepnął mnie w ramię. – No, ale gadaj, co słychać w twoim światku. Wciąż kręcisz z tą piękną Brazylijką?
Miałem wrażenie, jakby od tamtego czasu upłynęło kilka nocy. Przed oczami stanął mi widok Justine ubierającej się tego ranka, gdy wpadł do mnie North Anderson.
– Nie, wróciła już do Brazylii. Ja też bym tam był, gdybym nie dał się namówić na sprawę Bishopa. Pamiętasz, zabójstwo dziecka w Nantucket.
– Oczywiście. Chłopak z Rosji. Będzie się starał o uznanie za niepoczytalnego?
– Nie sądzę. Twierdzi, że tego nie zrobił.
Uśmiechnął się.
– A co miałby powiedzieć? Ma adwokata?
– Nic o tym nie wiem.
– Szepnij za mną słówko, jeśli będziesz miał okazję.
– Dwa dni temu byłeś pewny, że chłopak jest wi
– Co z tego? I tak będzie potrzebował adwokata. Przydałoby mi się trochę kasy. Moi klienci nie są miliarderami.
Mario przyniósł mi kawę. Upiłem łyk, a następnie wycyganiłem od Rossettiego papierosa, zapaliłem go i mocno się zaciągnąłem.
– Możesz mi powiedzieć, co wiesz o tej sprawie? – zapytał.
Rossetti wygląda osobliwie, ale jest niezwykle bystry. Ucieszyłem się, że mam okazję porozmawiać z nim o informacjach, które zebrałem w sprawie Bishopa.
– Dogrzebałem się, że Darwin Bishop, ojciec chłopaka, był oskarżony o przemoc w rodzinie. Pobił swoją pierwszą żonę. Naruszył również wydany przez sąd zakaz zbliżania się do niej.
– Żartujesz?
Pokazałem mu wydruk.
– Masz, to wszystko publicznie dostępne dane.
– W takim razie pokornie wycofuję swoją poprzednią opinię.
– Na temat?
– Tego chłopaka z Rosji. Niniejszym uchylam wyrok skazujący.
– Dlaczego?
– Bo aż do odwołania wi
– Ale na jakiej podstawie tak twierdzisz?
Rossetti uniósł ręce jak dyrygent.
– Jakbyś tego nie wiedział. Mężczyźni, którzy biją kobiety, są i
– Nie każdy ojciec znęcający się nad rodziną posuwa się do morderstwa.
– Dlatego mówię dziesięć do jednego, a nie milion do jednego. Gdyby to było takie oczywiste, policja nie potrzebowałaby twojej pomocy. Ta pieprzona komenda kupiłaby sobie nowy radiowóz, zamiast tracić forsę na twoje honorarium.
– W noc zabójstwa dziecka w domu było pięć osób: Darwin Bishop, jego żona Julia, ich dwóch synów, Billy i Garret, oraz niania Claire Buckley. Prokurator okręgowy chce aresztować Billy’ego i oskarżyć go o morderstwo. Jak myślisz, ma duże szansę na wyrok skazujący?
– Spore, jeśli będzie miał zeznanie ojca.
– Ale stary odmawia zeznań. Twierdzi, że zrobi wszystko, by wybronić Billy’ego od więzienia.
– Jakie to szlachetne z jego strony. A co zrobi, gdy zostanie wezwany na świadka? Chcesz wiedzieć, co myślę? Nagle przypomni sobie o jakimś ważnym wydarzeniu z tamtej nocy, które bardzo obciąża Billy’ego. Może nawet odegra całą scenę, że niby nie chciał, lecz musiał to powiedzieć. – Rossetti pokiwał głową. – Ale przypatruj mu się. Nie uroni jednej łzy. Chyba że facet jest lepszy, niż myślę.
– Będę miał oczy szeroko otwarte.
– Radzę ci postarać się o jeszcze jedną parę z tyłu głowy.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Grasz teraz w ekstraklasie. Bishop jest miliarderem. Nie wiem, czy w pełni zdajesz sobie sprawę, co to znaczy. Facet ma tysiąc milionów dolarów. To mu daje takie możliwości, o jakich ci się nie śniło. Ma na zawołanie policjantów, polityków i sędziów. Ma potężnych przyjaciół wśród inwestorów, którzy liczą, że nadal będzie dla nich zarabiał pieniądze. Grożąc jemu, grozisz im. Mogą się do ciebie dobrać na tysiąc różnych sposobów. Jesteś spisany na straty.
– Byłem już przyparty do muru – oświadczyłem. O dziwo wcale nie miałem na myśli sprawy, po której rzuciłem pracę z przestępcami, i tej strasznej nocy, kiedy poszedłem na piąte piętro Ly
Rossetti wydmuchnął następną długą strugę dymu.
– Nie zrozum mnie źle. Wiem, że potrafisz się o siebie zatroszczyć, Franko. Tyle że dotąd nigdy nie miałeś takiego przeciwnika jak Darwin Bishop. Jeśli tak nie uważasz, to ma on nad tobą jeszcze jeden punkt przewagi.
Wziąłem głęboki oddech.
– Będę się oglądał za siebie. – Po roku spędzonym z dala od spraw kryminalnych wystarczyło czterdzieści osiem godzin w tym biznesie, żebym znowu poczuł się zagrożony. Ale nie miałem zamiaru wywieszać białej flagi. – Jeśli ten chłopak nie jest wi