Страница 17 из 84
– Siostra Julie
– Warto by przejrzeć czasopisma, na przykład Raport Kanadyjskiego Stowarzyszenia Historycznego, Doroczny Przegląd Kanadyjski, Raport Archiwów Kanadyjskich, Kanadyjski Przegląd Historyczny, Transakcje Literackiego i Historycznego Stowarzyszenia Quebecu, Raport Archiwów Prowincji Quebec, albo Transakcje Królewskiego Stowarzyszenia Kanady. – Zabrzmiała jak z taśmy. – I oczywiście istnieją setki książek. Ja sama wiem niewiele o tym okresie historycznym.
Wyraz mojej twarzy musiał odzwierciedlać moje myśli.
– Proszę się nie zniechęcać. Trzeba tylko znaleźć trochę czasu.
Nigdy nie znalazłabym tyle czasu, by przebrnąć przez taki materiał. Spróbowałam z i
– Czy wie pani coś o okolicznościach towarzyszących narodzinom Elisabeth?
– Niewiele. Jak już mówiłam, nie zajmowałam się tymi czasami. Wiem kim ona jest, oczywiście, i wiem o jej pracy w czasie epidemii ospy w tysiąc osiemset osiemdziesiątym piątym. – Przerwała na moment, by jeszcze stara
– W Quebecu?
– Nie tylko. – Wróciła do rodziny Nicolet. – Rodzina w swoich czasach była dobrze znana, więc może zainteresowałaby się pani historiami ze starych gazet. Wychodziły wtedy cztery anglojęzyczne dzie
– Znajdę je w bibliotece?
– Tak. I, oczywiście, była prasa francuska, La Minerye, Le Monde, La Patrie, L'Etendard i La Presse. Gazety francuskie były nieco mniej popularne i jakby cieńsze niż angielskie, ale na pewno we wszystkich zamieszczano obwieszczenia o narodzinach.
Nie pomyślałam wcześniej o zapiskach prasowych. To wydawało się łatwiejsze.
Wyjaśniła mi, gdzie znajdę mikrofilmy z gazetami, i obiecała sporządzić dla mnie listę źródeł. Przez chwilę rozmawiałyśmy o i
Wstałyśmy równocześnie. Podziękowałam jej, założyłam kurtkę i szalik. Byłam już w drzwiach, kiedy zatrzymała mnie pytaniem.
– Czy należy pani do jakiegoś kościoła, doktor Bre
– W dzieciństwie należałam do kościoła rzymskokatolickiego, ale obecnie nie należę do żadnego.
Niesamowite oczy spojrzały w moje.
– Czy wierzy pani w Boga?
– Doktor Jea
Kiedy rozstałam się z doktor Jea
Kiedy wyszłam, już się ściemniało. Padał śnieg, zmuszając przechodniów do chodzenia po ulicy albo ostrożnego stąpania po wąskich wydeptanych szlakach na chodniku, w obawie przed głębokim śniegiem. Ruszyłam za parą, dziewczyna szła na przedzie, chłopak za nią, jego ręce spoczywały na jej ramionach. Paski przy ich chlebakach kołysały się w przód i w tył wraz z balansem bioder, kiedy starali się nie wyjść poza wąski przesmyk chodnika wolny od śniegu. Czasami dziewczyna zatrzymywała się, by językiem schwytać płatek śniegu.
Po zmroku spadla temperatura i kiedy doszłam do samochodu, przednią szybę pokrywał lód. Znalazłam skrobaczkę i walcząc z lodową powłoką przeklinałam mój instynkt wędrowca. Gdybym miała choć odrobinę zdrowego rozsądku, byłabym teraz na plaży.
Jadąc do domu przywołałam scenę z gabinetu Jea
Myślałam też o Jea
W domu czekały na mnie dwie wiadomości. Pierwsza nieco mnie zaniepokoiła. Harry zapisała się na swój kurs i właśnie stawała się guru nowoczesnego zdrowia psychicznego.
Druga wiadomość przejęła mnie zimnym dreszczem. Słuchałam, obserwując śnieg zbierający się pod płotem mojego ogrodu. Nowe białe płatki spadały na te już leżące, szare, jak nowo narodzona niewi
– Bre
7
Nie tylko Ryan czul odrazę. Widziałam już dzieci maltretowane i zagłodzone na śmierć. Widziałam dzieci pobite, zgwałcone, uduszone, zadręczane, ale nigdy czegoś takiego jak to, co zrobiono dzieciom w St-Jovite.
Do i
Chociaż dzień pracy zwykle zaczyna się o ósmej trzydzieści, duży pokój do autopsji pełen był ludzi. Był tam Bertrand, kilku i
Oględziny zewnętrzne nadal trwały i na biurku koronera leżały zdjęcia polaroidowe. Ciało zabrano na prześwietlenie, a LaManche coś notował, kiedy weszłam. Przerwał i podniósł wzrok.
– Temperance, cieszę się, że cię widzę. Może będziemy potrzebowali pomocy przy ustalaniu wieku dzieci.
Skinęłam głową.
– I może będzie niezwykłe… – szukał odpowiedniego słowa, napięcie malowało się na jego długiej twarzy basseta -…narzędzie.
Znowu skinęłam i poszłam się przebrać w strój chirurga. Ryan uśmiechnął się i zasalutował, kiedy mijałam go na korytarzu. Oczy miał załzawione, a nos i policzki czerwone, jakby długo szedł na mrozie.
W szatni przygotowałam się na to, co miało nadejść. Dwoje zamordowanych dzieci było samo w sobie horrorem. Co miał na myśli LaManche mówiąc o niezwykłym narzędziu?
Bardzo przeżywam sprawy, w których pojawiają się dzieci. Kiedy moja córka była mała, po każdym morderstwie dziecka miałam ochotę przywiązać ją do siebie i zawsze mieć na oku.
Teraz Katy jest dorosła, ale nadal boję się widoku zmarłych dzieci. Ze wszystkich ofiar one są najbardziej bezbro