Страница 118 из 151
Odwrócił się i wbił wzrok w absolutną czerń na końcu korytarza, jakby to był pojedynek na spojrzenia, jakby chciał zastraszyć ciemności, żeby skapitulowały i wydały to, co w sobie ukrywały.
– Silas.
Z cienia wystąpił jakiś mężczyzna.
Silas Fe
Nagle obskoczyli go i
– Brać go żywcem! – krzyknął Doul.
Silas Fe
Silas Fe
Zaroiło się od gwardzistów, którzy wyskakiwali różnymi drzwiami i chwytali go za ubranie. Wypadali z zamkniętych przestrzeni jak szczury, psy, robaki i bogowie raczą wiedzieć co, łapali go i wymachiwali klingami. Byli szybcy, wybrano ich ze względu na ich sprawność i odwagę. Plaga, zaraza. Inwazja osaczała go, zaciskała się wokół niego, dybała na niego.
„Na jebiącego Jabbera, okrążyli mnie” – pomyślał Fe
Funkcjonariusze z Niszczukowód łapali go, za co się dało. „Nie zadzierajcie ze mną, skurwysyny” – pomyślał i poczuł przypływ mocy. „Potrafię nie tylko uciekać”. Odwrócił się, warczał, pluł, pryskał i rzygał na napastników, wyrzucając z siebie zabójczy koagulat, który zgromadził się w nim podczas pocałunku z posążkiem. Mężczyzna trzepotał językiem i tryskał smarkowatymi pociskami tej mazi w otaczające go twarze.
Tam, gdzie trafił, plwocina wyżerała normalną przestrzeń jak kwas wielowymiarowy. Gwardziści wrzeszczeli ze strasznego, nieznanego im bólu, kiedy ich oczy, kości i tkanki zapadały się w sobie i znikały z wymiaru cielesności, rozpuszczały się, rozpraszały, odlatywały w niemożliwych kierunkach. Mężczyźni leżeli ra
Napastnicy wili się i wrzeszczeli, dopóki mieli jeszcze usta.
Fe
Uther Doul zdążał za nim z taką zaciekłością i wytrwałością, że chociaż był uwięziony w konwencjonalnej przestrzeni, siedział Fe
Doul był nieustępliwy.
Fe
„Pierdolę was wszystkich” – pomyślał z nienawiścią. Cały strach uszedł z niego. Fe
Z klapy w dole wyskoczył oddział zawziętych gwardzistów, którzy w fachowym tempie rozlali się po pokładzie. Był z nimi Uther Doul. Spojrzał Fe
– Fe
Silas Fe
– Uther Doul.
Fe
Unieśli broń. Fe
Trafiały napastników w twarze i słychać było rytmiczne wrzaski. Gwardziści rozpierzchli się w panice.
Fe
Doul uskakiwał plwocinie z drogi z brutalną oszczędnością ruchów, patrząc na Fe
– No to weź mnie – szepnął Fe
Gardło mu zachrypło od tej niesamowitej substancji, ale miał poczucie, że potrafi zrobić wszystko, na przykład wypalić dziurę we wszechświecie. Doul cofnął się przed sypiącą iskrami mocy postacią, podskakiwał, poruszał się z lakonicznym gniewem, zgrzytał zębami na głos Fe
Potem, przez światło, ciemności i ciężkość drewna, przez plusk wody – jakby dziesiątki piąstek tłukły o powierzchnię morza – przez oddalone zaledwie o kilka metrów światła Armady, Fe
– Siiiiiiilassssss.
Jak napaść monstrualnego węża.
Ze spazmującym sercem Fe
Ten krzyknął i próbował jeszcze raz pocałować groteskę, ale Brucolac dotarł do niego i wyprostowanymi palcami dźgnął go w szyję.
Uderzenie posłało Fe
Fe
Fe
Podczas upadku Fe
Doul i Brucolac zauważyli te zmiany.
– Co my tu widzimy… – mruknął Uther Doul.
– Czy o to w tym wszystkim chodziło? – syknął Brucolac patrząc na posążek, który trzymał teraz w ręku Doul. Fe