Страница 3 из 82
– Ogień i woda razem robią parę – mówiła LuLing swoim dziwnym brytyjskim akcentem, który przyswoiła sobie w Hongkongu. – Wiesz, jak wygląda. Jak z czajnika. Dotykasz, parzysz się w palec.
Mgła podpełzła pod podpory mostu, pochłaniając reflektory samochodów. Ruth czytała kiedyś, że o tej godzinie dziewięciu na dziesięciu kierowców jest pijanych. A może sama pisała na ten temat dla jakiegoś klienta. Zeszła z podnóżka, lecz zostawiła otwarte okno.
Syreny nadal zawodziły. Brzmiały trochę jak tuby w operze Szostakowicza, komicznie i tragicznie zarazem. Ale czy tragedia w ogóle może być zabawna? A może było tak, że to publiczność reagowała śmiechem, wiedząc, że bohaterowie wchodzą do zapadni albo fałszywych luster?
Wciąż nie czując oznak se
Kartki były zapisane po chińsku, ręką jej matki. Ruth dostała je od LuLing pięć czy sześć lat temu.
– Takie tam stare historie o rodzinie – mówiła matka z niezręczną nonszalancją, która w jej wypadku niezbicie świadczyła, że papiery te są dla niej bardzo ważne. – O moim życiu, od malej dziewczynki. Piszę dla siebie, ale może przeczytasz, zobaczysz, jak dorastałam, przyjechałam do tego kraju.
Ruth słyszała co nieco o życiu matki, ale wzruszyła ją nieśmiałość, z jaką prosiła o przeczytanie wspomnień, nad którymi musiała się ciężko napracować. Na każdej stronie widniały równiutkie kolumny liter, bez żadnych skreśleń, dlatego Ruth domyślała się, że matka przepisała na czysto wszystkie wcześniejsze próby.
Usiłowała już rozszyfrować treść tych zapisków. Matka wtłaczała jej kiedyś do opornej głowy chińską kaligrafię i Ruth nadal umiała rozpoznać niektóre znaki: “rzecz", “ja", “prawda". Jednak aby odcyfrować resztę, musiałaby dopasować ozdobione zakrętasami ideogramy LuLing do standardowych znaków w słowniku chińsko – angielskim. Pierwsze zdanie brzmiało: “Oto rzeczy, które na pewno są prawdziwe". Ruth tłumaczyła je przez godzinę. Postanowiła odczytywać jedno zdanie dzie
– Tajemnica nie znaczy tylko nikomu nie mówić. Są tajemnice, co ranią albo rzucają klątwę, czasem robią na zawsze krzywdę i taka jak dawniej nigdy nie będziesz…
Potem rozgada się na temat kogoś, kto wyjawił tajemnicę, ale nie powie, czego właściwie dotyczył ów sekret, następnie zacznie opowiadać, jak straszną śmiercią zginął ten człowiek, dlaczego tak się stało i jak można było uniknąć tragedii, gdyby to i to nie zdarzyło się tysiąc lat wcześniej. Gdyby Ruth, słuchając tego, zdradziła oznaki zniecierpliwienia, LuLing wpadłaby w gniew i wyrzuciła z siebie, że wszystko jest bez znaczenia, bo i tak niedługo umrze, przypadkiem albo z powodu złej wróżby, albo z własnej woli. Później zapadnie uzdrawiające milczenie, kara, która będzie trwać kilka dni lub miesięcy, dopóki Ruth pierwsza się nie złamie i jej nie przeprosi.
Tak więc Ruth nie zwróciła się z prośbą do matki. Postanowiła natomiast odłożyć wszystko na parę dni i skupić się na tłumaczeniu. Powiedziała o tym matce, a LuLing przestrzegła ją, by za długo nie zwlekała. Później za każdym razem, gdy matka pytała ją, czy już skończyła, Ruth odpowiadała:
– Właśnie miałam skończyć, ale nagle się okazało, że trzeba coś zrobić dla klienta.
Przeszkadzały jej i
– Nie znajdzie czasu dla matki, tyle pracy – skarżyła się LuLing. – Na kino, wizytę u przyjaciółki zawsze czas.
W zeszłym roku matka przestała się dopytywać, co zastanowiło Ruth. Czyżby dała za wygraną? Niemożliwe. Pewnie zapomniała. Kartki zapisane chińskimi znakami spoczęły już na dnie szuflady.
Kiedy znów ujrzały światło dzie
Gdy zbudziła się rano, Art już wstał i w pokoju obok ćwiczył jogę.
– Cześć – powiedziała sama do siebie. – Jest tu kto? – Wrócił jej głos, choć po długim milczeniu brzmiał nieco piskliwie.
Myjąc zęby w łazience, usłyszała przeraźliwy krzyk Dory:
– Chcę to oglądać! Włącz z powrotem! To jest też mój telewizor.
– Ten program jest dla małych dzieci! – odwrzasnęła Fia. – Dla takich maluchów jak ty, tiu, tiu, tiu!
Od rozwodu Arta dziewczynki mieszkały trochę w domu matki i ojczyma w Sausalito, a trochę w edwardiańskim mieszkaniu Arta przy Yallejo Street. Co drugi tydzień wszyscy czworo – Art, Ruth, Sofia i Dory – gnieździli się w pięciu miniaturowych pokoikach, z których jeden był tak ciasny, że udało się tam wepchnąć tylko piętrowe łóżko. W mieszkaniu znajdowała się jedna zaledwie staroświecka i niewygodna łazienka, której Ruth szczerze nie znosiła. Żelazna wa
– Musisz poczekać! – zawołała schrypniętym głosem.
Łomotanie nie ustawało. Ruth zerknęła na sierpniowy rozkład korzystania z łazienki, przybity do drzwi z obu stron. Plan określał precyzyjnie co do kwadransa, czyja kolej przypada na którą godzinę. Ruth zapisała się na sam koniec, a ponieważ reszta domowników zwykle była spóźniona, musiała ponosić wszystkie konsekwencje swojego wyboru. Pod rozkładem dziewczynki dopisały dodatkowe prawa i poprawki oraz listę kar i sankcji za naruszenie harmonogramu, dotyczącego korzystania z umywalki, toalety i prysznica, a także zasadę, według której prawo do prywatności może być zastrzeżone w BARDZO WYJĄTKOWEJ SYTUACJI (co trzykrotnie podkreślono).
Walenie powtórzyło się.