Страница 15 из 27
Opierając się głową o ścianę i chwytając powietrze otwartymi ustami, stał przed nim stary Podtiagin, bosy, w długiej nocnej koszuli, rozchełstanej na siwej piersi. Jego oczy bez pince-nez, obnażone, oślepłe, nie mrugały, twarz miała barwę wyschłej gliny, duży brzuch przesuwał się jak góra pod napiętym płótnem koszuli.
Ganin od razu zrozumiał, że stary pan znów ma atak serca. Podtrzymał go i Podtiagin, ciężko przesuwając sine nogi, dobrnął do fotela i opadł nań, poszarzałą twarz nagle okrył pot.
Ganin szybko zanurzył w dzbanku ręcznik i przyłożył nabrzmiałe, mokre fałdy do nagiej piersi starca. Wydało mu się, że w tym dużym, napiętym ciele z gwałtownym chrzęstem popękają lada chwila wszystkie kości.
Nagle Podtiagin odetchnął i ze świstem wypuścił powietrze. Nie było to po prostu odetchnięcie, ale niebywała rozkosz, sprawiająca, że jego rysy odżyły. Ganin, uśmiechając się krzepiąco, wciąż przyciskał do jego ciała mokry ręcznik, masował mu pierś i boki.
– Le…piej mi – wytchnął starzec.
– Niech się pan nie rusza – powiedział Ganin. – To zaraz minie.
Podtiagin dyszał i myczał, poruszając dużymi, wykrzywionymi palcami bosych stóp. Ganin okrył go kołdrą, podał mu wody, otworzył szerzej okno.
– Nie mog…łem złapać tchu – z trudem wymówił Podtiagin. – Nie mogłem do pana wejść… tak osłabłem. Nie chciałem… umierać sam…
– Niech pan siedzi spokojnie, panie Antoni. Niedługo się rozwidni. Wezwiemy lekarza.
Podtiagin wolno potarł czoło dłonią, oddychał teraz trochę równiej.
– Już przeszło – powiedział. – Na jakiś czas przeszło. Skończyły mi się krople. Dlatego było ze mną tak źle.
– Kupimy krople. Chce pan może położyć się na moim łóżku?…
– Nie… Posiedzę trochę i wrócę do siebie. Już mi przeszło. A jutro rano…
– Odłożymy to do piątku – powiedział Ganin. – Wiza nie ucieknie.
Podtiagin oblizał wyschnięte wargi grubym, gruzłowatym językiem:
– W Paryżu, Lowuszka, od dawna na mnie czekają. Ale siostrzenica nie ma pieniędzy, żeby mi wysłać na podróż. Ee…ch…
Ganin usiadł na parapecie, myśląc mimochodem: “Tak właśnie siedziałem bardzo niedawno, ale gdzie to było?" I nagle przypomniał sobie – różnokolorowe wnętrze altanki, biały składany stolik, dziurkę w skarpetce.
– Niech pan, mój drogi, zgasi światło – poprosił Podtiagin. – Razi w oczy.
W półmroku wszystko wydało się bardzo dziwne: dudnienie pierwszych pociągów, duży, siwy cień na fotelu i lśnienie rozlanej na podłodze wody. Wszystko to było o wiele bardziej tajemnicze i mgliste niż owa nieśmiertelna realność, którą żył Ganin.