Страница 59 из 59
Jessica nie oddzwoniła.
O swoim ostatnim spotkaniu z Mabel Edwards Myron powiedział tylko jednej osobie.
Epilog
15 września
Dwa tygodnie później
Cmentarz sąsiadował z podwórzem szkoły.
Nie ma nic cięższego od żalu. Żal jest straszliwą otchłanią w najczarniejszym oceanie, bezde
Myron spędzał tu teraz dużo czasu. Za plecami usłyszał kroki. Zamknął oczy. Tak jak oczekiwał, kroki się zbliżyły. Nie odwrócił się, gdy ucichły.
– Zabiłeś ją – powiedział.
– Tak.
– Ulżyło ci?
– Rzecz w tym, Myron, czy ulżyło tobie – odparł Arthur Bradford, pieszcząc jego kark głosem jak zimna, bezkrwista ręka.
Myron nie wiedział.
– Jeżeli to cośkolwiek dla ciebie znaczy, wiedz, że Mabel Edwards konała bardzo powoli.
Nie znaczyło nic. Mabel Edwards miała rację: nie należał do tych, którzy strzelają do kobiet z zimną krwią. Był gorszy.
– Postanowiłem też wycofać się z wyborów na gubernatora. Spróbuję przypomnieć sobie, jak się czułem, kiedy byłem z Anitą. Zmienię się.
Myron wiedział, że się nie zmieni, ale było mu to obojętne.
Arthur Bradford odszedł. Myron wpatrywał się w kopczyk ziemi jeszcze jakiś czas. Potem położył się przy nim, rozmyślając, że istoty tak wspaniałej i tryskającej życiem nie ma już na świecie. Zaczekał na ostatni szkolny dzwonek, a potem patrzył na dzieci, wysypujące się ze szkoły niczym pszczoły z ula. Ich gwar nie przyniósł mu ulgi.
Błękit zasnuły chmury i zaczęło padać. Myron niemal się uśmiechnął. Deszcz. Pasował do jego nastroju znacznie lepiej niż czyste niebo. Zamknął oczy i pozwolił kroplom, by na niego spadały – rosiły płatki złamanej róży.
W końcu wstał i zaczął schodzić ze wzgórza do samochodu. Stojąca tam Jessica majaczyła przed nim jak przezroczyste widmo. Nie widzieli się i nie rozmawiali od dwóch tygodni. Piękną twarz miała mokrą od deszczu albo łez.
Zatrzymał się jak wryty i spojrzał na nią. Coś roztrzaskało się w nim jak upuszczona szklanka.
– Nie chcę cię zranić – powiedział.
Skinęła głową.
– Wiem.
Odszedł od niej. Przyglądała mu się w milczeniu. Wsiadł do samochodu i przekręcił kluczyk. Stała nieruchomo. Ruszył, patrząc we wsteczne lusterko. Przezroczyste widmo malało, malało… i nie chciało zniknąć.