Страница 34 из 112
– Nie będziemy podejmować takiego ryzyka – oznajmił Simons, w związku z tym Schwebach musiał opracować urządzenie, które dałoby się złożyć z części dostępnych w Teheranie.
Pomysł wysadzenia budynku zarzucono – był zbyt ambitny i mógł pociągnąć za sobą ofiary wśród niewi
Schwebacha cieszyło to wyzwanie. Lubił grzebać się w rozmaitych mechanizmach. Jego hobby stanowił paskudny „Oldsmobile Cutlass”, rocznik 1973, ze zdjętą karoserią, który startował, jak pocisk karabinowy.
Zaczął eksperymentować ze staroświeckim, mechanicznym budzikiem, w którym młoteczek uderzał w dzwonek. Przymocował zapałkę fosforową do młoteczka i kawałek papieru ściernego do dzwonka. Zapałka pocierała o papier ścierny i powodowała zapłon detonatora.
System ten okazał się nieco zawodny: pozostali członkowie grupy kpili i pękali ze śmiechu za każdym razem, gdy zapałka jednak nie zapaliła się.
Ostatecznie Schwebach wybrał ten najstarszy z możliwych mechanizmów czasowych – świecę.
Spalił początkowo świecę, aby ustalić, jak długo to trwa, potem odciął taki jej kawałek, który powinien był spalić się w ciągu piętnastu minut.
Następnie oskrobał główki kilku staroświeckich zapałek fosforowych, sproszkował materiał zapalający i zawinął go w kawałek aluminiowej folii kuche
Świeca, z tym przymocowanym do podstawy prymitywnym, ale niezawodnym detonatorem, została osadzona w szyjce plastikowego bidonu wielkości piersiówki i wypełnionego zgalaretowaną benzyną.
– Zapalamy świecę i odchodzimy spacerkiem – powiedział Schwebach, kiedy zakończył już swą robotę. – Po piętnastu minutach mamy mały śliczny pożarek.
I uwaga wszystkich policjantów, żołnierzy, rewolucjonistów albo przechodniów, a być może i niektórych strażników więzie
Tego dnia wyprowadzili się z Hiltona. Coburn spał w domku nad jeziorem, pozostali zaś uczestnicy akcji zatrzymali się w Airpot Marina, skąd było bliżej do jeziora Grapevine. Wszyscy, oprócz Ralpha Boulware, który uparł się, że będzie jeździł do domu, do rodziny.
Następne cztery dni spędzili na treningach, zakupie wyposażenia i ćwiczeniach strzeleckich, powtarzając elementy planu odbicia więźniów i dalej go doskonaląc.
Strzelby mogli nabyć i w Teheranie, ale jedynym rodzajem amunicji dozwolonym przez szacha był kaczy śrut. Ponieważ Simons doskonale przerabiał amunicję, postanowili przemycić do Iranu własny śrut.
Kłopot z zamianą drobnego śrutu na gruby polegał na tym, że w mniejszą łuskę mieściło się go stosunkowo mniej. Amunicja taka dawała dużą siłę przebicia, ale niewielki rozrzut. Postanowili użyć śrutu nr 2, który przy strzale raził więcej, niż jednego człowieka, a przy tym miał dostateczną siłę przebicia, aby rozbić przednią szybę ścigającego ich samochodu.
W przypadku, gdyby sprawy przybrały naprawdę zły obrót, każdy z członków zespołu miał być uzbrojony w Walthera PPK z kaburą. Merv Stauffer zlecił Bobowi Snyderowi, szefowi służby bezpieczeństwa EDS, a zarazem człowiekowi, który dobrze wiedział, kiedy nie należy zadawać pytań, zakupienie tych Waltherów w sklepie z artykułami sportowymi Raya w Dallas. Do Schwebacha należało wymyślenie sposobu przemytu pistoletów do Iranu.
Stauffer dowiedział się, które z portów lotniczych w Stanach nie przeprowadzają fluoroskopii wysyłanego bagażu. Jednym z nich było lotnisko imienia Ke
Schwebach zakupił dwie walizy Vuittona, głębsze, niż normalne, z wzmocnionymi narożnikami i twardymi bokami. Wraz z Coburnem, Davisem i Jacksonem w stolarni domu Perota w Dallas spróbowali różnych wariantów zamontowania w walizach podwójnego dna.
Schwebach przekonany był, że przy przenoszeniu pistoletów przez irańską kontrolę celną w walizkach z podwójnymi dnami nie napotkają żadnych trudności. „Jeżeli wie się, w jaki sposób pracują celnicy – powiedział – na pewno nie zostanie się zatrzymanym”. Reszta członków grupy nie podzielała jednak tej pewności. W przypadku, gdyby niosącego walizkę zatrzymano i znaleziono pistolety, miał powiedzieć, że walizka nie należy do niego. Wróciłby wtedy do miejsca odbioru bagażu, a tam oczywiście znajdowałaby się identyczna waliza, ale wypełniona osobistymi rzeczami i bez pistoletów.
Kiedy grupa znajdzie się już w Teheranie, mieli porozumieć się telefonicznie z Dallas. Coburn był całkowicie pewien, że Irańczycy podsłuchują rozmowy telefoniczne. Dlatego też opracowano kod, mający zabezpieczyć tajność. Był on dość prosty. GR oznaczało A, GS – B, GT – C i tak dalej, aż do GZ, które oznaczało I. Następnie HA znaczyło J, HB – K, aż do HR, które znaczyło Z. Cyfry od jednego do dziewięciu oznaczone były od IA do II; U oznaczało zero.
Mogli zastosować wprawdzie alfabet wojskowy, w którym A nazywane jest Alfa, B – Bravo, C – Charlie i tak dalej.
Aby zyskać na czasie, kodować miano tylko kluczowe słowa. Zdanie „Jest w EDS” będzie więc brzmiało „Jest w Golf Viktor Hotel Kilo Golf Uniform”. Sporządzono tylko trzy kolejne kopie klucza kodu. Simons dał jedną z nich Mervowi Staufferowi mającemu pełnić rolę skrzynki kontaktowej w Dallas. Dwie pozostałe otrzymali; Jay Coburn i Pat Sculley, którzy – choć nie powiedziano im tego oficjalnie – stali się zastępcami Simonsa. Kod miał zapobiec przypadkowemu przeciekowi spowodowanemu przez rutynowy podsłuch telefoniczny – jednak jako ludzie komputerów, wiedzieli o tym lepiej, niż ktokolwiek i
W celu dodatkowego zabezpieczenia, niektóre popularne słowa były zastępowane przez specjalne grupy kodowe. I tak, Paul był AG, Bill – AH, Ambasada Amerykańska – GC, Teheran zaś AU. Perota nazywano prezesem, pistolety – taśmami, więzienie oznaczało „Centrum Danych”, Kuwejt zaś – „Naftowe Miasto”. Istambuł miał być „Sanatorium”, atak zaś na więzienie – Planem „A”. Wszyscy to musieli zapamiętać. Gdyby kogoś pytano o kod, miał odpowiedzieć, że służy skracaniu wiadomości przesyłanych teleksem. Kodowa nazwa akcji brzmiała „Operacja Hotfoot” – „Na żywo”. Był to pomysł Rona Davisa, skrót tekstu: „Pomóż twym dwóm przyjaciołom w Teheranie „HOTFOOT”. Simons zgodził się na ten kryptonim. „Używano go w wielu akcjach – powiedział – i po raz pierwszy jest użyty we właściwy sposób”.
Atak na więzienie ćwiczyli przynajmniej z setkę razy.
Na terenie otaczającym domek nad jeziorem Grapevine, Schwebach i Davis przybili belkę pomiędzy dwoma drzewami na wysokości dwunastu stóp. Miała zastępować płot więzie
Raz po razie Simons podchodził do „płotu” i dawał znak ręką. Poche podjeżdżał furgonem i zatrzymywał się. Boulware wyskakiwał z tyłu, Davis wdrapywał się na dach i przesadzał ogrodzenie. – Coburn za nim Boulware właził na dach i opuszczał drabinę na „podwórko”. „Paul” i „Bill” – grali ich Schwebach i Sculley, którzy nie musieli próbować swoich ról przy ubezpieczaniu skrzydeł – wchodzili po drabinie i przez płot, za nimi Coburn i na końcu Davis. Wszyscy wskakiwali potem do furgonetki i Poche odjeżdżał pełnym gazem.
Czasami zamieniali się rolami, aby móc dublować się. Ustalili stopień ważności zadań, gdyby któryś z nich odpadł – na skutek zranienia albo z jakiegoś i