Страница 62 из 141
– Dlaczego Agencja nie została poinformowana o tym sygnale, który otrzymaliście siedem miesięcy temu? – zapytał agresywnie Knowlton z CIA.
– Nie potwierdził się.
– W waszych rękach. W naszych mogłoby być inaczej.
– Możliwe. Przyznałem, że za krótko nim się interesowaliśmy. Mamy ograniczone możliwości kadrowe. Kogo spośród nas stać na to, by bez końca prowadzić nieefektywną obserwację?
– Gdybyśmy o tym wiedzieli, moglibyśmy się włączyć.
– A dzięki nam zaoszczędzilibyście czas, nie zbierając dokumentacji w sprawie brukselskiej, gdyby nam o tym powiedziano.
– Skąd pochodził ten sygnał? – zapytał zniecierpliwiony Gillette, ze wzrokiem utkwionym w Ma
– Był anonimowy.
– I potraktowaliście go poważnie? – Ptasi wyraz twarzy Gillette’a świadczył o jego zdumieniu.
– Z tego między i
– Tak, oczywiście, ale czy to znaczy, że nie próbowaliście odnaleźć źródła?
– Ależ tak, próbowaliśmy – odparł poirytowany pułkownik,
– Widocznie bez wielkiego entuzjazmu – kontynuował z gniewem Gillette. – Czy nie przyszło wam do głowy, że ktoś z Langley albo z Rady mógłby dopomóc, mógłby wypełnić tę czy i
– Jest pewien powód, dla którego tego nie zrobiliśmy. – Ma
– Co pan powiedział? – Knowlton odłożył sprawozdanie i wpatrzył się w oficera z Pentagonu.
– To nic nowego, Peter. Każdy z nas zapewnia sobie własne źródła informacji i chroni je.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego właśnie nie powiedziano wam o Brukseli. Obaj informatorzy domagali się wyłączenia wojska.
Milczenie. Przerwał je agresywny głos Alfreda Gillette’a z Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
– Jak często „postępowaliście już tak”, panie pułkowniku?
– Co takiego? – Ma
– Chciałbym się dowiedzieć, ile razy polecano wam zachować dla siebie wasze źródła informacji. Myślę oczywiście o sprawie Kaina.
– Zdaje się, że dosyć często.
– Zdaje się panu?
– Przeważnie.
– A w twoim przypadku, Peter? Jak z tym było w Agencji?
– Mieliśmy poważne ograniczenia, jeśli chodzi o rozproszenie wewnętrzne.
– A cóż to, na Boga, znaczy? – do rozmowy wtrącił się całkiem nieoczekiwanie kongresman z Komisji Nadzoru. – Proszę mnie źle nie zrozumieć. Jeszcze nie zacząłem pytać. Chcę tylko zrozumieć ten język. – Zwrócił się do przedstawiciela CIA: – Co to pan takiego teraz powiedział: co wewnętrzne?
– Rozproszenie, panie Walters; to przewija się w całym dossier Kaina. Narażaliśmy się na utratę informatorów, ilekroć zwracaliśmy na nich uwagę i
– Brzmi to tak, jakbyście zapładniali jałówkę.
– Z takimi samymi mniej więcej wynikami. Brak tu skrzyżowania, które by zepsuło rasę. I vice versa, zabrakło sprawdzenia krzyżowego, które by ujawniło rodzaje nieścisłości.
– Ładnie powiedziane – stwierdził Abbott, przy czym jego poorana twarz pomarszczyła się wyrażając uznanie – ale nie jestem pewny, czy dobrze pana rozumiem.
– Powiedziałbym, że to jest przeraźliwie jasne – odparł przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego patrząc na pułkownika Ma
– Hm, pracuję w tym zawodzie od dawna, może zbyt długo, przyznaję, ale nie ma tu niczego, o czym bym już kiedyś nie słyszał – rzekł Mnich. – Informatorzy to ludzie sprytni, umiejący się bronić, zazdrośnie ukrywają swoje kontakty. Żaden z nich nie zajmuje się tym z miłosierdzia, lecz dla zysku i utrzymania się na powierzchni.
– Obawiam się, że nie rozumie pan, o co mi chodzi. – Gillette zdjął okulary. – Mówiłem już, że tyle niedawnych zabójstw przypisano Kainowi – tutaj przypisano Kainowi – a mnie się wydaje, że najdoskonalszemu mordercy naszych czasów, może nawet wszechczasów, pozostawiono dość tuzinkową rolę do odegrania. Myślę, że to jest błąd. Uważam, że człowiekiem, na którym powi
– Wątpię, czy twój pogląd jest słuszny, Alfredzie – powiedział Mnich. – Czasy Carlosa minęły. Jego miejsce zajął Kain. Stary układ kończy się; w wodzie pływa już nowy i podejrzewam, że groźniejszy rekin.
– Nie mogę się z tym zgodzić – stwierdził przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego, swoim sowim wzrokiem przeszywając na wskroś tego starszego od siebie męża stanu należącego do wspólnoty agentów wywiadu. – Wybacz mi, Dawidzie, ale wygląda na to, że sam Carlos manipuluje naszą komisją. Po to, by odwrócić od siebie uwagę, każe nam skupić się na temacie o wiele mniej ważnym. Tracimy całą energię na ściganie bezzębnego rekinka, gdy tymczasem cieszy się wolnością ryba młot.
– Nikt z nas nie zapomina o Carlosie – zaprotestował Ma
– Być może – stwierdził lodowatym tonem Gillette – właśnie to chce nam Carlos wmówić. A my, pożal się Boże, wierzymy w to!
– Czy masz podstawy, by w to wątpić? – spytał Abbott. – Rejestr dokonań Kaina jest zadziwiający.
– Czy mam podstawy, by w to wątpić? – powtórzył Gillette. – Oto jest pytanie, prawda? Ale czy którykolwiek z nas może być pewny? To pytanie też jest uzasadnione. Teraz przekonujemy się, że Pentagon i Centralna Agencja Wywiadowcza działały dosłownie niezależnie od siebie i nawet nie porozumiewały się w kwestii prawdomówności swoich informatorów.
– To jest zwyczaj rzadko kiedy naruszany w tym mieście – powiedział rozbawiony Abbott.
Znowu wtrącił się kongresman z Nadzoru.
– Do czego pan zmierza, panie Gillette?
– Chciałbym uzyskać więcej informacji o poczynaniach niejakiego Iljicza Ramireza Sancheza. To znaczy…
– Carlos – stwierdził kongresman. – Pamiętam to, co czytałem. Rozumiem. Dziękuję panu. Kontynuujcie, panowie.
Szybko zabrał głos Ma
– Zechciejcie, panowie, powrócić do sprawy zuryskiej. Wskazane jest, byśmy teraz wytropili Kaina. Możemy rozpowszechnić wiadomość o nim w światku przestępczym, Verbrecherwelt, wciągnąć do tego wszystkich informatorów, jakich posiadamy, poprosić o pomoc policję w Zurychu. Nie możemy pozwolić sobie na to, by stracić choćby jeden dzień więcej. Ten człowiek w Zurychu to naprawdę jest Kain.
– A więc jak to było z tą Brukselą? – Knowlton z CIA zadał to pytanie i sobie samemu, i każdemu z obecnych. – Metoda była taka sama, jaką stosuje Kain, informatorzy wyrażali się jednoznacznie. Jaki to miało cel?
– Najwidoczniej chodziło o dostarczenie panu fałszywych informacji – powiedział Gillette. – A zanim podejmiemy jakieś poważne kroki w Zurychu, proponuję, żeby każdy z panów przestudiował akta Kaina i ponownie sprawdził wszystkie źródła, jakie zostały panom podane. Niech wasze placówki europejskie wciągną do tego wszystkich informatorów, którzy takim cudownym trafem pojawiali się z wiadomościami. Domyślam się, że możecie, panowie, zetknąć się z czymś, czego się nie spodziewaliście: z kunsztowną latynoska robotą Ramireza Sancheza.
– Skoro tak obstajesz przy wyjaśnieniu, Alfredzie – przerwał mu Abbott – dlaczego nie miałbyś opowiedzieć nam o tamtym nie potwierdzonym zdarzeniu sprzed sześciu miesięcy. Zdaje się, że jesteśmy w kłopocie, a to może się przydać.
Po raz pierwszy w czasie tej konferencji agresywny delegat Rady Bezpieczeństwa Narodowego jakby się zawahał.