Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 33 из 84

Reklamy zachwalały futrzane czapki, brytyjskie wyroby papiernicze, nie-garbowane skóry owcze. Doktor Taylor zachęcał do kupowania jego balsamu z wątrobianego ziela, doktor Berlin polecał swoje tabletki na uspokojenie. John Bower Lewis zachwalał własną osobę jako wartościowego obrońcę i pełnomocnika. Pierre Gregoire z przyjemnością układał włosy. Przeczytałam jego ogłoszenie:

Zakład nasz zaprasza szanowne panie i panów. Włosy uczyni miękkimi i lśniącymi, bez względu na rodzaj. Używa rewelacyjnych preparatów do układania pięknych loków. Rozsądne ceny. Tylko dla wybranej klienteli.

Przeszłam do wiadomości.

Antoine Lindsay zmarł, kiedy sąsiad uderzył go w głowę kawałkiem drewna. Opinia koronera: umyślne morderstwo.

Młoda Angielka, Maria Nash, dopiero co przybyła do Montrealu, padła ofiarą porwania i zdrady. Oszalała i zmarła w szpitalu Emigrant.

Kiedy Bridget Clocone urodziła syna w szpitalu dla kobiet, doktorzy odkryli, że ta czterdziestoletnia wdowa jakiś czas wcześniej urodziła dziecko. Policja przeszukała dom jej pracodawcy i znalazła ciało noworodka płci męskiej schowane pod ubraniami w skrzynce. Noworodek wykazywał “…oznaki znęcania się spowodowane ściskaniem szyi palcami”. Opinia koronera: umyślne morderstwo.

Jezu. Czy nic się na tym świecie nie zmienia?

Zmieniłam stronę i przejrzałam listę statków, które wyszły z portu, oraz listę pasażerów płynących z Montrealu do Liverpoolu. Nuda.

Opłaty za rejs parowcem. Przejazdy dyliżansem do Ontario. Zawiadomienia o przeprowadzkach. Niezbyt wiele osób przeprowadziło się w tamtym tygodniu.

Wreszcie znalazłam. Urodzenia, Małżeństwa, Zgony. Na siedemnastej stronie. Pani David Mackay, syn. Pani Marie-Claire Bisset, córka. Ani słowa o Eugenie Nicolet i jej dziecku.

Znałam już miejsce zawiadomień o urodzeniach w każdej gazecie i przewinęłam kilka tygodni, zatrzymując się tylko w tym miejscu. Nadal nic.

Sprawdziłam każdą gazetę na rolce. Aż do końca tysiąc osiemset czterdziestego szóstego nie było zawiadomienia o narodzinach Elisabeth.

Przewertowałam i

O dziesiątej nie widziałam na oczy i bolały mnie barki i plecy. Oparłam się, przeciągnęłam i potarłam skronie. I co teraz?

Po drugiej stronie pomieszczenia ktoś z szumem przewijał film na początek. Dobry pomysł. Jak każdy i

Wzięłam pudełka i założyłam film. Kwiecień, tysiąc osiemset czterdzieści pięć. Te same reklamy. Te same informacje o przeprowadzkach. Znowu listy pasażerów. Gazety angielskie. Gazety francuskie.

Kiedy doszłam do La Presse, mój wzrok stracił ostrość. Spojrzałam na zegarek. Jedenasta trzydzieści. Jeszcze dwadzieścia minut.

Oparłam podbródek na dłoni zwiniętej w pięść z łokciem na stole i przewinęłam film na początek. Kiedy się zatrzymał, był marzec. Ręcznie przewijałam do przodu, zatrzymując się co chwilę i przeglądając stronę na ekranie, i w pewnym momencie dostrzegłam nazwisko Belanger.

Wyprostowałam się i zwiększyłam ostrość obrazu. Króciutka informacja. Eugenie Belanger wybierała się do Paryża. Wybitna śpiewaczka i żona Alaina Nicolet będzie podróżować w towarzystwie dwunastu osób i powróci po sezonie. Jeszcze tylko kilka słów o tym, jak wszystkim będzie jej brak, i koniec.

A więc Eugenie wyjechała. Kiedy wróciła? Gdzie była w kwietniu? Czy Alain pojechał z nią? A może dołączył do niej na miejscu? Rzut oka na zegarek. Cholera.

Sprawdziłam, co mam w portfelu, wyciągnęłam wszystkie drobne i wydrukowałam tyle stron, na ile mi wystarczyło monet Przewinęłam film i oddałam wszystkie, a potem biegiem do Birks Hall.

Drzwi do gabinetu Jea

Wracając do domu wciąż myślałam o przeszłości. Starałam się wyobrazić sobie, jak sto lat temu wyglądały wielkie domy, które mijałam. Co widzieli ich mieszkańcy, kiedy wyglądali przez okna wychodzące na Sherbrooke? Na pewno nie Musee des Beaux-Arts albo Ritz-Cariton. Na pewno nie najnowsze kolekcje Raipha Laurena, Giorgio Armaniego czy atelier Versace.

Ciekawe, czy spodobałoby im się takie modne sąsiedztwo. Na pewno lepiej jest mieć w sąsiedztwie butiki niż szpital zakaźny, który w końcu otwarto w budynku tuż za nimi.

W domu sprawdziłam wiadomości na sekretarce, bojąc się, że Harry dzwoniła i mnie nie zastała. Nic. Zrobiłam sobie kanapkę i pojechałam do laboratorium, aby podpisać raporty. Wychodząc stamtąd zostawiłam na biurku LaManche'a kartkę z datą mojego powrotu. Jak zwykle większą część kwietnia spędzałam w Charlotte, ale zawsze gotowa byłam przyjechać w przypadku obowiązku stawienia się w sądzie albo w i

W domu spędziłam godzinę pakując się i porządkując materiały do pracy. Zawsze mam dużo bagażu, ale nie przez ciuchy. Lata podróżowania między krajami zmusiły mnie do posiadania dwóch kompletów ubrań. Mam największą na świecie walizę na kółkach i zawsze wrzucam do niej książki, teczki, czasopisma, rękopisy, notatki do wykładów i wszystko to, nad czym pracuję. Tym razem było jeszcze kilka kilogramów kserokopii.

O trzeciej trzydzieści zamówiłam taksówkę na lotnisko. Harry nie zadzwoniła.

Mieszkam w najbardziej niezwykłym apartamencie w Charlotte. Moje mieszkanie zajmuje najmniejszą część kompleksu zwanego Sharon Hali, rozciągającego się na obszarze dwóch i pół akra w Myers Park. Nie wiadomo, jakie było pierwotne przeznaczenie budynku, ale obecnie mieszkańcy nazywają go Coach House A

Główny budynek Sharon Hall wybudowany został w tysiąc dziewięćset trzynastym roku jako dom mieszkalny dla miejscowego magnata handlu drewnem. Po śmierci jego żony w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym czwartym, georgiański w stylu dom o powierzchni blisko siedmiuset metrów kwadratowych podarowano Queens College. Najpierw znajdował się tam wydział muzyki, a w połowie lat osiemdziesiątych posiadłość została sprzedana i rezydencję z wozownią przerobiono na mieszkania. Dobudowano skrzydła i aneksy z dziesięcioma dodatkowymi domami, zachowując styl głównego budynku. Stare cegły ze ściany dziedzińca użyto przy budowie nowych budynków, a styl okien, gzymsów i podłóg z twardego drewna zbliżono do stylu z tysiąc osiemset trzynastego.

Na początku lat sześćdziesiątych przy A

Jedynym dźwiękiem było wolne, rytmiczne tykanie mojego zegara. To znaczy, że był tu Pete. To on nakręcił zegar. Zawołałam Birdiego, ale się nie pojawił. Powiesiłam kurtkę w szafie w holu i wtaszczyłam walizę po wąskich schodkach do sypialni.

– Bird?

Żadnego miau, zza rogu nie wysunęła się biała mordka.

W kuchni na dole znalazłam leżącą na stole wiadomość. Birdie był nadal u Pete'a, który w środę jechał na dzień lub dwa do Denver i chciał, bym odebrała kota najpóźniej jutro. Światełko sekretarki migało jak zwariowane.