Страница 51 из 141
Po raz kolejny wizerunek staje się mniej wyraźny. Chodzi o brak metryki urodzenia i i
TRAWIASTY PAGÓREK W DALLAS?
Jedynym faktem, którego nikt nie podaje w wątpliwość, są zyski osiągnięte po kilku pierwszych zabójstwach, które pozwoliły mu założyć organizację, mogącą wzbudzić zazdrość u specjalistów od zarządzania w General Motors. To szczytowe osiągnięcie kapitalizmu: lojalność i służba egzekwowane za pomocą strachu i nagrody. Konsekwencja nielojalności jest natychmiastowa śmierć: w przypadku wiernej służby pojawiają się profity: szczodre premie i olbrzymie pieniądze na wydatki. Wygląda na to, że organizacja ma wszędzie swoich stara
Zabójstwo, wokół którego powstało najwięcej spekulacji, miało miejsce trzynaście lat temu w Dallas. Mimo wielu dyskusji na temat zamordowania Johna F. Ke
– Do diabła, jedynym sukinsynem w pobliżu był stary Billy „Płótniak”, a stał ze dwieście metrów dalej.
„Billy”, o którym mowa, to podstarzały włóczęga z Dallas. Wielokrotnie widziano go, jak żebrał w miejscach odwiedzanych przez turystów. Przydomek „Płótniak” pochodził stąd, że miał zwyczaj owijania butów w płótno, by wzbudzić współczucie. Według informacji naszego korespondenta zeznanie Wrighta nigdy nie zostało opublikowane. Sześć tygodni temu, podczas śledztwa w Tel-Awiwie załamał się pewien schwytany libański terrorysta. Błagając o darowanie życia powiedział, że ma informacje wyjątkowej wagi o zabójcy Carlosie. Wywiad izraelski przekazał raport do Waszyngtonu; nasz korespondent w Kapitelu uzyskał dostęp do jego fragmentów.
Zeznanie: Carlos był w Dallas w listopadzie 1963 roku. Podawał się za Kubańczyka i opracował plan działania dla Oswalda. Sam ubezpieczał akcję. To była jego operacja.
Pytanie: Jakie masz na to dowody?
Zeznanie: Słyszałem, jak o tym opowiadał. W czasie zamachu był na małym nasypie porośniętym trawą. Ukrył się za występem. Do karabinu przymocował druciany chwytak na łuski.
Pytanie: Nie ma na ten temat żadnych zeznań. Dlaczego nikt go nie widział?
Zeznanie: Widziano go, ale nikt nie wiedział, że to on. Przebrał się za starego człowieka w postrzępionym płaszczu, a buty owinął w płótno, żeby nie pozostawić śladów na ziemi.
Informacje uzyskane od terrorysty to nie dowód, ale nie powi
Czy „Carlos” był tym człowiekiem z trawiastego pagórka? Cóż to byłby za nadzwyczajny początek nadzwyczajnej kariery! Jeżeli Dallas rzeczywiście było jego „operacją”, ile milionów dolarów przelano na jego konto? Na pewno więcej niż potrzeba, by założyć sieć informatorów i żołnierzy tworzących własny, odrębny świat.
W tej postaci z bajki jest zbyt wiele treści; Carlos równie dobrze może być potworem z krwi (przelanej w olbrzymich ilościach) i kości.
Marie odłożyła tygodnik.
– Co to za gra?
– Skończyłaś? – Jason odwrócił się od okna.
– Tak.
– Wnioskuję, że znalazłaś tam wiele informacji: teorie, domniemania, równania.
– Równania?
– Jeżeli coś dzieje się w jednym miejscu, a efekt pojawia się w i
– Masz na myśli powiązania – powiedziała Marie.
– W porządku, powiązania. To wszystko tam jest, prawda?
– Do pewnego stopnia. Trudno to nazwać oficjalnym oświadczeniem; zbyt wiele jest tam spekulacji, pogłosek i informacji z drugiej ręki.
– Ale jednak są tam fakty.
– Przesłanki.
– Dobrze. Przesłanki. To świetnie.
– Co to za gra? – powtórzyła pytanie Marie.
– Nosi prostą nazwę: „Pułapka”.
– Pułapka na kogo?
– Na mnie. – Bourne pochylił się do przodu. – Chcę, żebyś zadawała mi pytania dotyczące wszystkiego, co tam wyczytałaś. Zwroty, nazwy miast, pogłoski, fragmenty… przesłanek. Cokolwiek. Zobaczymy, jak zareaguję. Będę strzelał na oślep.
– Kochanie, nie ma żadnego dowodu…
– Zrób to! – rozkazał Jason.
– W porządku. – Marie podniosła egzemplarz „Time’a”. – Bejrut – powiedziała.
– Ambasada – odparł. – Szef placówki CIA udający attaché. Zastrzelony na ulicy. Trzysta tysięcy dolarów.
Marie spojrzała na niego.
– Pamiętam… – zaczęła.
– Ja nie! – przerwał. – Dalej.
Wytrzymała jego spojrzenie i wróciła do tygodnika.
– Baader-Meinhof.
– Stuttgart. Regensburg. Monachium. Dwa zabójstwa i porwanie przypisane Baaderowi. Pieniądze z… – Bourne przerwał na chwilę i zdumiony wyszeptał: -…ze Stanów Zjednoczonych. Detroit… Wilmington, Deleware.
– Jason, co chcesz…?
– Dalej, proszę.
– Nazwisko. Sanchez.
– Pełne nazwisko brzmi: Iljicz Ramirez Sanchez – odpowiedział. – To… Carlos.
– Dlaczego Iljicz?
Bourne przerwał, błądząc wokół spojrzeniem.
– Nie wiem.
– To rosyjskie imię, nie hiszpańskie. Czy jego matką była Rosjanka?
– Nie… tak. Jego matka. To z powodu matki. Tak myślę. Nie jestem pewny.
– Nowogród.
– Ośrodek wywiadu. Obsługa radiostacji, szyfry, sposoby łączności. Sanchez jest absolwentem.
– Jason, ty to czytałeś!
– Nie, nie czytałem. Proszę, pytaj dalej!
Oczy Marie wróciły na początkowe wiersze artykułu.
– Teheran.
– Osiem zabójstw, przypisywanych po części Chomeiniemu i po części OWP. Wypłata – dwa miliony. Źródło – południowo-zachodni rejon ZSRR.
– Paryż – rzuciła Marie.
– Wszystkie kontrakty będą szły przez Paryż.
– Jakie kontrakty?
– Kontrakty… zabójstwa.
– Czyje zabójstwa? Czyje kontrakty?
– Sancheza… Carlosa.
– Carlos! A więc to jego kontrakty, jego zabójstwa. Nie masz z nimi nic wspólnego.
– Kontrakty Carlosa – powiedział jakby w oszołomieniu Bourne. – To nie ma nic wspólnego… ze mną – powiedział głosem nieco tylko wznoszącym się ponad poziom szeptu.
– Właśnie to powiedziałeś, Jasonie. To ciebie nie dotyczy!
– Nie! To nieprawda! – krzyknął, zrywając się z krzesła i patrząc na nią z góry. – Nasze kontrakty – dodał cicho.