Страница 8 из 62
– Nie. Zawsze starałam się trzymać od niej z daleka.
– Pocisk z takiego rewolweru robi z przodu maleńki, okrągły otworek, a z tyłu wyrywa dziurę średnicy dużego ziemniaka. Strzał między oczy oznacza, że w promieniu paru metrów wszystko jest zabryzgane resztkami mózgu ofiary. Głowa tego Ziggy’ego musiała eksplodować niczym jajko w kuchence mikrofalowej.
– Bomba. Cieszę się, że mi to przybliżyłeś ze szczegółami.
Znów odpowiedział szerokim uśmiechem.
– Odniosłem wrażenie, że chcesz znać takie szczegóły. – Z powrotem odchylił się na oparcie krzesła i skrzyżował ręce na piersi. – Zapoznałaś się dokładnie z okolicznościami zabójstwa?
– Jeśli wierzyć artykułom z gazet, których wycinki Morty Beyers dołączył do akt w teczce, wydarzyło się to późnym wieczorem, nieco ponad miesiąc temu, w bloku przy ulicy Shawa. Morelli wracał ze służby i pojechał z wizytą do Carmen Sanchez. Według jego zeznań Carmen chciała z nim porozmawiać w jakiejś sprawie, którą się zajmował. Podobno drzwi otworzył mu właśnie Kulesza i natychmiast sięgnął po broń. Morelli przysięgał, że działał w obronie własnej. Ale sąsiedzi Carmen zeznali co i
– A co z tą Carmen? – zapytał „Leśnik”.
– Nikt jej nie widział tamtego wieczoru. Ostatnia notatka ukazała się w prasie tydzień po zabójstwie i do tego czasu kobieta się nie odnalazła.
Manoso pokiwał głową.
– Coś jeszcze?
– Nie, to wszystko.
– Ten facet, którego Morelli zabił, pracował dla Benito Ramireza. Coś ci mówi to nazwisko?
– Chodzi o tego boksera?
– To nie jest zwykły bokser, ale prawdziwy dynamit ringu w wadze ciężkiej. Najsły
– Nie słyszałeś żadnych plotek na temat powodów, dla których Morelli zabił Kuleszę?
„Leśnik” przekrzywił głowę i popatrzył na mnie z ukosa.
– Nie. Ale musiał mieć jakiś cholernie ważny powód. Morelli zawsze był opanowany, a jeśli gliniarz chce komuś zalać sadła za skórę, znajdzie setki różnych sposobów.
– Jak widać, nawet opanowany gliniarz może popełnić błąd.
– Mylisz się, kochana. Ktoś taki, jak Morelli, nie popełnia błędów.
– Więc co to może oznaczać?
– Że powi
Znowu coś mnie ścisnęło w dołku. Chyba wreszcie dotarło do mnie, że nie będzie to egzotyczna przygoda, która błyskawicznie przyniesie mi spory dochód. Schwytanie Morelliego naprawdę wyglądało na trudne, a już zaciągnięcia go przed sąd w ogóle nie mogłam sobie wyobrazić. To fakt, że za nim nie przepadałam, ale moja niechęć do Joego nie była aż tak wielka, bym z radością myślała o wsadzeniu go na resztę życia za kratki.
– I co, nadal masz zamiar go szukać? – zapytał „Leśnik”.
Nie odpowiedziałam.
– Jeśli nie ty, to zajmie się tym ktoś i
– A ty w niego wierzysz?
– Chroni nas przed anarchią.
– Za Morelliego można zgarnąć duże honorarium. Jeśli jesteś taki dobry, i to dlaczego Vi
– Pewnie miał swoje powody.
– Czy jest coś jeszcze, co powi
– Jeśli faktycznie zależy ci na zdobyciu tego honorarium, musisz najpierw odnaleźć faceta. Krążą plotki, że sąd i policja nie należą do jego największych zmartwień.
– Mam przez to rozumieć, że ktoś wydał na niego wyrok?
„Leśnik” wyciągnął dwa palce, jakby to była lufa rewolweru.
– Bach!
– Można wierzyć tym plotkom?
Wzruszył ramionami.
– Powtarzam tylko to, co słyszałem.
– Robi się coraz bardziej śmierdzące – oznajmiłam cicho.
– Na to też ci nie wolno zwracać uwagi. Masz robić swoje: odnaleźć faceta i postawić go przed sądem.
– Sądzisz, że temu podołam?
– Nie.
Gdyby próbował mnie odwieźć od tej roboty, powiedziałby co i
– Czy mogę zatem liczyć na twoją pomoc?
– Tak długo, dopóki zachowasz to w tajemnicy. Wolałbym, żeby nikt nawet przez sekundę nie posądzał mnie o uczy
Przytaknęłam ruchem głowy.
– Zgoda. Od czego zaczynamy?
– Najpierw przydałoby się zdobyć trochę wyposażenia. Tymczasem będę musiał ci przybliżyć najważniejsze przepisy prawa.
– Mam nadzieję, że to wszystko nie będzie zbyt kosztowne.
– No cóż, za mój czas i wiadomości nie zapłacisz ani grosza, bo mi się spodobałaś. Poza tym zawsze marzyłem o odegraniu roli profesora Higginsa. Ale para kajdanek kosztuje czterdzieści dolarów. Masz kartę kredytową?
Niemal już zapomniałam, jak ona wygląda. Jednemu z sąsiadów odsprzedałam prawie całą swoją biżuterię i nowiutką kanapę z saloniku, żeby uregulować debet z karty kredytowej. Resztę ce
Teraz jednak doszłam do wniosku, że tych drobnych pewnie by nawet nie starczyło na solidne szyny.
– Mam odłożonych parę groszy – powiedziałam.
Rzuciłam dużą, czarną skórzaną torbę na podłogę i ciężko opadłam na krzesło przy stole w jadalni rodziców. Wszyscy, to znaczy ojciec, mama i babcia Mazurowa czekali z niecierpliwością na moją relację ze spotkania z Vi
– Spóźniłaś się dwanaście minut – zganiła mnie matka. – Już nasłuchiwałam syren policyjnych. Ale chyba nie przydarzył ci się żaden wypadek, prawda?
– Miałam pilne zajęcia.
– Już dzisiaj? – Spojrzała na ojca i dodała karcącym tonem: – Była pierwszy dzień w pracy, a twój kuzyn już kazał jej zostać po godzinach. Powinieneś z nim porozmawiać, Frank.
– Nie musiałam zostawać po godzinach. Mam ruchomy czas pracy.
– Twój ojciec pracował na poczcie przez trzydzieści lat i ani razu się nie spóźnił na obiad.
Mimo woli wyrwało mi się głośne westchnienie.
– I czemu tak wzdychasz? – zapytała szybko mama. – A po co ci taka wielka torebka? Kiedy ją sobie kupiłaś?
– Dzisiaj. Będę miała sporo rzeczy do noszenia, dlatego potrzebowałam nowej, większej torby.
– Jakich znowu rzeczy! Przecież obejmujesz posadę w biurze, przy archiwizacji danych.
– Zrezygnowałam z tej posady. Mam i
– A cóż to za praca?
Obficie polałam swój kawałek pieczeni keczupem, z trudem powstrzymując kolejne westchnienie.
– Agenta dochodzeniowego – odparłam. – Będę pełnić funkcję prywatnego agenta.
– Agent dochodzeniowy? – powtórzyła matka z niedowierzaniem. Frank, czy ty rozumiesz, o co tu chodzi?
– Owszem – mruknął ojciec. – Łowca nagród.
Mama szybko przyłożyła obie dłonie do policzków i uniosła oczy do nieba.
– Stephanie!… Co ludzie sobie pomyślą? Przecież to nie jest zajęcie dla wykształconej, młodej damy.
– Znalazłam uczciwą i dobrze płatną pracę – odparłam. – To coś podobnego do policjanta albo prywatnego detektywa.