Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 28 из 58

Zebranie dobiegło końca. John Westover wszedł do biura Holly, zamknął za sobą drzwi i usiadł.

– Nadal jesteś p.o. komendanta – powiedział, – ale musimy wyłonić następcę Cheta w sposób formalny.

– Domyślam się.

– Statut miasta wymaga, żebyśmy ogłosili konkurs na to stanowisko i rozpatrzyli podania w ciągu miesiąca. Przypuszczam, że zależy ci na tej pracy.

– Tak, zależy.

– Jestem pewien, że podanie złoży Hurd Wallace i że otrzymamy też kilka zgłoszeń spoza miasta. Ty i Hurd będziecie głównymi kandydatami. Przyślę ci formularz wniosku. Wypełnij go jak najszybciej i od razu mi przekaż. Chet obdarzył cię zaufaniem, co również zostanie wzięte pod uwagę.

– Oczywiście, John. Ale jest coś, co powi

– Dziękuję, że mi powiedziałaś, Holly. Pójdę teraz do Hurda, a ty zajmij się pracą.

– Do zobaczenia.

Po wyjściu Westovera Holly pogrążyła się w rozmyślaniach nad swoją przyszłością. Wiedziała, że czeka ją rozmowa z radą, i wcale się do niej nie paliła.

Daisy położyła głowę na jej kolanach.

– Dobra dziewczynka – powiedziała Holly, głaszcząc sukę. – Miło jest mieć twoje wsparcie.

30

W książce telefonicznej był tylko jeden numer Palmetto Gardens; najwyraźniej wszystkie rozmowy łączono przez centralę. Holly poprosiła o połączenie z ochroną, a potem zapytała o Barneya Noble’a.

– Kto mówi?

– Holly Barker z policji Orchid Beach.

– Przełączę panią do jego domu.

Noble odebrał po pierwszym sygnale.

– Barny Noble, słucham.

– Cześć, Barney, tu Holly Barker. Jak się miewasz?

– Dobrze, Holly, a ty?

– Nie mogę narzekać.

– Kiedy przyjedzie Ham?

– Właśnie dlatego dzwonię. Przyjechał tu na stałe, w zeszłym tygodniu przeszedł na emeryturę.

– Serio? To świetnie. Kiedy zagra ze mną w golfa?

– Mówi, że im szybciej, tym lepiej.

– Może dziś po południu?

– Doskonale. Mogę się dołączyć?

– Grasz?

– Jestem córką swojego ojca.

– Pewnie, przyjedź. O drugiej?

– Może być.

– Będę czekał przy głównej bramie. Zaparkuj tam, gdzie ostatnio.

– Do zobaczenia o drugiej. – Rozłączyła się i odwróciła do ojca. Siedzieli w salonie. – Jesteśmy umówieni na drugą. Załóż najlepsze ubranie, to bardzo eleganckie miejsce.

Ham zmarszczył brwi.

– Cholera, chcesz powiedzieć, że nie mogę tam jechać w portkach od munduru polowego?

– Zostałbyś z miejsca zastrzelony. Nie zakładaj też tych okropnych bermudów.

– Ograniczasz mi wybór.

– I o to chodzi.

– Dlaczego ja nie zostałem zaproszony? – wtrącił Jackson.

– Chcesz, żeby Noble zadzwonił do Mosely’ego i powiedział mu, że tu jesteś?

– Niespecjalnie.

– Możesz popilnować Daisy.

– Albo ona mnie.

– Racja to bardziej prawdopodobne.

Punktualnie o drugiej Holly wjechała na parking. Noble już czekał w swoim białym range roverze z zielonym palmetto na drzwiach. Wysiadł, żeby się przywitać.

– Cześć, Holly. Jezu, Ham, kawał czasu, prawda?

Ham potrząsnął jego ręką i wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– To musiał być… który? Siedemdziesiąty trzeci?

– Chyba tak. Chodź, przełożymy kije do mojego samochodu.

Holly i Ham przenieśli kije i wsiedli do range rovera. Brama otworzyła się, kolce schowały się w nawierzchnię.

– Niezłe zabezpieczenie – zauważył Ham. – Spodziewacie się pojazdów opancerzonych?

– Nie – odparł Barney. – Ale dzięki temu nasi członkowie czują się bezpiecznie. Co wcale nie znaczy, że próbowano się tu wedrzeć. Holly, czy wiesz, że twój stary był najtwardszym i najbardziej wrednym podoficerem w Wietnamie?

– Wciąż mi to powtarza.

– Oboje jesteście świnie – rzekł Ham uprzejmie.

– Nie tęsknisz za Wietnamem, Ham?

– Ani przez chwilę.

– A ja tak, czasami. Wiesz, czego mi brakuje? – Wjechali w wielką dziurę. Barney zaklął. – Wczoraj to miało zostać naprawione. – Sięgnął po radiotelefon i wywołał bazę.

– Tu baza – usłyszeli po chwili.

– Mówi Noble. Zadzwoń do konserwatorów i powiedz, żeby odłożyli komiksy, przyjechali na Gull Drive przy Live Oak i zalepili tę dziurę.

– Zrozumiałem, szefie.

Noble odłożył radio.

– Przepraszam. Na czym stanąłem?

– Zapomniałem – odparł Ham, spoglądając przez okno na pole golfowe.

– Nieważne, jesteśmy na miejscu. – Skręcił na podjazd klubu i zaparkował.

Natychmiast podjechał do nich człowiek w dużym wózku golfowym i wyjął kije z range rovera. Zapakował kije do wózka i zawiózł ich do pierwszej podstawki, gdzie czekały dwa zwyczajne wózki.

– Wy pojedziecie razem – zdecydowała Holly. – Macie sporo do nadrobienia.

Obsługujący umieścił jej kije w drugim wózku.

– Czym grasz, Ham? – spytał Noble.

– Callawayami.

– Z nierdzewnej stali?

– Aha.

– Coś ci powiem: ja zagram twoimi kijami, a ty moimi. To nowe callawaye, wolframowo-tytanowe.

Holly wybiła pierwsza, posyłając piłkę prosto na środek alei. Piłki obu mężczyzn wylądowały około dziesięciu metrów dalej. Holly wsiadła do wózka i pojechała za Noble’em. Po dwóch uderzeniach wszyscy byli na murawie i zaliczyli dołek przepisową liczbą uderzeń.

Holly po raz pierwszy miała okazję obejrzeć domy sąsiadujące z polem golfowym. Były ogromne, ale idealnie wkomponowane w otoczenie.

Tuż za dziewiątą murawą znajdował się niewielki bar na świeżym powietrzu. Usiedli tam i zamówili piwo. Holly uznała to za przyjemne udogodnienie, choć nigdy dotąd nie piła piwa w trakcie gry. Jej uwagę zwróciło wybrzuszenie pod lewą pachą, białej marynarki barmana.

– Niczego sobie miejsce, Barney – powiedział Ham, rozglądając się dokoła. – Jak długo tu jesteś?

– Praktycznie od początku. Jestem wspólnikiem w firmie ochroniarskiej w Miami. Zaproponowaliśmy nasze usługi i w końcu wynajęli mnie, żebym zorganizował ochronę, spodobało mi się tu, więc zostałem. Nadal mam udziały w agencji w Miami i nieźle na tym wychodzę. Gotowi do dalszej gry?

Pojechali do dziesiątej podstawki i podjęli rozgrywkę. Kiedy skończyli, zsumowali uderzenia i wliczyli handicapy; okazało się, że wyniki są wyrównane. Barney zawiózł ich do klubu i zaprowadził do sklepu ze sprzętem.

– Mamy tylko najlepszy towar – powiedział. – Co myślisz o tych nowych callawayach?

– Są pierwszorzędne – odparł Ham.

– Chcesz komplet? Wszystko tutaj dostaniesz za pół ceny.

– Mówisz serio.

– Jasne, To zabawne: bardzo bogaci ludzie nie lubią płacić marży, więc w sklepie i restauracji jest tanio, ale poza tym bulą z nawiązką dosłownie za wszystko i

– Nie, dzięki. Jestem przywiązana do swoich kijów.

Ham wybrał sobie kije, kupił też nową torbę i parę tuzinów piłek. Zapłacił kartą kredytową. Barney kazał kierownikowi sklepu zapakować stare i nowe kije do samochodu Holly.

Potem zabrał ich na górę do przestro

– Barney – zwróciła się do Noble’a – zauważyłam aż trzech facetów pod bronią: tego, który nas wiózł, barmana przy dziewiątym dołku i kierownika sklepu. Czy to normalne?

– Jesteś bardzo spostrzegawcza. Wielu naszych pracowników przeszło odpowiednie szkolenie i mogą nosić broń. Stanowią mile widziane przedłużenie sił ochrony, i naszym członkom to się podoba.