Страница 3 из 46
Kerans potrząsnął głową, nacisnął guzik w ścianie i czekał, aż otworzy się barek, ukryty w atrapie biblioteczki.
– Spróbuj w Hiltonie. Mają tam lepszą obsługę, Odpowiedź była żartobliwa, ale choć Kerans lubił Riggsa, chciał go widywać możliwie jak najrzadziej. Teraz dzieliła ich laguna, a nieusta
Ta pogłębiająca się izolacja i wzajemna rezerwa, którą zdradzali także i
Nalał Riggsowi sporą porcję whisky, a swoją szklankę postawił na biurku i nieśmiało zdjął kilka książek ze stosu pokrywającego odbiornik radiowy.
– Próbowałeś kiedyś tego posłuchać? – zapytał Riggs z żartobliwą nutką nagany w głosie.
– Nie – odpowiedział Kerans. – Po co? Znamy już wszystkie wiadomości z wyprzedzeniem na trzy miliony lat.
– Ty nic nie wiesz. Naprawdę powinieneś od czasu do czasu włączać radio. Dowiedziałbyś się wielu ciekawych rzeczy. – Pułkownik odstawił szklankę i pochylił się do przodu. – Na przykład dziś rano usłyszałbyś, że dokładnie za trzy dni mamy się spakować i wynieść stąd na zawsze. – Kiwał potakująco głową, kiedy Kerans przyglądał mu się z niedowierzaniem. – Wczoraj w nocy dostaliśmy rozkaz z Camp Byrd. Podobno poziom wody wciąż się podnosi. Cała nasza praca poszła na mamę. Zresztą, zawsze uważałem, że tak będzie. Odwołane zostały także zespoły amerykańskie i rosyjskie. Temperatura na równiku dochodzi do stu osiemdziesięciu stopni Fahrenheita i stopniowo rośnie, a pasy deszczów sięgaj ą już dwudziestego równoleżnika. Przybywa też mułu…
Pułkownik urwał, przyglądając się Keransowi.
– Co ci jest? Nie cieszysz się, że wyjeżdżamy?
– Oczywiście, że się cieszę – odpowiedział mechanicznie Kerans. Trzymał w ręku pustą szklankę i chciał ją wstawić do barku, ale mimo to podszedł z roztargnieniem do kominka i zaczął przesuwać palcami po tarczy stojącego na nim zegara. Wydawało się, że czegoś szuka. – Więc mówisz, że wyjeżdżamy za trzy dni?
– Wolałbyś usłyszeć, że za trzy miliony dni? -Riggs wykrzywił twarz w szerokim uśmiechu. – Myślę, że w głębi ducha masz ochotę tu zostać.
Kerans podszedł do baru, ponownie napełnił sobie szklankę i opanował się. Udało mu się przeżyć monotonię i nudę poprzedniego roku tylko dzięki temu, że nauczył się wykraczać poza normalny świat czasu i przestrzeni, dlatego ten nagły powrót na ziemię chwilowo zbił go z tropu. Wiedział jednak, że istnieją po temu jeszcze i
– Nie opowiadaj głupstw – odparł swobodnie. – Po prostu nie przypuszczałem, że będziemy się stąd wycofywać w takim pośpiechu. Ale, oczywiście, cieszę się, że wyjeżdżamy. Choć muszę przyznać, że mi się tu spodobało – potoczył szerokim gestem po pokoju. – Może dlatego, że to miejsce odpowiada mojemu temperamentowi dekadenta. A w Camp Byrd zamieszkam dla odmiany w połówce brudnej puszki po konserwach, gdzie moim jedynym wspomnieniem luksusu będzie piosenka Bouncing with Beethoven, jeśli nadadzą j ą kiedykolwiek w lokalnej audycji radiowej.
Riggs ryknął śmiechem na ten gderliwy przejaw poczucia humoru, a potem wstał i zapiął mundur.
– Jesteś doprawdy dziwakiem, Robercie. Kerans opróżnił szklankę jednym haustem.
– Posłuchaj, pułkowniku, chyba jednak nie będę mógł ci dzisiaj pomóc. Właśnie okazało się, że mam coś pilnego do roboty. – Zauważył, że Riggs powoli kiwa głową. – Ach, już rozumiem. Więc to był twój problem. Mój problem.
– Owszem. Widziałem się z Beatrice wczoraj wieczorem i dzisiaj rano, kiedy ogłoszono tę wiadomość. Musisz j ą przekonać, Robercie. Na razie zdecydowanie odmawia wyjazdu. Jak gdyby nie rozumiała, że tym razem to już koniec, że nie będzie tu więcej zespołów łącznościowych. Być może uda jej się przeżyć jeszcze z pół roku, ale w marcu, kiedy nadejdą deszcze, nie będziemy mogli podesłać tu nawet helikoptera. A poza tym, wtedy nie będzie to już nikogo obchodzić. Powiedziałem jej o tym wszystkim, ale ona odeszła po prostu bez słowa.
Kerans uśmiechnął się ponuro, wyobrażając sobie dobrze mu znane rozkołysane biodra i dumny diod.
– Beatrice bywa czasami dość trudna. – Grał na czas, w nadziei, że nie obraziła Riggsa. Żeby przekonać ją do zmiany zdania, trzeba było prawdopodobnie więcej niż trzech dni i Kerans chciał mieć pewność, że pułkownik będzie na nich czekał. – Ma złożoną osobowość, żyje jak gdyby na wielu poziomach naraz. Jeśli nie udaje się jej zsynchronizować myśli, zachowuje się jak obłąkana.
Wyszli. Kerans zamknął komory powietrzne i włączył alarmy termostatowe, żeby za dwie godziny temperatura powietrza wynosiła przyjemne osiemdziesiąt stopni w skali Fahrenheita. Kiedy schodzili na pływające nabrzeże, Riggs kilka razy przystawał, żeby posmakować chłodnego, złotawego powietrza w którymś z salonów wychodzących na lagunę i posykiwać na węże, sunące miękko po wilgotnych, porośniętych grzybem kanapach. Weszli na pokład kutra i Macready zatrzasnął za nimi drucianą siatkę drzwi.
Pięć minut później ruszyli spod hotelu na drugą stronę laguny. Katamaran ślizgał się i wirował za rufą kutra. Złote fale lśniły we wrzącym powietrzu, a otaczający ich pierścień potężnych roślin zdawał się tańczyć w rozedrganym powietrzu niczym zaklęta dżungla.
Riggs z poważną miną zerkał na zewnątrz przez siatkę.
– Dzięki Bogu, że dostaliśmy ten sygnał z Byrd. Już dawno powi
Pułkownik zdjął czapkę i potarł czoło, a potem spróbował przekrzyczeć narastający ryk dwóch zewnętrznych silników.
– Jeśli Beatrice zostanie tu jeszcze trochę dłużej, naprawdę oszaleje. A to przypomina mi, że jest jeszcze jeden powód, dla którego powi
Zaskoczony, Kerans odwrócił się, żeby obrzucić pułkownika uważnym spojrzeniem i upewnić się, czy w tym pytaniu nie kryje się przypadkiem odległa aluzja do jego związku z Beatrice Dahi. Riggs przypatrywał mu się swymi jasnymi, inteligentnymi oczami, trzymając pałkę w stara
– Bardzo dobrze – odparł ostrożnie Kerans. – Jak nigdy w życiu. A dlaczego pytasz?