Страница 61 из 62
Znowu kiwnęła głową.
– On kocha tę dziewczynę. Tworzą z Wandą ładną parę.
– Wszystko szło dobrze, dopóki Valerie nie spotkała Duane’a w moim biurze – ciągnął Myron. – Bez ciemnych okularów. Zobaczyła go z bliska, a jak już powiedziałem, nie zapominasz twarzy człowieka, którego uważasz za mordercę narzeczonego. Rozpoznała go. Ukradła kartkę z mojego notatnika i zadzwoniła do niego. Co było potem, Dea
– Pominęliśmy kilka szczegółów – powiedziała Dea
Myron przytaknął.
– Curtis nie wiedział, że zamierzam zabić Errola – powiedziała. – Kazałam mu zejść do piwnicy. Był tam właz do nieczy
– Czy Curtis dowiedział się prawdy?
– Domyślił się później. Jednak z początku o niczym nie wiedział. Nie miał z tym nic wspólnego.
– A Valerie? Chciała go wydać?
– Tak.
Ich spojrzenia spotkały się.
– Dlatego ją zabiłaś – rzekł Myron.
Dea
– Nie chciała mnie słuchać – odrzekła cicho. – Duane powiedział mi, że dzwoniła do niego. Usiłował jej wmówić, że się pomyliła, ale ona nie dała się przekonać. Tak więc spotkałam się z nią w hotelu. Ja również próbowałam jej to wyperswadować. Przekonywałam, że on nie zrobił nic złego, ale ona w kółko powtarzała bzdury o tym, że niczego nie będzie już zatajać, że za długo próbowała ukrywać różne sprawki, które w końcu muszą wyjść na jaw. – Dea
Siedziała nieruchomo. Po chwili zdjęła ręce ze stołu i złożyła je na podołku.
– Nie miałam i
Myron milczał.
– Zrobiłam to, co musiałam zrobić – powiedziała po chwili. – Jej życie albo życie mojego syna.
– I po raz drugi wybrała pani życie syna.
– Tak. A jeśli mnie pan wyda, wszystko to okaże się daremne. Prawda wyjdzie na jaw i zabiją mojego syna. Wie pan, że to zrobią.
– Ochronię go – obiecał Myron. – To mój obowiązek.
Na podjeździe zapiszczały opony. Myron wstał i wyjrzał przez okno. To był Duane. Zaparkował samochód i wysiadł.
– Niech go pan zatrzyma – powiedziała Dea
– Słucham?
Podbiegła do drzwi i zamknęła je na zasuwę.
– Nie chcę, żeby to widział.
– Co takiego?
Jednak Myron już wiedział. Odwróciła się do niego. W ręku trzymała rewolwer.
– Już dwukrotnie zabiłam, żeby go uratować. Dlaczego nie miałabym zrobić tego po raz trzeci?
Myron gorączkowo szukał jakiejś osłony, lecz już po raz drugi w ciągu tych kilku ostatnich dni okazał brak rozwagi. Nie miał gdzie się schować. Dea
– Moja śmierć nie rozwiąże problemu – powiedział.
– Wiem – odparła.
Duane zaczął walić pięścią w drzwi i zawołał:
– Otwieraj! Nic mu nie mów!
Znów załomotał.
Dea
– Nie mów nikomu, Myronie. Przecież nikt nie musi się o tym dowiedzieć. Wszyscy wi
Przyłożyła lufę do swojej skroni.
– Nie rób tego! – wyszeptał Myron.
Duane krzyknął zza drzwi:
– Mamo! Otwórz, mamo!
Spojrzała w kierunku drzwi. Myron usiłował doskoczyć do niej, ale nie miał żadnych szans. Nacisnęła spust i złożyła jeszcze jedną ofiarę dla dobra swojego syna.
48
Minęło trochę czasu. Myron z trudem zdołał namówić Duane’a, żeby zostawił matkę i odjechał. Właśnie tego chciała, przypomniał mu. Kiedy obaj odeszli wystarczająco daleko, Myron wykonał anonimowy telefon na posterunek policji w Cherry Hill.
– Wydaje mi się, że słyszałem strzał – powiedział.
Podał adres i rozłączył się.
Spotkali się na parkingu przy New Jersey Tumpike. Duane już nie płakał.
– Ujawnisz to? – zapytał Duane.
– Nie – odparł Myron.
– Nawet matce Valerie?
– Nie mam wobec niej żadnych zobowiązań.
Zapadła cisza. Potem Duane znów zaczął płakać.
– Czy prawda uczyniła cię wolnym, Myronie?
Pozostawił to pytanie bez odpowiedzi.
– Powiedz Wandzie – rzekł po chwili. – Jeśli naprawdę ją kochasz, opowiedz jej o wszystkim. To twoja jedyna szansa.
– Nie możesz nadal być moim agentem.
– Wiem – rzekł Myron.
– Ona nie miała i
– Mogła to zrobić inaczej.
– Jak? Co ty byś zrobił, gdybym był twoim synem?
Myron nie potrafił na to odpowiedzieć. Wiedział jednak, że nie zabiłby Valerie Simpson.
– Będziesz jutro grał?
– Tak – odparł Duane. Wsiadł do samochodu. – I wygram.
Myron wcale w to nie wątpił.
Kiedy wrócił do Nowego Jorku, było już późno. Zostawił samochód na parkingu Ki
Wjechał windą na trzynaste piętro. Nie słyszał zwykłego gwaru krzątających się pracowników Lock-Home Securities. Na całym piętrze było ciemno. Większość komputerów wyłączono i zakryto plastikowymi pokrowcami, ale kilka pozostawiono na chodzie. Ich przedziwne wygaszacze ekranu rzucały migotliwe smugi kolorów na blaty biurek. Myron poszedł w kierunku narożnego gabinetu. Win siedział za biurkiem, czytając książkę napisaną w języku koreańskim. Podniósł znad niej głowę i spojrzał na wchodzącego.
– Opowiadaj – zachęcił.
Myron zrobił to. Opowiedział mu wszystko.
– Zabawne – podsumował Win.
– Słucham?
– Zastanawialiśmy się, dlaczego matkę wcale nie obchodzi los jej syna, podczas gdy w rzeczywistości było wprost przeciwnie. Za bardzo ją obchodził.
Myron skinął głową. Milczeli chwilę. Potem Win zapytał:
– Wiesz?
– Tak.
– Jak na to wpadłeś?
– Doktor Abramson – powiedział. – Byłeś z Valerie na tyle blisko, że jej lekarka znała cię z imienia. To dało mi do myślenia.
Win kiwnął głową.
– Zamierzałem ci powiedzieć.
– Nie musiałeś go zabijać – rzekł Myron.
– Czasem mówisz jak dziecko – odparł Win. – Zrobiłem to, co było konieczne.
– Nie musiałeś go zabijać.
– Frank Ache nas by zabił – przypomniał Win. – Zrezygnował z tego tylko dlatego, że Pavel Menansi nie żył, więc nic by na tym nie zyskał. Eliminując Pavela, pozbawiłem go motywu. Mogliśmy walczyć z mafią i w końcu dać się zabić albo pozbyć się kanalii. Poświęcając życie łajdaka, uratowaliśmy nasze.
– Co jeszcze zrobiłeś Frankowi Ache? – zapytał Myron.
– O co ci chodzi?
– Frank nie pojawił się w tym lesie tylko po to, żeby sobie ze mną pogawędzić. Coś go przestraszyło. Nalegał, żebym opowiedział ci o naszym spotkaniu.
– Ach – mruknął Win. – O to chodzi.
Wstał i wziął kij do golfa. Upuścił na podłogę kilka piłeczek.
– Posłałem mu paczuszkę.
– Jaką paczuszkę?
– Z prawym jądrem Aarona. To oraz śmierć Pavela najwyraźniej przekonały go, że dla wszystkich zainteresowanych najlepiej będzie poniechać wszelkich dalszych działań.
Myron pokręcił głową.
– Czy jest jakaś różnica między tobą a Dea
– Tylko jedna – odparł Win. Przymierzył się i wybił piłeczkę. – Nie winię jej za to, co zrobiła tamtej nocy, kiedy zginął Alexander Cross. To było praktyczne rozwiązanie. Miało sens. Nie ufała wymiarowi sprawiedliwości. Nie ufała senatorowi USA. W obu przypadkach niewątpliwie miała rację. I kogo poświęciła? Siostrzeńca nicponia, który zapewne i tak spędziłby resztę życia za kratkami. Na jej miejscu postąpiłbym tak samo.