Страница 119 из 151
– Bierzcie go – powiedział Doul do tych spośród swoich ludzi, którzy nie odnieśli obrażeń. Podeszli parę kroków, lecz stanęli przestraszeni, gdy zobaczyli, że Brucolac nie ruszył się z miejsca. Interweniował wbrew rozkazom Doula i chociaż być może uratował mu życie, Doul nie raczył mu podziękować ani gniewnie, ani przepraszająco. Patrzył na Brucolaca lodowatym wzrokiem, aż wreszcie wampir skapitulował i cofnął się o kilka kroków. – On jest nasz – szepnął Doul do Brucolaca, unosząc figurkę.
Na całym pokładzie gwardziści umierali w niepojętych mękach. Ich towarzysze podnosili Fe
Mieszkańcy przygranicznych rejonów Pragnieniowic i Tobietwojego zadrżeli, słysząc odgłosy dochodzące z nawiedzanej dzielnicy, i wykonywali odczyniające znaki.
– Nigdy czegoś takiego nie słyszeliśmy – szeptali, kiedy cienki wrzaski rozrywały noc. – To nie jest upiór ani ghul… To jest cos nowego. Po co ono przylazło?
Wiedzieli, że to jest człowiek.
Rozdział czterdziesty
Uther Doul siedział na łóżku w celi Bellis. Pomieszczenie było ascetycznie urządzone, ale wszędzie zalegały rzeczy, które Doul sprowadził z jej mieszkania: zeszyty, trochę ubrań.
Patrzył na nią, kiedy obracała w dłoniach posążek grindylow. Ostrożnie, z ciekawością przebiegała palcami po misternościach rzeźbienia. Patrzyła na powykręcaną twarz figurki, zajrzała jej do ust.
– Niech pani uważa – poradził, kiedy dotknęła paznokciem jednego z zębów.
– Czy to jest… przyczyna tego wszystkiego? – spytała Bellis. Doul skinął głową.
– Nosił ten posążek przy sobie. Za jego pomocą zabił wiele osób. Zakrzywiał nim przestrzeń, wyczyniał taumaturgiczne sztuczki, jakich w życiu nie widziałem. Tak się zapewne dostał do fabryki kompasów. – Bellis przytaknęła. Zrozumiała, o co chodzi: w ten sposób Fe
„Przypuszczalnie” – pomyślała Bellis. Urządzenie, które pomogło namierzyć Armadę. „Miejmy nadzieję, że nie wiezie się na jednym z tych pancerników, które dryfują spalone słońcem i pokancerowane, cuchnące trupami załogi, bo ktoś mógłby to kiedyś znaleźć”. Jeszcze raz uważnie przyjrzała się posążkowi.
– Z tego, co udało nam się wydobyć z Fe
Bellis umiała sobie wyobrazić, jakimi metodami wyciśnięto z Fe
– To się kryje za całą sprawą – powiedziała, a Doul przytaknął ruchem głowy.
– Posążek pozwolił Fe
„To jest przyczyna tego wszystkiego” – pomyślała. „Fe
Za tym wszyscy się uganiali.
Za płetwą czarownika”.
Bellis nie wiedziała, co o tym zdecydowało, ale odniosła wrażenie, z Doul jej przebaczył. Jego agresywne zachowanie wobec niej uległo zmianie. Doul przyszedł do niej, żeby jej pokazać, co wpadło w ręce, żeby z nią porozmawiać tak jak dawniej. Czuła się bardzo niepewnie, nie umiejąc zgłębić jego pobudek.
– Co z tym zrobicie? – spytała.
Uther Doul na powrót zawijał figurkę w mokre płótno. Pokręcił głową.
– Na razie nie mamy czasu porządnie się temu przyjrzeć. Za dużo i
Mówiąc te słowa, Doul odruchowo pogładził rękojeść Miecza Możliwości. Bellis wiedziała już, gdzie zostanie ukryta płetwa czarownika.
– A gdzie jest Fe
– Zajęto się nim – odparł i skinął głową w stronę korytarza. – Jest przetrzymywany.
Zapadła cisza, która się przeciągała.
– Co pan tu robi? – spytała w końcu Bellis. – Od którego momentu mi pan wierzy?
Przyglądała mu się uważnie. Była już zmęczona swoją dezorientacją. „Odkąd znalazłam się w tym zasranym mieście – pomyślała, doznawszy nagłego olśnienia – nerwy mam non stop napięte do granic. Jestem wykończona”.
– Od początku pani wierzyłem – odparł pozbawionym emocji głosem. – Ani przez chwilę nie sądziłem, aby z premedytacją sprowadziła nam pani na kark Nowe Crobuzon, chociaż wiem, zawsze wiedziałem, że nie darzy pani tego miasta miłością. Kiedy przyszła pani do mnie wcześniej, spodziewałem się usłyszeć co i
Powiedział to niemal życzliwie. Gąsienica niepewności znowu ożyła i żłobiła tunele w głowie Bellis.