Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 7 из 27

– Przyjeżdża – dziarsko pstryknął paznokciem Ałfierow.

– Nie, nie o tym… Jak pan powiedział o Rosji?

– Przeklęta. A co, może nieprawda?

– Nie, cóż – ciekawe określenie.

– Ech, panie Lwie – zatrzymał się nagle pośrodku pokoju Ałfierow – niech pan da spokój i nie udaje bolszewika. Panu wydaje się to bardzo interesujące, ale to z pańskiej strony grzech. Czas, żebyśmy wszyscy powiedzieli otwarcie, że z Rosją kaputt, że “wybraniec Boży" okazał się, jak się tego zresztą należało spodziewać, pospolitym łajdakiem, a więc, że nasza ojczyzna zginęła na zawsze.

Ganin roześmiał się.

– Oczywiście, oczywiście, panie Aleksieju.

Ałfierow powiódł dłonią z góry na dół po błyszczącej twarzy i uśmiechnął się nagle szerokim, rozmarzonym uśmiechem.

– Dlaczego pan, mój drogi, nie jest żonaty, co? – zapytał.

– Nie złożyło się – odpowiedział Ganin. – A czy tak jest weselej?

– Wspaniale. Moja żona to cudo. Brunetka, wie pan. Oczy takie żywe. Jest młodziutka. Pobraliśmy się w Połtawie w dziewiętnastym roku, a w dwudziestym musiałem uciekać. Mam tu w biurku fotografię.

Wypchnął od dołu pięścią szeroką szufladę.

– Kim pan wtedy był, panie Alekskju? – bez zaciekawienia, zapytał Ganin.

Ałfierow pokręcił głową:

– Nie pamiętam. Czy można zapamiętać, kim się było w poprzednim życiu – może ostrygą lub na przykład ptakiem, a może nauczycielem matematyki? Dawne życie w Rosji wydaje mi się właśnie czymś zpraczasów, czymś metafizycznym, albo – jak się to nazywa -…i

Ganin dość obojętnie przyglądał się fotografii w wysuniętej szufladzie. Była to twarz potarganej młodej kobiety, o wesołych ustach, odsłaniających mnóstwo zębów. Ałfierow nachylił mu się przez ramię.

– Nie, to nie żona, to siostra. Umarła w Kijowie na tyfus. Była z niej śmieszka, miła dziewuszka, lubiła się bawić w berka…

Podsunął i

– To jest Maszeńka, moja żona, to niedobre zdjęcie, ale jest podobna. A to i

Ganin, wcisnąwszy ręce głęboko w kieszenie spodni, szedł ku drzwiom.

– Panie Lwie! Co się panu stało? Czy pana czymś uraziłem?

Drzwi zatrzasnęły się, Ałfierow został sam pośrodku pokoju.

– Ależ gbur – wymamrotał. – Co go ugryzło?