Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 105 из 141

– Rano nasz wydział skonfiskuje pańskie księgi rachunkowe. Niech pan będzie na to przygotowany.

– Skonfiskuje… Z jakiego powodu? Na co mam być przygotowany?

– Chodzi o wypłaty dla tak zwanych dostawców, których faktury są sfałszowane. Towar nigdy nie został wysłany, zresztą nigdy nie miał być wysłany – wypłaty natomiast przesłano do banku w Zurychu.

– Zurych? Nie wiem, o czym pan mówi! Nie wystawiałem żadnych czeków do Zurychu.

– Wiemy, że nie bezpośrednio. Lecz jakże łatwo było wam wystawić je na nie istniejące firmy, wypłacić pieniądze, po czym wysłać je do Szwajcarii.

– Każda faktura jest podpisywana przez Madame Lavier! Sam niczego nie wypłacam!

Jason zamilkł marszcząc brwi.

– Teraz pan raczy żartować – powiedział.

– Słowo daję! Takie u nas obowiązują zasady. Proszę zapytać kogo pan chce! „Les Classiques” nie zapłaci ani su bez upoważnienia samej madame.

– Chce pan powiedzieć, że otrzymuje pan polecenia bezpośrednio od niej.

– Ależ oczywiście!

– A od kogo ona dostaje polecenia?

Trignon uśmiechnął się szeroko.

– Powiadają, że od Boga, jeżeli nie odwrotnie. To oczywiście dowcip, proszę pana.

– Wierzę, że potrafi pan być bardziej poważny. Kto jest rzeczywistym właścicielem „Les Classiques”?

– Spółka. Pani Lavier ma wielu bogatych przyjaciół; zainwestowali w jej zdolności, i oczywiście w talent René Bergerona.

– Czy ci inwestorzy często się spotykają? Czy decydują o polityce firmy? Może wskazują i

– Nie mam pojęcia. Oczywiście każdy ma przyjaciół.

– Prawdopodobnie zajęliśmy się niewłaściwymi ludźmi – przerwał mu Bourne. – Być może ktoś tylko posługuje się panem i Lavier, bo bezpośrednio zajmujecie się bieżącymi finansami.

– Posługuje się, po co?

– Żeby przemycić pieniądze do Zurychu. Na konto jednego z najniebezpieczniejszych morderców w Europie.

Trignon zadrżał, oparł się plecami o ścianę, jego duży brzuch zafalował.

– O czym u licha pan mówi?

– Radzę się przygotować. Szczególnie panu. To pan wystawiał czeki.

– Ale tylko za zgodą!

– Czy kiedykolwiek sprawdzał pan towar w oparciu o fakturę?

– To nie należy do moich obowiązków!

– Więc w gruncie rzeczy wystawiał pan rachunki za dostawy, których pan nigdy nie widział.

– Nigdy ich nie oglądam! Wyłącznie podpisane faktury. Wypłacam tylko na tej podstawie!

– Więc lepiej niech pan odnajdzie wszystkie faktury. Radziłbym, żeby dokopał się pan z Madame Lavier do każdego upoważnienia w waszych rachunkach. Ponieważ obydwoje, a szczególnie pan, jesteście podejrzani.

– Podejrzani? O co?

– Z braku lepszego paragrafu o współudział w wielokrotnym morderstwie.

– Wielokrotnym?

– Morderstwie. Konto w Zurychu należy do przestępcy znanego jako Carlos, Pan, panie Trignon, i pana obecna pracodawczyni, Madame Jacqueline Lavier, jesteście bezpośrednio zamieszani w opłacanie najbardziej poszukiwanego mordercy w Europie, Iljicza Ramireza Sancheza. Alias Carlosa.

– Ooooo… – Trignon osunął się na podłogę, jego oczy wyrażały przerażenie, a nabrzmiała twarz wykrzywiał grymas. – Przez całe popołudnie… – wyszeptał – ludzie biegali tam i z powrotem, prowadzili nerwowe rozmowy na korytarzach, patrzyli na mnie dziwnie, omijali moje biuro, odwracali głowy. O Boże!

– Na pana miejscu nie traciłbym ani chwili. Wkrótce nadejdzie ranek, a z nim być może najtrudniejszy dzień w pana życiu. – Jason podszedł do drzwi wejściowych i stanął trzymając rękę na klamce. – Nie do mnie należy udzielanie panu rad, ale na pańskim miejscu niezwłocznie skontaktowałbym się z Madame Lavier. Zacznijcie przygotowywać wspólną obronę, bo może tylko to wam pozostanie. Niewykluczone, że czeka was publiczny proces.

Kameleon otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz; twarz owiało mu zimne nocne powietrze.

Znajdź Carlosa. Złap Carlosa w pułapkę. Kain to Charlie, a Delta to Kain.

Źle!

Znajdź numer w Nowym Jorku. Znajdź Treadstone. Odczytaj wiadomość. Odszukaj nadawcę.

Odszukaj Jasona Bourne’a.

Słońce wdzierało się przez witraże, gdy ogolony, starszy mężczyzna w staroświeckim garniturze przemierzał w pośpiechu nawę boczną kościoła w Neuilly-sur-Seine. Obserwujący go wysoki ksiądz stał obok rzędu świec nowe

– Angelus Domini – powiedział mężczyzna, rozsuwając kotarę w konfesjonale.

– Wystarczy! – szepnęła ukryta za drugą zasłoną postać. – Czego się dowiedziałeś na Saint-Honoré?

– Niewiele, szanuję jednak jego metody.

– Czy stosuje w ogóle jakieś metody?

– Raczej rzadko. Wybiera ludzi, którzy nie mają o niczym pojęcia i wprowadza przez nich zamęt. Nie radziłbym już żadnej działalności w „ Les Classiques”.

– Oczywiście – zgodziła się ukryta za zasłoną postać. – Ale do czego on zmierza?

– Poza wprowadzeniem zamętu? – zapytał mężczyzna. – Moim zdaniem chce wzbudzić wzajemną nieufność wśród tych, którzy coś wiedzą. Brielle się wygadała. Amerykanin kazał jej przekazać Lavier, że mają w swym gronie „zdrajcę”, co jest wierutnym kłamstwem. Kto z nich by się odważył? Wczorajsza noc była zwariowana, jak pan wie. Główny księgowy, Trignon, oszalał. Czekał do drugiej nad ranem przed domem Lavier, dosłownie rzucił się na nią, gdy wróciła z hotelu od Brielle. Wrzeszczał i płakał na ulicy.

– Nie lepiej zachowywała się sama Lavier. Z trudnością panowała nad sobą, gdy dzwoniła do Parc Monceau, a przykazano jej, żeby tego nigdy nie robiła. Nikomu nie wolno tam dzwonić… nigdy więcej. Nigdy!

– Otrzymaliśmy twoje polecenie. Ci z nas, którzy znają ten numer, już go zapomnieli.

– Lepiej byłoby dla was, gdyby tak stało się w istocie. – Niewidoczna postać poruszyła się nagle, zasłona zafalowała. – Oczywiście chce wzbudzić nieufność. Osiągnie to wywołując ogólny zamęt. Nie ma teraz co do tego wątpliwości. Dotrze do naszych ludzi, będzie starał się wydostać od nich informacje, a kiedy z jednym się nie uda, odda go w ręce Amerykanów i zajmie się następnym. Ale kontakty będzie nawiązywał sam. Nakazuje mu to jego umysł. Jest opętanym szaleńcem.

– Możliwe – odparł mężczyzna – lecz także fachowcem. Dopilnuje, żeby nazwiska trafiły do jego zwierzchników, w razie gdyby mu się coś przytrafiło. Tak więc niezależnie od tego, czy dostaniesz go, czy nie, oni i tak będą złapani.

– Raczej martwi – powiedział morderca. – Ale nie Bergeron. Jest zbyt ce

– Czy mam rozumieć, że teraz ja będę pełnił rolę Parc Monceau?

– To niemożliwe. Na razie jednak przekazuj moje polecenia każdemu, kogo one dotyczą.

– A pierwszą osobą, z którą mam się spotkać, jest Bergeron. Do Aten.

– Tak.

– Więc los Lavier i tego z kolonii, d’Anjou, jest przesądzony?

– Owszem, przesądzony. Płotki rzadko uchodzą z życiem, więc i oni nie ujdą. Możesz przekazać jeszcze jedną wiadomość tym, którzy przejmą robotę Lavier i d’Anjou. Powiedz, że będę ich obserwował cały czas. Nie może być żadnych błędów.

Starszy mężczyzna milczał, dając tym samym znać, że prosi o uwagę.

– Na koniec zostawiłem, Carlosie, najlepszą wiadomość. Półtorej godziny temu na parkingu na Montmartrze znaleziono renault. Zostało postawione ubiegłej nocy.

W ciszy, jaka zapadła, mężczyzna słyszał powolny oddech siedzącej za zasłoną postaci.

– Rozumiem, że podjąłeś odpowiednie kroki, żeby je obserwowano i śledzono, nawet w tej chwili.

Niedawny żebrak roześmiał się cicho.

– Zgodnie z twoimi ostatnimi poleceniami pozwoliłem sobie zatrudnić przyjaciela, który ma dobry samochód. On z kolei zatrudnił trzech swoich znajomych i siedzą teraz przed parkingiem zmieniając się co sześć godzin. O niczym oczywiście nie wiedzą, poza tym, że mają śledzić ten samochód o każdej porze dnia i nocy…