Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 65 из 141

– To nie do wiary – stwierdził kongresman. – Albo też niewiarygodna wprost niekompetencja.

– Raczej nie – zaprotestował Ma

– Ale czyż wtedy nie wiedzieliście już, że on był związany z „Meduzą”? – zapytał przedstawiciel stanu Te

– Tak. Bez żadnej wątpliwości.

– Trzeba więc było, do cholery, sięgnąć do akt poszczególnych uczestników „Meduzy”!

Pułkownik otworzył teczkę, którą wyjął przedtem z kompletu akt dotyczących Kaina.

– Oto wykazy strat. Wśród ludzi pochodzenia zachodniego, białych, którzy zniknęli w trakcie operacji „Meduza” – a mówiąc „zniknęli”, mam na myśli „przepadli bez śladu” – znajdują się następujące osoby: siedemdziesięciu trzech Amerykanów, czterdziestu sześciu Francuzów, trzydziestu dziewięciu Australijczyków i dwudziestu czterech Anglików oraz około pięćdziesięciu białych mężczyzn – łączników werbowanych spośród osób neutralnych w Hanoi i szkolonych w warunkach bojowych; większości z tych ostatnich nigdy nie poznaliśmy. Ponad dwieście trzydzieści możliwości; ile ślepych uliczek? Kto żyje? Kto nie żyje? Gdybyśmy nawet ustalili nazwisko każdego, komu faktycznie udało się przeżyć, to jak on się teraz nazywa? Kim jest? Nie jesteśmy nawet pewni narodowości Kaina. Sądzimy, że jest Amerykaninem, ale dowodów nie ma.

– Przypadek Kaina jest jedną z dodatkowych spraw wysuwanych przy okazji naszych nacisków na Hanoi mających na celu odnalezienie współpracowników wywiadu wojskowego – wyjaśnił Knowlton. – Ciągle umieszczamy te nazwiska na listach zaginionych.

– Również w tym kryje się pewien haczyk – dodał reprezentant wojska. – Kontrwywiad tych z Hanoi schwytał i zlikwidował sporą część kadry „Meduzy”. Oni zdawali sobie sprawę, że jest prowadzona taka operacja i nigdy nie wykluczaliśmy możliwości infiltracji. W Hanoi wiedziano, że uczestnicy „Meduzy” to nie oddziały bojowe; nie nosili mundurów. Nie musieli przed nikim odpowiadać.

Walters wyciągnął rękę.

– Można? – spytał wskazując stos kartek.

– Oczywiście – oficer podał je kongresmanowi. – Zapewne rozumie pan, że te nazwiska nadal pozostają tajne, podobnie jak sama operacja „Meduza”.

– Kto podjął taką decyzję?

– To jest niezmie

– To ma wielką siłę rażenia, prawda?

– Uważano, że tego wymaga interes państwa – powiedział przedstawiciel CIA.

– W takim razie nie będę się spierał – ustąpił Walters. – Wymowa takiej operacji nie przysporzyłaby chwały naszej fladze. Nie szkolimy morderców, a już na pewno nie wykorzystujemy.

Ostrożnie rzucił na stół stos kartek.

– A tak się składa, że gdzieś tutaj kryje się morderca, którego wyszkoliliśmy i wykorzystywaliśmy, a teraz nie możemy odnaleźć.

– Tak właśnie przypuszczamy – rzekł pułkownik.

– Mówił pan, że on zyskał rozgłos w Azji, ale przeniósł się do Europy. Kiedy?

– Mniej więcej rok temu.

– Dlaczego? Domyślacie się czegoś?

– Powiedziałbym, że powody są oczywiste – stwierdził Peter Knowlton. – Rozwinął działalność na zbyt wielką skalę. Coś zawiodło i poczuł się zagrożony. Był białym mordercą we wschodnim otoczeniu, to jest w najlepszym razie niebezpieczna pozycja. Pewnie nadeszła już dla niego pora na zmianę miejsca. Zyskał już sobie przecież pewien rozgłos; więc w Europie nie groziło mu bezrobocie.

Dawid Abbott chrząknął.

– Chciałbym, na podstawie tego, co kilka minut temu powiedział Alfred, podsunąć i

– Tak – odparł przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – Chodziło mi oczywiście o Carlosa. Nie Kaina powi

– Oczywiście. Carlosa. Najbardziej nieuchwytnego mordercę w najnowszych dziejach, człowieka, któremu wielu z nas z pełnym przekonaniem przypisuje – taką czy i

– Dziękuję – powiedział Gillette. – Cieszę się, że trafiłem wam do przekonania.

– Trafiłeś, przynajmniej mnie. Ale też skłoniłeś do zastanowienia. Czy możesz sobie wyobrazić, jaka to pokusa dla kogoś takiego jak Kain: działać na niewielkim, przesyconym mgła obszarze pełnym obieżyświatów i zbiegów oraz reżimów po szyję tonących w korupcji? On z pewnością zazdrościł Carlosowi; jakże musiało mu brakować szybciej żyjącego, bardziej luksusowego świata europejskiego. Jakże często mówił sobie: „Jestem lepszy od Carlosa”. Obojętne, jak zimną krew mają ci faceci, są oni jednak ogromnie wrażliwi na punkcie własnego „ja”. Domyślam się, że Kain pojechał do Europy, by odnaleźć ów lepszy świat… i zdetronizować Carlosa. Pretendent chce uzyskać tytuł. Chce być mistrzem.

Gillette spojrzał na Mnicha.

– To interesująca teoria.

– I jeśli pana dobrze rozumiem – wtrącił kongresman z Nadzoru – tropiąc Kaina, możemy znaleźć Carlosa.

– Właśnie.

– Nie jestem pewny, czy ja to dobrze rozumiem – powiedział poirytowany dyrektor CIA. – Dlaczego?

– Dwa źrebaki na padoku – odparł Walters. – Oni są blisko siebie.

– Mistrz niechętnie pozbywa się tytułu. – Abbott sięgnął po fajkę. – Walczy zawzięcie o utrzymanie go. Jak mówił przedstawiciel Kongresu, będziemy dalej tropić Kaina, ale musimy też obserwować i

– I wtedy schwytać obu – dodał przedstawiciel wojska.

– Bardzo to pouczające – rzekł Gillette.

Spotkanie dobiegło końca, jego uczestnicy rozchodzili się. Dawid Abbott stał z pułkownikiem z Pentagonu, który zbierał kartki do teczki „Meduzy”: podniósł wykazy strat osobowych, chcąc je schować.

– Czy mogę na to zerknąć? – poprosił Abbott. – U nas, w Czterdziestce, nie ma egzemplarza.

– Takie mieliśmy instrukcje – odrzekł oficer wręczając temu starszemu od siebie mężczyźnie stos kartek. – Sądziłem, że to pan je wydał. Tylko trzy egzemplarze. Tutaj, w Agencji i tam, w Radzie.

– Istotnie, ja je wydałem. – Milczący Mnich uśmiechnął się dobrotliwie. – O wiele za dużo cywilów kręci się w moich okolicach.

Pułkownik odwrócił się, by odpowiedzieć na pytanie zadane przez kongresmana z Te