Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 1 из 62

Janet Evanovich

Po pierwsze dla pieniędzy

One For The Money

Przekład: Andrzej Leszczyński

Książką tą dedykuję mojemu mężowi.

Peterowi – z wyrazami miłości

Podziękowania

Autorka pragnie podziękować za nieocenioną pomoc następującym osobom: sierżantowi Walterowi Kirstienowi oraz detektywowi sierżantowi Robertowi Szejnerowi z Komendy Policji w Trenton; Lea

Rozdział 1

Są mężczyźni, którzy wkraczają w życie kobiety i odmieniają je na zawsze. Kimś takim stał się dla mnie Joseph Morelli – nie zagościł w moim życiu na stałe, choć pojawiał się w nim kilkakrotnie.

Oboje wychowywaliśmy się w urzędniczym osiedlu Trenton, zwanym potocznie „Miasteczkiem”. Domy były tam wąskie i stłoczone, podwórka maleńkie, a mieszkańcy jeździli wyłącznie amerykańskimi samochodami. Dzielnicę zamieszkiwała głównie ludność pochodzenia włoskiego, osadników węgierskich i niemieckich było tylko tylu, aby zapobiec powstaniu kulturowej enklawy. Pizzę nazywano tam calzone, a niemal wszyscy grali w toto-lotka. Zresztą, jeśli już komuś przyszło mieszkać w Trenton, „Miasteczko” stanowiło chyba najlepsze miejsce na założenie rodziny.

Kiedy byłam mała, zazwyczaj nie bawiłam się z Josephem Morellim. Starszy o dwa lata chłopak mieszkał dwie przecznice dalej, a moja matka wbijała mi do głowy:

– Unikaj chłopaków Morellich. To dzikusy. Słyszałam wiele plotek o tym, co wyczyniają z dziewczynami, kiedy zdybią je w odludnym miejscu.

– A co wyczyniają? – spytałam wówczas z zaciekawieniem.

– Lepiej żebyś nie wiedziała – odparła matka. – To potworne rzeczy, o których nawet strach rozmawiać.

Już od pierwszego takiego ostrzeżenia zaczęłam patrzeć na Josepha Morelliego z mieszaniną lęku i chorobliwej ciekawości, graniczącej niemal z fascynacją. Jakieś dwa tygodnie po tej rozmowie, gdy miałam sześć lat, na miękkich nogach i ze ściśniętym gardłem poszłam z nim do garażu jego ojca, skuszona obietnicą nie znanej mi dotąd zabawy.

Miniaturowy garaż Morellich stał na tyłach domu, w samym kącie podwórka. Wyglądał żałośnie. Przez maleńkie, pokryte zaciekami okienko do środka wpadało niewiele światła. Powietrze było zatęchłe, przepełnione smrodem zleżałego kurzu, zużytych opon i smarów. A ponieważ stary Morelli nigdy się nie dorobił samochodu, garaż służył do i

– A jak się ona właściwie nazywa? – zapytałam na wstępie.

– Ciuchcia – odparł chłopak.

Zaczął tam i z powrotem przełazić na czworakach między moimi nogami, ciągle zaczepiając głową o krótką, różową spódniczkę.

– Ty jesteś tunelem, a ja pociągiem – wyjaśnił.

Ten fakt zapewne sporo mówi o moim charakterze. Chociażby to, że lekceważyłam dobre rady. Albo że odznaczałam się nadmierną ciekawością. Niewykluczone, że świadczy nawet o skło

Dziesięć lat później Joe Morelli ciągle mieszkał dwie przecznice ode mnie. Wyrósł na drągala o paskudnym usposobieniu, a jego czarne oczy raz przypominały dwa szkliste węgielki, kiedy indziej zaś okruchy najsmakowitszej czekolady. Na piersi wytatuował sobie orła i paradował w wąskich dżinsach, ciasno opinających mu się na szczupłych pośladkach. Szybko zyskał reputację chłopaka o szybkich rękach i zwi

Moja najlepsza przyjaciółka, Mary Lou Molnar, zdradziła mi kiedyś, iż słyszała, że Morelli ma język niczym jaszczurka.

– Jasny gwint! – syknęłam. – A cóż to niby może znaczyć?

– Tylko tyle, że lepiej się z nim nie zetknąć sam na sam, bo wtedy przekonasz się na własnej skórze. Gdyby cię dopadł gdzieś na uboczu… No, wiesz, byłabyś załatwiona.

Od czasu tej zabawy w pociąg rzadko widywałam Morelliego. Mogłam się jednak domyślać, że znacznie poszerzył swój repertuar metod wyzysku seksualnego. Nic więc dziwnego, że uniosłam wysoko brwi i pochyliłam się ku Mary Lou, mając nadzieję usłyszeć to najgorsze.

– Chyba nie mówisz o prawdziwym gwałcie, prawda? – spytałam szeptem.

– Mówię o prawdziwej żądzy! Jeśli wpadniesz mu w oko, to koniec. Wcześniej czy później cię dopadnie.

Pomijając fakt, że w wieku sześciu lat moje „sklepienie tunelu” zostało niby przypadkiem wybadane palcami „pociągu”, byłam nie tknięta. Postanowiłam zachować czystość do ślubu albo przynajmniej do czasu ukończenia college’u.

– Daj spokój, jestem dziewicą – oznajmiłam takim tonem, jakbym ujawniała jakąś rewelację. – On na pewno nie chce mieć do czynienia z dziewicami.

– Wręcz przeciwnie, gustuje w dziewicach! Podobno dotyk jego paluszków może każdą dziewicę zmienić w ckliwą, zaślinioną idiotkę.

Dwa tygodnie później Joe Morelli wkroczył do cukierni, w której pracowałam codzie

Leżał jak długi na chodniku i nie mógł oderwać wzroku od moich kolan widocznych spod krótkiej spódniczki.

– Chyba złamałaś mi nogę.

– To dobrze – odparłam.

Odwróciłam się na pięcie, wsiadłam z powrotem do buicka i pojechałam dalej.

Tłumaczę sobie ten incydent jakąś chwilową niepoczytalnością, a na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że od tamtej pory nikogo więcej nie potrąciłam.

Każdej zimy po całej alei Hamilton hulał ostry wiatr, z impetem uderzał w witryny sklepów i szumiał groźnie, napotykając na swej drodze latarnię bądź narożnik budynku. Latem zaś nad ulicą wisiało ciężkie, nieruchome powietrze, przesycone wilgocią i wyziewami aut. Silnie falowało nad rozgrzanym betonem i nadtapiało asfalt jezdni. Grały cykady, śmieciarki z łoskotem opróżniały pojemniki, a nad wszystkimi boiskami do baseballu w całym stanie bez przerwy unosiły się chmury kurzu. Dla mnie były to nieodłączne elementy życia w New Jersey.

Tego popołudnia postanowiłam zlekceważyć zwykłe sierpniowe ostrzeżenia o zwiększonym stężeniu ozonu w powietrzu, który błyskawicznie wysuszał mi gardło, opuściłam składany dach mojej mazdy miaty i wyruszyłam w drogę. Ustawiłam nawiew zimnego powietrza na maksimum wciskając pedał gazu niemal do podłogi, śpiewałam na cały głos z Paulem Simonem, którego piosenki nadawano przez radio. Kosmyki ciemnoblond, długich do ramion włosów wiatr wpychał mi do ust. Swoje żarliwe, niebieskie oczy ukryłam za ciemnymi okularami marki Oakley.