Страница 6 из 46
Z drugiej strony basenu, zasłoniętego częściowo ozdobnym balkonem, otwierał się szeroki, rozległy widok na lagunę, na miasto wyłaniające się z porastającej je dżungli i płaskie pasma srebrzystej wody, ciągnące się ku plamie zielem na południowym horyzoncie. Masywne mułowe brzegi wznosiły grzbiety ponad powierzchnię wody, a jasnożółta szczecina, porastająca ich kręgosłupy, wskazywała miejsca zajęte już przez olbrzymie gaje bambusowe.
Z platformy na pokładzie bazy wzbił się helikopter i zbliżył się do nich wysokim łukiem. Pilot zarzucił ogonem maszyny, zmieniając z rykiem silników kierunek lotu, a potem w otwartym luku pojawiło się dwóch ludzi, obserwujących dachy domów przez lornetkę.
Beatrice Dahl leżała wyciągnięta na jednym z leżaków. Smukłe, nasmarowane olejkiem ciało dziewczyny lśniło w cieniach niczym tułów śpiącego pytona. Różowe opuszki palców jednej ręki Beatrice spoczywały delikatnie na wypełnionej lodem szklance, stojącej na stoliku obok, a druga dłoń pa
Pułkownik wsparł się o poręcz i przystanął, z nieskrywanym zachwytem spoglądając w dół na piękne, prężne ciało dziewczyny. Kiedy Beatrice spostrzegła Riggsa, zdjęła okulary, a potem zawiązała luźno zwisające pod pachami ramiączka kostiumu. W jej oczach pojawiły się iskierki.
– No dobra, mówcie, o co chodzi. Nie jestem striptizerką.
Riggs zachichotał i zbiegł na dół po białych metalowych schodkach. Kerans poszedł za nim, cały czas zastanawiając się, w jaki sposób ma przekonać Beatrice, żeby porzuciła swój prywatny azyl i zdecydowała się wyjechać.
– Droga pa
Beatrice obrzuciła go krótkim, pełnym złości spojrzeniem, a potem sięgnęła ręką w tył, żeby podkręcić potencjometr stojącego za jej plecami radia.
– O rany boskie… – Potem wymamrotała pod nosem jakieś już mniej uprzejme przekleństwo i spojrzała z kolei na Keransa. – No a ty, Robercie? Co cię do mnie sprowadza o tak wczesnej porze?
Kerans wzruszył ramionami, uśmiechając się do niej przymilnie.
– Stęskniłem się za tobą.
– Dobry z ciebie chłopiec. Bo już myślałam, że może nasz gauleiter próbował cię nastraszyć swoimi makabrycznymi opowieściami grozy.
– Owszem, prawdę mówiąc, próbował. – Kerans sięgnął po pismo leżące na kolanach Beatrice i zaczął leniwie przerzucać stronice. Trzymał w rękach paryski magazyn “Vogue" sprzed czterdziestu lat. Sądząc po lodowato zimnych kartkach, przechowywany był w jakimś chłodnym miejscu. Kerans odrzucił pismo na podłogę, wyłożoną zielonymi kaflami. – Wygląda na to, Bea, że za parę dni naprawdę wszyscy będziemy musieli stąd wyjechać. Pułkownik i jego ludzie wycofują się z laguny na dobre. Nie możemy zostać tutaj sami, jeśli on wyjedzie.
– “Nie możemy"? – powtórzyła sucho. – Nie wiedziałam, że ty także zastanawiasz się, czyby nie zostać.
Kerans spojrzał mimo woli na Riggsa, który przypatrywał mu się badawczo.
– Wcale się nie zastanawiam – powiedział stanowczo. – Wiesz, o co mi chodzi. Będziemy mieli wiele do zrobienia przez najbliższe czterdzieści osiem godzin. Nie komplikuj nam wyjazdu i nie próbuj wyzywać mnie na nasz ostatni pojedynek na uczucia.
Zanim dziewczyna zdążyła odciąć się Keransowi, Riggs dodał gładko:
– Temperatura wciąż rośnie, pa
Na tę ostatnią uwagę dziewczyna lekko ściągnęła usta z rozdrażnieniem. Kerans zrozumiał, że milcząca dwuznaczność, kryjąca się w pytaniu pułkownika o to, jak Kerans ostatnio śpi, nie była aluzją do jego związku z Beatrice.
Tymczasem Riggs ciągnął dalej:
– Poza tym nie będzie pani łatwo dać sobie radę z ludzkimi sępami, wędrującymi tędy na północ z lagun śródziemnomorskich.
Beatrice odrzuciła z czoła długie czarne włosy.
– Będę zamykać drzwi na klucz, panie pułkowniku.
– Na litość boską, Beatrice, co ty chcesz udowodnić? – warknął zirytowany Kerans. – Dzisiaj zabawa tymi autodestrukcyjnymi impulsami sprawia ci może przyjemność, ale kiedy wyjedziemy, nie będą już takie śmieszne. Pułkownik po prostu usiłuje ci pomóc… A tak naprawdę guzik go obchodzi, czy tu zostaniesz czy nie.
Riggs zaśmiał się krótko.
– No, tego bym nie powiedział. Ale jeżeli przeszkadza pani myśl, że mogę się o nią osobiście troszczyć, to proszę raczej uważać, że spełniam tylko swój obowiązek.
– To ciekawe, panie pułkowniku. Zawsze sądziłam, że naszym obowiązkiem jest pozostać tutaj jak długo się da, nawet za cenę wszelkich możliwych poświęceń. A w każdym razie tak powiedziano mojemu dziadkowi, kiedy Rząd skonfiskował większość jego majątku – tu w oczach Beatrice pojawił się znajomy błysk kąśliwego poczucia humoru. Zauważyła, że Riggs zerka przez ramię w stronę baru. – Co się stało, panie pułkowniku? Rozgląda się pan za egzotycznym służącym? Ja panu nie zrobię drinka, jeżeli o to panu ' chodzi. Czasami wydaje mi się, że obaj przychodzicie tutaj tylko po to, żeby chlać. Riggs wstał.
– W porządku, pa
Kiedy Riggs odszedł, Kerans wyciągnął się na leżaku i patrzył na krążący nad sąsiednią laguną helikopter. Co pewien czas maszyna zniżała gwałtownie lot przy brzegu, a wtedy pęd ciętego śmigłami powietrza trzepał pierzastymi liśćmi paproci i zmuszał iguany do ucieczki po dachach. Beatrice przyniosła z baru drinka i usiadła na leżaku koło Keransa.
– Wolałabym, żebyś nie analizował mojego zachowania w obecności tego człowieka, Robercie. – Podała mu szklankę i wsparła się o jego kolana, opierając podbródek na przegubie dłoni. Zazwyczaj wyglądała zdrowo i krzepko, ale dzisiaj miała zmęczony i smutny wyraz twarzy.
– Przepraszam – powiedział Kerans. – Być może w rzeczywistości analizowałem własne zachowanie. Ultimatum Riggsa trochę mnie zaskoczyło. Nie spodziewałem się, że wyjedziemy tak szybko.
– A więc zamierzasz wyjechać?
Kerans milczał. Sprzężony z radiem automatyczny gramofon zmienił płytę z Symfonią pastoralną Beethovena na płytę z VII Symfonią, a Toscanini ustąpił miejsca Brunonowi Walterowi. Przez cały dzień gramofon bez przerwy odgrywał pełny cykl dziewięciu symfonii. Kerans szukał odpowiedzi, szukał zmiany nastroju, wsłuchując się w uroczysty motyw, otwierający VII Symfonię i nakładający się na jego niezdecydowanie.
– Wydaje mi się, że chcę wyjechać, ale właściwie nie znalazłem jeszcze odpowiedniego po temu powodu. Zaspokojenie potrzeb emocjonalnych to nie wszystko. Muszą istnieć jakieś bardziej przekonywające bodźce. Może te zatopione laguny przypominają mi na przykład o embrionalnym, macicznym okresie mojego życia. Jeżeli tak, to najlepiej będzie wyjechać stąd jak najszybciej. Wszystko, co mówi Riggs, to prawda. Nie ma większych szans, że przeżyjesz tropikalne burze i oprzesz się malarii.