Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 1 из 59

Harlan Coben

Jeden fałszywy ruch

One False Move

Z angielskiego przełożył: Andrzej Grabowski

Pamięci moich Rodziców,

Corky i Carla Cobenów,

oraz na cześć ich wnuków,

Charlotte, Aleksandra, Benjamina i Gabrielle

Podziękowania

Tą książkę napisałem samodzielnie. Nikt mi w tym nie pomógł. Jeśli jednak znalazły się w niej jakieś błędy, to – nawiązując do głęboko zakorzenionej amerykańskiej tradycji zrzucania winy na i

Prolog

15 września

Cmentarz sąsiadował z podwórzem szkoły.

Myron trącił czubkiem rockporta piach. Płyty jeszcze nie było, tylko metalowy pręt i przywiązana do niego zwykła kartotekowa karta z imieniem i nazwiskiem. Pokręcił głową. Stał tu niczym sztampowa postać z kiepskiego serialu telewizyjnego. Scena ta powi

Na taką scenę nie było jednak szans. Słońce świeciło jak w dniu stworzenia, niebo lśniło, jakby świeżo wyszło spod pędzla malarza, Win siedział w swoim biurze, a on sam nie płakał.

Co więc tutaj robił?

Czekał na mordercę. Był pewien, że wkrótce się zjawi.

Szukając sensu w cmentarnym krajobrazie, dostrzegał w nim samą sztampę. Od pogrzebu minęły dwa tygodnie. Spod ziemi zdążyły już wystrzelić pędy chwastów i mleczy. Czekał, aż wewnętrzny głos palnie wyświechtaną mówkę, że chwasty i mlecze są oznaką wiecznie odradzającego się życia, ale tym razem ów głos litościwie milczał. Myron z chęcią dopatrzyłby się ironii w tym, że na tchnące niewi

„Wystarczy tego abstrakcyjnego młócenia słomy” – pomyślał.

Poniekąd zdawał sobie sprawę, że ów wewnętrzny dialog służy odwróceniu uwagi, że jest filozoficznym wybiegiem, chroniącym jego kruchy, napięty umysł przed trzaśnięciem jak sucha gałązka. Jakże pragnął się poddać, ugiąć, paść na ziemię, drzeć ją gołymi rękami, prosić o przebaczenie i błagać najwyższą moc, żeby dała mu jeszcze jedną szansę!

Ale o tym również nie mogło być mowy.

Za plecami usłyszał kroki. Zamknął oczy. Tak jak oczekiwał, kroki się zbliżyły. Nie odwrócił się, gdy ucichły.

– Zabiłeś ją – powiedział.

– Tak.

W brzuchu stajała mu bryła lodu.

– Ulżyło ci? – spytał.

– Rzecz w tym, Myron, czy ulżyło tobie – odparł zabójca, pieszcząc jego kark głosem jak zimna, bezkrwista ręka.

1

30 sierpnia

– Nie jestem niańką. Jestem menedżerem – wybąkał Myron, garbiąc się w ramionach.

– Naśladujesz Belę Lugosiego? – spytał z bolesnym grymasem Norm Zuckerman.

Człowieka słonia.

– Aj, nieładnie. Kto mówi o niańczeniu? Czy ja powiedziałem „niańka”, czy ja powiedziałem „niańczenie”? Czy ja powiedziałem „mamka”, „piastunka”, „opiekunka do dziecka” albo choćby, na ten przykład, „dziecko”…

Myron podniósł rękę.

– Zrozumiałem, Norm.

Siedzieli pod koszem w Madison Sąuare Garden na drewnianych krzesłach o płócie

– Musisz mi pomóc. Tej młodej kobiecie może coś grozić – rzekł Norm.

Dobijający siedemdziesiątki Zuckerman, dyrektor naczelny Zoomu, wielkiego koncernu odzieży sportowej, miał więcej pieniędzy niż Donald Trump, ale wyglądał jak bitnik, któremu odbiło na haju. Fala retro wzbiera, wyjaśnił wcześniej. Zabrał się z nią, odziewając się w psychodeliczne poncho, wojskowe spodnie polowe, paciorki i kolczyki z pacyfami. Obłęd, bracie! W jego szpakowatej zmierzwionej brodzie mogłyby się zalęgnąć larwy, a na głowie miał świeży ondul jak statysta z filmowego obciachu Godspell.

– Che Guevara żyje i nosi trwałą!

– Ty nie mnie potrzebujesz. Ty potrzebujesz ochroniarza – odparł Myron.

Norm zbył to machnięciem ręki.

– Odpada.

– Dlaczego?

– Ona na to nie pójdzie, Myron. Co wiesz o Brendzie Slaughter?

– Nie za dużo.

– Co znaczy, nie za dużo? – zdziwił się Norm.

– Którego z tych słów nie rozumiesz?

– Daj spokój, Myron, byłeś koszykarzem.

– I co?

– To, że Brenda Slaughter jest zapewne najlepszą koszykarką wszech czasów. Pionierką w swojej dyscyplinie, a do tego, co się będę szczypał, wabikiem mojej nowej ligi.

– To wiem.

– No, to wiedz również, że się o nią martwię. Gdyby coś jej się stało, całą ligę ZKZ, Związku Koszykarek Zawodowych, w którą sporo włożyłem, przyjdzie spuścić z wodą.

– Jeśli ze względów humanitarnych, to proszę bardzo.

– Owszem, jestem chciwą świnią kapitalistyczną. Ale ty, przyjacielu, jesteś menedżerem sportowym. Należysz do gatunku najbardziej pazernych, podłych, odrażających kreatur kapitalistycznych, jakie nosi ziemia.

Myron skrzywił się.

– Podlizuj mi się dalej – wtrącił. – Poskutkuje.

– Daj dokończyć. Owszem, jesteś menedżerem. Ale świetnym. Właściwie najlepszym. Ty i ta hiszpańska siksa dbacie o swoich klientów, że lepiej nie można. Bardziej, niż na to zasługują. Każda pertraktacja z tobą to istny gwałt. Bóg świadkiem, jesteś nie do pobicia. Wpadasz do mojego biura, zdzierasz ze mnie ubranie i wyprawiasz ze mną, co chcesz.

– Litości!

Myron zrobił minę.

– A poza tym znam twoją tajemnicę. Wiem, że pracowałeś dla FBI.

– Też mi tajemnica.

Myron wciąż się łudził, że wreszcie uda mu się spotkać powyżej równika kogoś, kto o tym nie słyszał.