Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 51 из 120

Joh

Joh

– Spodziewam się, że w ten sposób zaoszczędzi mi pan więcej forsy – wyjawił szczerze.

Zdziwił się więc, kiedy kierownik produkcji przyszedł do niego i oznajmił, że trzeba odpalić przedstawicielowi związku zawodowego ni mniej, ni więcej, tylko pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Jest masa problemów dotyczących godzin nadliczbowych i zatrudnienia, więc opłaci się wydać te pięćdziesiąt tysięcy. Joh

– Niech pan przyśle do mnie tego związkowca.

Związkowcem był Billy Goff. Joh

– Zdawało mi się, że sprawy związkowe zostały załatwione przez moich przyjaciół. Mówiono mi, żebym się o to nie martwił. Wcale a wcale.

– Kto panu to mówił? – zapytał Goff.

– Doskonale pan wie, kto – odparł Joh

– Sytuacja się zmieniła – rzekł Goff. – Pański przyjaciel ma kłopoty i jego słowo nie sięga już tak daleko na zachód.

Joh

– Niech pan do mnie przyjdzie za parę dni, dobrze?

Goff uśmiechnął się.

– Jasne, Joh

Jednakże zadzwonienie do Nowego Jorku pomogło. Joh

– Twój ojciec chrzestny będzie wściekły jak diabli, jeżeli dasz temu łobuzowi bodaj dziesięć centów – oświadczył Joh

– Czy mogę pomówić z donem? – zapytał Joh

– Nikt nie może rozmawiać z donem w tej chwili – odrzekł Hagen. – Zanadto źle się czuje. Pogadam z So

Joh

Przez to czekanie zaoszczędził pięćdziesiąt tysięcy dolarów. W dwa dni później znaleziono wieczorem Goffa zastrzelonego w jego domu w Glendale. Nie było więc mowy o kłopotach ze związkiem zawodowym. Joh

W miarę jak upływały tygodnie, Joh

Płyta, którą nagrał z Ninem, ta z piosenkami włoskimi, rozchodziła się znacznie lepiej, niż wszystko, co nagrał ostatnio, ale wiedział, że jest to bardziej sukces Nina niż jego własny. Pogodził się z tym, że już nigdy nie będzie mógł śpiewać zawodowo.

Raz na tydzień jadał kolację z Gi

– Ty, makaroniarzu, nie śpiewałeś tak nigdy w życiu.

A Nino obdarzał go tym dziwnie czarującym uśmiechem, potrząsał głową i potakiwał:

– Nie i nigdy nie będę – głosem pełnym współczucia, tak jakby wiedział, co Joh

W końcu, na tydzień przed rozpoczęciem zdjęć do nowego filmu, nadszedł wieczór wręczenia Oscarów. Joh

– Bracie, nigdy cię nie prosiłem o przysługę, prawda? Więc zrób mi dzisiaj tę łaskę i chodź ze mną. Jesteś jedynym facetem, który będzie mi naprawdę współczuł, jeżeli nie wygram.

Przez chwilę Nino był zaskoczony. Potem odrzekł:

– Jasne, bracie, mogę iść. – Przerwał na chwilę, potem dodał: – Jeżeli nie wygrasz, machnij na to ręką. Urżnij się w trupa, a ja się tobą zaopiekuję. Psiakrew, sam nawet nie będę dziś pił. Dobry ze mnie kumpel?

– Człowieku – odrzekł Joh

Przyszedł wieczór wręczania Oscarów i Nino dotrzymał słowa. Zjawił się u Joh

Cała ceremonia wręczania Nagród Akademii wydała się Ninowi Valenti nudną piłą, dopóki nie oznajmiono, kto uzyskał nagrodę dla najlepszego aktora. Kiedy usłyszał słowa „Joh