Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 28

Małpa

Wcześniej niż ludzie wygnana z raju,bo oczy miała tak zaraźliwe,że rozglądając się po ogródkunawet anioły grążyła z smutkunieprzewidzianym. Z tego względumusiała, chociaż bez pokornej zgody,założyć tu na ziemi swoje świetne rody.Skoczna, chwytna i baczna, do dziś gracyę maprzez y pisaną, z trzeciorzędu.Czczona w Egipcie dawnym, z orionempcheł w srebrnej od świętości grzywie,słuchała arcymilcząc frasobliwie,czego chcą od niej. Ach, nieumierania.I odchodziła chwiejąc rumianym kuperkiemna znak, że nie poleca ani nie zabrania.W Europie duszę jej odjęto,ale przez nieuwagę zostawiono ręce;i pewien mnich malując świętąprzydał jej dłonie wąziutkie, zwierzęce.Musiała świętałaskę jak orzeszek brać.Ciepłą jak noworodek, drżącą jak staruszekprzywoziły okręty na królewskie dwory.Skowytała wzlatując na złotym łańcuchuw swoim fraczku markizim w papuzie kolory.Kasandra. Z czego tu się śmiać.Jadalna w Chinach, stroi na półmiskuminy pieczone albo gotowane.Ironiczna jak brylant w fałszywej oprawie.Podobno ma subtelny smakjej mózg, któremu czegoś brak,jeżeli prochu nie wymyślił.W bajkach osamotniona i niepewnawypełnia wnętrza luster grymasami,kpi z siebie, czyli daje dobry przykładnam, o których wie wszystko jak uboga krewna,chociaż się sobie nie kłaniamy.

Lekcja

Kto co Król Aleksander kim czym mieczemprzecina kogo co gordyjski węzeł.Nie przyszło to do głowy komu czemu nikomu.Było stu filozofów – żaden nie rozplątał.Nic dziwnego, że teraz kryją się po kątach.Żołdactwo ich za brody łapie,za roztrzęsione, siwe, capie,i bucha gromki kto co śmiech.Dość. Spojrzał król spod pióropusza,na konia wsiada, w drogę rusza.A za nim w trąb trąbieniu, w bębnieniu bębenkówkto co armia złożona z kogo czego z węzełkówna kogo co na bój.

Muzeum

Są talerze, ale nie ma apetytu.Są obrączki, ale nie ma wzajemnościod co najmniej trzystu lat.Jest wachlarz – gdzie rumieńce?Są miecze – gdzie gniew?I lutnia ani brzęknie o szarej godzinie.Z braku wieczności zgromadzonodziesięć tysięcy starych rzeczy.Omszały woźny drzemie słodkozwiesiwszy wąsy nad gablotką.Metale, glina, piórko ptasiecichutko tryumfują w czasie.Chichocze tylko szpilka po śmieszce z Egiptu.Korona przeczekała głowę.Przegrała dłoń do rękawicy.Zwyciężył prawy but nad nogą.Co do mnie, żyję, proszę wierzyć.Mój wyścig z suknią nadal trwa.A jaki ona upór ma!A jak by ona chciała przeżyć!Chwila w TroiMałe dziewczynkichude i bez wiary,że piegi znikną z policzków,nie zwracające niczyjej uwagi,chodzące po powiekach świata,podobne do tatusia albo do mamusi,szczerze tym przerażone,znad talerza,znad książki,sprzed lustraporywane bywają do Troi.W wielkich szatniach okamgnieniaprzeobrażają się w piękne Heleny.Wstępują po królewskich schodachw szumie podziwu i długiego trenu.Czują się lekkie. Wiedzą, żepiękność to wypoczynek,że mowa sensu ust nabiera,a gesty rzeźbią się samew odniechceniu natchnionym.Twarzyczki ichwarte odprawy posłówdumnie sterczą na szyjachgodnych oblężenia.Bruneci z filmów,bracia koleżanek,nauczyciel rysunków,ach, polegną wszyscy.Małe dziewczynkiz wieży uśmiechupatrzą na katastrofę.Małe dziewczynkiręce załamująw upajającym obrzędzie obłudy.Małe dziewczynkina tle spustoszeniaw diademie płonącego miastaz kolczykami lamentu powszechnego w uszach.Blade i bez jednej łzy.Syte widoku. Tryumfalne.Zasmucone tym tylko,że trzeba powrócić.Małe dziewczynkipowracające.