Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 22 из 74

– To jakieś wariactwo – powiedział Che

– Boję się zapytać.

– Ktoś go oczernia!

– Oczernia?

– Tak, Harpera Stokesa. Tylko pomyśl: najpierw dostajemy anonimową wiadomość, że Harper popełnia nadużycia finansowe i podobno operuje zdrowych ludzi. Na razie nie znaleźliśmy na to żadnego dowodu, więc kto wie? Potem ktoś dzwoni do Larry’ego Diggera, rzekomo z domu Stokesów, i powiadamia go, że córka Harpera jest dzieckiem mordercy. Harper Stokes jest niesympatyczny i odniósł sukces. Może jakiś podwładny chce się na nim odegrać? Albo jakiś kardiochirurg, który z nim rywalizuje? Uderza go tam, gdzie zaboli najbardziej: w reputację.

– Nie wydaje mi się.

– Dlaczego?

– Ze względu na to, jak Harper zareagował na ra

– Kim jest A

– Prawdopodobnie to A

– A co ona ma z nimi wspólnego?

– Jest z Teksasu.

– Co?

– To wspólny mianownik – wyjaśnił cierpliwie David. – Wszyscy oni są z Teksasu, a wiemy, co się tam stało.

– Wiemy?

– Meagan Stokes, Che

– Ale ta sprawa jest zamknięta. Facet zginął, koniec, kropka.

– Tak ci się wydaje. A oto najnowsze wiadomości: znalazłem parę informacji o Russellu Lee Holmesie i wiesz co? Nigdy go nie skazano za zamordowanie Meagan Stokes.

– Cholera jasna, chyba nie myślisz, że…

– Jeszcze sam nie wiem, co myślę. Za to mam masę pytań o to, co się stało z Meagan Stokes. I o nadawcę tych wiadomości. Chciałbym też wiedzieć, co to znaczy, że każdy dostaje to, na co zasługuje.

– Trochę się oddaliliśmy od przestępstw finansowych, co? Zabawka, strzępek materiału, wiadomości… Chodzi o morderstwo, prawda? Sprzed dwudziestu pięciu lat.

David przyjrzał się małemu. Cały aż promieniał.

– Taa – mruknął ze znacznie mniejszym entuzjazmem. – Może. Znowu naładował broń. Przygotował się do strzału.

– Nie zauważyłeś czegoś dziwnego w tym strzępku?

– Nie. Stary, zaplamiony krwią. Może mieć dwadzieścia pięć lat. W laboratorium nam to powiedzą.

– Sam materiał jest stary, ale nie krew. Wiesz, dałbym głowę, że te plamy miały najwyżej osiem godzin.

– Co? To bez sensu.

David odwrócił się ku niemu; w ostrym jarzeniowym świetle jego rysy wydawały się jeszcze bardziej napięte.

– Lubisz gry?

– Jasne. Baseball, koszykówkę, piłkę nożną…

– Nie, gry strategiczne. Brydż, szachy, takie sprawy.

– Nie. – Mały spojrzał na niego ze zdziwieniem. – Co tu ma do rzeczy brydż?

David odwrócił się do tarczy.

– To jest gra, Che

– Ale po co?

– Tego jeszcze nie wiem. Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że dwadzieścia pięć lat temu wydarzyło się coś, o czym nie wiemy. Coś, w co była wplątana pewna grupa ludzi. Coś, co zostało ukryte. Ale ten anonimowy facet ma dość milczenia, z jakiegoś powodu się wkurzył. Chce, żeby wszyscy dostali to, na co zasługują. I jest gotowy na wiele, żeby do tego doprowadzić.

Che

– Czyli wariat?

– Tego nie wiem.

– Ten ołtarzyk to robota wariata.

– Może. Ale po co wariat miałby dzwonić do nas? Czego jakiś świr chciałby od FBI?

– Posady – mruknął Che

– Nie wiem.

– No to co mamy robić?

David włożył słuchawki i okulary.

– Jutro z samego rana wyciągniemy akta Williama Sheffielda. Interesuje nas zwłaszcza to, co robił w Teksasie. Podobnie jak A

Uniósł pistolet. Przyjął postawę, namierzył tarczę, znajdującą się o dwadzieścia pięć metrów od niego. Ręka lekko mu drżała; dziewięciomilimetrowa beretta była cięższa od dwudziestkidwójki, dzięki której zdobył godność eksperta w czasach, gdy wszystko, czego dotknął, zmieniało się w złoto. W czasach, gdy nie było takiej rzeczy, jakiej nie mógłby zrobić.

Znowu pomyślał o Melanie Stokes. O tym, jak dotknęła jego dłoni.

Pomyślał o Che

Pomyślał o bólu w plecach, narastającym powoli i nieubłaganie. Pomyślał o chorobie, na którą nie ma lekarstwa.

Wystrzelił trzy razy, szybko i pły

– Jasna cholera – powiedział Che

David tylko się odwrócił i zaczął zbierać puste łuski.

10

Jedenasta wieczorem. Kiedy David Riggs zbierał łuski, Melanie błąkała się po dwupiętrowym domu, szukając czegoś, co przywróciłoby jej spokój ducha. Otworzyła wszystkie okna na drugim piętrze i włączyła wentylator, by usunąć lepki zapach gardenii. Sprzątnęła swój pokój, powiesiła ubrania, podlała kwiatki, pozamykała wszystkie szuflady. Wzięła prysznic, nadstawiając pod deszcz kropel napięte mięśnie karku.

Kiedy wyszła z łazienki, była gotowa uwierzyć, że to popołudnie było wytworem jej wyobraźni. Ołtarzyk tylko jej się przyśnił. Wizje były tylko przywidzeniami.

To jej dom, a ona jest ukochaną córką Patricii i Harpera Stokesów. Nic nie zdoła jej skrzywdzić.

Nigdy nie była skło

Ale tego wieczoru zaczęła rozpaczliwie płakać. Łzy rozpuściły wreszcie bolesny, twardy węzeł w żołądku i rozładowały ból w piersi. Oczyściły jej umysł i dały zdolność myślenia. Po raz pierwszy tego dnia zaczęła się zastanawiać.

Przekonała się, że jednak jest przerażona i wstrząśnięta. Nie bała się ołtarzyka ani osoby, która jest zdolna do takich podłych czynów. Bała się konsekwencji. A jeśli naprawdę była córką Russella Lee Holmesa? Skoro ojciec wyrzekł się rodzonego syna tylko z powodu jego seksualnych preferencji, to co, na miłość boską, zrobi adoptowanej córce, która okaże się dzieckiem mordercy?