Страница 60 из 62
Dea
– Widzi pani, od początku nie kupowałem tej wersji o włamaniu – powiedział Myron. – Nazwała pani swojego syna złodziejem, Dea
Dea
– To stało się na ziemnym korcie. W tym czasie oglądał w telewizji turniej w Wimbledonie. Chciał zagrać na takim ziemnym korcie, to wszystko.
– Niestety, Alexander Cross wyszedł właśnie ze swoimi kolegami na zewnątrz, żeby ćpać – ciągnął Myron. – Usłyszeli Curtisa i Errola. Nie wiadomo, co stało się potem, ale myślę, że możemy przyjąć wersję senatora Crossa. Alexander, naćpany po uszy, wywołał kłótnię. Może nie podobało mu się to, że dwóch czarnych chłopaków gra na jego korcie. A może naprawdę pomyślał, że chcą obrobić klub. Nieważne. Natomiast ważne jest to, że Errol Swade wyjął nóż i go zabił. Być może w samoobronie, chociaż bardzo w to wątpię.
– Zrobił to odruchowo – powiedziała Dea
Myron skinął głową.
– Potem uciekli, ale w krzakach Curtis wpadł na Valerie Simpson. Szamotali się. Valerie dobrze mu się przyjrzała. Kiedy walczysz z kimś, kto twoim zdaniem zabił ci narzeczonego, nie zapomnisz jego twarzy. Curtis zdołał jej się wyrwać. Razem z Errolem przeskoczyli przez ogrodzenie i pobiegli ulicą. Znaleźli zaparkowany na podjeździe samochód. Errol był kilkakrotnie aresztowany za kradzieże samochodów. Bez trudu włamał się do środka i uruchomił wóz. Właśnie to naprowadziło mnie na trop. Rozmawiałem z policjantem, który miał zastrzelić pani syna. Nazywa się Jimmy Blaine. Powiedział, że zastrzelił kierowcę, a nie pasażera. A przecież Curtis nie mógł prowadzić. To nie miałoby sensu. Kierowcą był doświadczony złodziej samochodów, a nie niewi
Dea
– Kula trafiła Errola w bok. Z pomocą Curtisa zdołał uciec za narożnik budynku i wspiąć się po schodach przeciwpożarowych. Dotarli do waszego mieszkania. Jednak wszędzie słychać było wycie syren. Policja okrążyła teren. Errol i Curtis pewnie wpadli w panikę. To było istne szaleństwo. Powiedzieli pani, co się stało. Pani wiedziała, co to oznacza – śmierć bogatego białego chłopca w ekskluzywnym klubie dla białych. Pani syn był zgubiony. Nawet jeśli był tylko biernym świadkiem, nawet gdyby Errol wziął całą winę na siebie, Curtis był skończony.
– Wiedziałam więcej – wtrąciła Dea
– I wiedziała pani – ciągnął Myron – że Errol był wielokrotnie notowany przez policję. To wszystko była jego wina. Tym razem miał pójść do więzienia na długo. Był skończony i mógł mieć o to pretensje wyłącznie do siebie. Natomiast Curtis był niewi
Dea
– Bo tak naprawdę było – powiedziała z uporem. – Chyba nie może pan zaprzeczyć, prawda? Prawda?
– Nie – przyznał Myron. – Nie mogę. Zapewne zrobiła pani to wszystko jak w transie. Słyszała pani, że policjanci strzelili dwa razy. W ciele Errola tkwiła tylko jedna kula. Co więcej, Curtis nie był notowany. Nie miał kartoteki ze zdjęciem. Ani rysopisem. – Zamilkł. Nie odrywała od niego oczu. – Czyja to była broń, Dea
– Errola.
– Miał ją przy sobie?
Skinęła głową.
– Zatem wzięła pani broń. Przytknęła lufę do policzka Errola i nacisnęła spust.
Ponownie skinęła głową.
– Odstrzeliła mu pani twarz – ciągnął Myron. – To również mnie dziwiło. Dlaczego ktoś strzelił do niego z tak bliska? Dlaczego nie w tył głowy lub w serce? Po prostu nie chciała pani, żeby ktoś zobaczył jego twarz. Chciała pani, żeby nikt nie mógł go poznać. A potem odegrała pani wspaniałą scenę. Trzymając go w ramionach i płacząc, gdy do mieszkania wpadła policja i zbiry senatora. Wszystko okazało się proste. Spytałem patolog, w jaki sposób zidentyfikowali zabitego. Uznała to za zabawne pytanie. Tak jak zwykle, powiedziała. Okazując ciało najbliższemu krewnemu. Pani, Dea
– To nie było takie proste – powiedziała Dea
Wzruszyła ramionami, nie mówiąc oczywistego. Myron kiwnął głową. On też tak uważał. Martwi milczą.
– Tak więc Curtis ukrywał się przez pięć lat? – zapytał.
– Chyba można tak to nazwać – odparła Dea
– To dlatego zaczęła pani ostatnio otrzymywać pieniądze – powiedział Myron. – To nie była zapłata za milczenie. Przesyłał je Duane, kiedy przeszedł na zawodowstwo. To on kupił pani ten dom.
Przytaknęła.
– A kiedy zobaczyłem was tamtej nocy w hotelu, natychmiast doszedłem do wniosku, że jesteście kochankami. Tymczasem to syn przyszedł odwiedzić matkę. Uścisk, którym obdarzył panią, opuszczając pokój, nie był pożegnaniem kochanków, ale matki z synem. W rzeczywistości Duane wcale nie był kobieciarzem. To była tylko zasłona dymna. Wanda miała rację. Nie oszukiwał jej. Kochał ją i jej nie zdradzał. Nie z panią. Nie z Valerie Simpson.