Страница 59 из 151
Bellis podniosła wzrok i zobaczyła jeden z ostatnich aerostatów, który oddalał się w stronę Czasów, spuściwszy kolejną roztrzepotaną chmurę. Podniosła jedną z ulotek szeleszczących jej pod nogami.
„Obywatele Armady! Po długich i stara
Szybko przebiegała wzrokiem tekst, pędząc przez propagandowe wyjaśnienie, aby zatrzymać się na kluczowym słowie, które wyróżniono tłustym drukiem.
„Awank…”
Zawładnęły nią rozmaite sprzeczne uczucia. „To dzięki mnie” pomyślała z perwersyjną dumą. „Ja to uruchomiłam”.
– Wyborna robota – powiedział zamyślony Tinti
Tinti
– Może i ten człowiek jest inżynierem, który pracuje na fuchy – powiedział zanurzony po łokcie w silniku Angevine, macając trójpozycyjny przełącznik z tyłu jej obudowy – ale wykonał wyborną robotę. Niewielu na Armadzie umiałoby przeprowadzić taki remont. Dlaczego to zrobił? – Mogła udzielić tylko ogólnikowej odpowiedzi na to pytanie. – Jest godzien zaufania? – spytał.
Tinti
Czasami, kiedy spotykała się cała ósemka, Angevine przyciskała ucho do ściany, ale docierały do niej tylko pojedyncze słowa i zwroty. To jednak wystarczyło, żeby dowiadywała się fascynujących rzeczy.
Argentarius, okrętowy wariat, którego nikt nigdy nie widywał złorzeczył i wrzeszczał, że się boi. Angevine stopniowo wydedukowała, że za stan jego psychiki odpowiada jakiś zwierz, którego próbowali złowić. Zmobilizowało to jego towarzyszy. Odciskali pieczęć swojej władzy w morskiej toni, grali na nosie tej straszliwej krainie.
Kiedy usłyszała, że rozmawiają o myślistwie, interesował ich najgrubszy zwierz: lewiatan i olbrzymi potwór-bóg Lahamu, potwór piekielny. „Czemu by nie awank?” – pomyślała. „W gruncie rzeczy nic z tego mnie nie zaskoczyło”.
– Jest godzien zaufania? – Tinti
– Tak – odparła Angevine. – To dobry człowiek. Jest wdzięczny za uratowanie go przed zesłaniem do kolonii. Jest zły na Nowe Crobuzon. Poddał się prze-tworzeniu, żeby lepiej nurkować, żeby lepiej pracować w porcie i jest teraz stworzeniem morskim. W mojej ocenie pod względem lojalności nie ustępuje rdze
Wyprostował się i zamknął kocioł Angevine. Wydął usta w zamyśleniu. Na biurku znalazł długi, ręcznie napisany wykaz nazwisk.
– Jak się nazywa?
Usłyszawszy odpowiedź, skinął głową, pochylił się i stara
Rozdział osiemnasty
Na Armadzie potęga plotki i pogłoski była jeszcze większa niż w Nowym Crobuzon, ale miasto dysponowało także bardziej zorganizowanymi środkami masowego przekazu. Byli krzykacze, którzy podawali półoficjalne stanowisko władz swojego okręgu. Publikowano trochę biuletynów informacyjnych i periodyków, na fatalnej jakości wielokrotnie makulaturyzowanym papierze, który wręcz nasiąkał tuszem.
Większość ukazywała się nieregularnie, kiedy autorom i drukarzom zechciało się trochę popracować i kiedy udało się zgromadzić niezbędne środki. W niektórych dominowały sensacje i skandale, ale dla Bellis wszystkie były przygnębiająco zaściankowe. Do najbardziej prowokacyjnych i kontrowersyjnych tematów zaliczała się kwestia, komu przyznać dany kontyngent skonfiskowanych dóbr albo która dzielnica jest odpowiedzialna za dany przewóz. Z drugiej strony, z tych biuletynów przynajmniej potrafiła coś zrozumieć.
W hybrydowej kulturze Armady kwitły wszelkie tradycje dzie
Od czasu do czasu Bellis czytywała „Flagę” albo „Wezwanie Rady”, publikacje z Bud. „Flaga” była chyba najlepszą agencją informacyjną w mieście, natomiast „Wezwanie Rady” miało charakter polityczny i zamieszczało polemiki między zwole
Przy całej swojej tolerancji dla odmie
Z początku robiły to oględnie.
„Przywołanie byłoby triumfem nauki, ale rodzą się pytania” – można było przeczytać na stronie redakcyjnej „Flagi”. „Zwiększenie mocy napędowej z pewnością wyszłoby miastu na dobre, ale jakim kosztem?”.
W miarę szybko obiekcje nabrały większego rozmachu.
Armada wciąż jednak kipiała podnieceniem po niezwykłej deklaracji Niszczukowód, toteż głosy rozwagi czy wręcz sprzeciwu stanowiły mało znaczącą mniejszość. W pubach – nawet w Budach i Pragnieniowicach – nie mówiono o niczym i