Страница 60 из 62
Robota zawodowca, pomyślałam. Więc może to wcale nie Ramirez? Może włamania dokonał ten zwariowany staruszek z drugiego piętra? Wcześniej onieśmieliła go moja bezwzględność, to też postanowił wziąć teraz odwet, zakradł się do mieszkania i zamknął za sobą okno. Wyjrzałam na zewnątrz. Nikt się nie czaił na drabince pożarowej, mogłam więc tędy uciec.
Trzeba zadzwonić na policję i złożyć raport o włamaniu, pomyślałam. Cofnęłam się do nocnego stolika i podniosłam słuchawkę telefonu, lecz panowała w niej głucha cisza. Cholera! Widocznie ktoś wyciągnął wtyczkę z gniazdka w kuchni. Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że muszę jak najszybciej stąd uciekać. I to po drabince pożarowej. Już! Teraz!
Wróciłam do okna i sięgnęłam do klamki. Nagle usłyszałam za plecami jakiś szelest, przez skórę poczułam bliską obecność włamywacza. Dostrzegłam też odbitą w szybie jego sylwetkę, kiedy stanął w przejściu, w smudze światła wpadającego z przedpokoju.
– Stephanie! – usłyszałam wypowiadane szeptem swoje imię i włosy stanęły mi dęba, poczułam się jak bohater kreskówek porażony prądem elektrycznym. – Zaciągnij zasłony i odwróć się do mnie, tylko powoli, bez żadnych gwałtownych ruchów.
Posłusznie wykonałam polecenie i zamrugałam szybko, usiłując przebić wzrokiem półmrok. Wydawało mi się, że rozpoznaję głos mężczyzny, nie mogłam jednak zrozumieć, czego on chce ode mnie.
– Co ty tutaj robisz? – spytałam niepewnym głosem.
– Dobre pytanie.
Zapalił światło. Nie pomyliłam się, był to Jimmy Alpha. Mierzył do mnie z rewolweru.
– Sam je sobie zadaję od pewnego czasu – rzekł. – Jak mogło do tego dojść? Przecież jestem uczciwym obywatelem, zawsze starałem się robić tylko to, co dobre.
– Czynienie dobra jest nadzwyczaj chwalebne.
– Co się stało z twoimi meblami?
– Przeżywam trudny okres.
Współczująco pokiwał głową.
– Więc pewnie mnie zrozumiesz. – Uśmiechnął się blado. – Iz tego powodu zaczęłaś pracować dla Vi
– Tak.
– Zawsze uważałem, że ja i Vi
Nie miałam zbytniej ochoty rozmawiać na temat Vi
– Tak. Chyba tak.
– Lubisz boks?
– Nie.
We stchnął głośno.
– Każdy menadżer przez całe życie marzy o wylansowaniu jakiejś wielkiej gwiazdy. Większości nigdy się to nie udaje.
– Ale ty masz swego mistrza, Benito Ramireza.
– Zaopiekowałem się nim, gdy był jeszcze chłopcem, miał zaledwie czternaście lat. Przeczucie mi podpowiadało, że on jest i
Nie zapomnij dodać, że ma też nie po kolei w głowie, pomyślałam.
– Przekazałem mu wszystko, co wiedziałem o boksie. Poświęciłem cały swój czas. Dbałem, żeby prawidłowo się odżywiał i kupowałem mu ubrania, kiedy nie miał grosza przy duszy. Pozwalałem mu nawet nocować w swoim biurze, gdy jego matka zaczęła robić dzikie awantury.
– Aż wyrósł na prawdziwego mistrza – wtrąciłam.
Uśmiechnął się, ale wciąż niezbyt pewnie.
– Ziściły się moje marzenia. Zaowocował wysiłek, jaki włożyłem w jego wyszkolenie.
Zaczynałam pojmować, do czego on zmierza.
– Tyle tylko, że Benito wymknął ci się spod kontroli.
Jimmy oparł się ciężko ramieniem o futrynę.
– Właśnie, wymknął mi się spod kontroli. Jakby specjalnie chciał wszystko zniweczyć… zaprzepaścić swoje osiągnięcia, roztrwonić pieniądze… Teraz już w ogóle mnie nie słucha, nie mam na niego wpływu.
– I co zamierzasz z tym począć?
Alpha ponownie westchnął ciężko.
– To mój podstawowy problem. Jedynym rozwiązaniem było dokonanie radykalnej zmiany. Nie miałem i
– Mówisz o Salu?
– Zgadza, się. Sal ostatnio miał coraz większe kłopoty. W dodatku jeszcze ty pojawiłaś się na scenie i odkryłaś powiązania Sala z Louisem. Mimo wszystko sądzę, że da się jeszcze z tego wybrnąć.
– Nie wiedziałam, że Sal mnie zna.
– Myślisz, złotko, że tak trudno cię rozpoznać? Przecież masz całkiem spalone brwi.
– A zatem Sal się przejął tym, że zauważyłam Louisa w jego sklepie?
– Owszem. Zadzwonił do mnie, ja zaś kazałem mu pojechać razem z Louisem na przystań i tam zaczekać. Jutro ma nastąpić duży przerzut, postanowiłem więc wrobić Louisa w przemyt narkotyków, gdyż przysparzał mi samych kłopotów. Niczego nie umiał zrobić porządnie. Najpierw dopuścił do tego, żeby ludzie zauważyli go w mieszkaniu Carmen, musiał więc się pozbyć niewygodnych świadków. Ale zdążył usunąć tylko dwóch, w dodatku ciągle nie mógł odnaleźć Morelliego. Kiedy zaś rozpoznał jeepa Morelliego na parkingu przed twoim domem, nawet do łba mu nie przyszło, że ktoś i
– Dlatego też pożyczyłem wóz od Ramireza i pojechałem na przystań, ale gdy spostrzegłem twój samochód na stacji benzynowej, zaświtał mi genialny pomysł. Odkryłem bowiem sposób na bezpieczne wycofanie się z interesu.
Nie nadążałam za tokiem jego myśli, wciąż nie mogłam zrozumieć, co go łączyło z tą szajką.
– Z jakiego interesu? – zapytałam.
– Z całego tego cholernego szamba. Widzę, że nie wszystko jeszcze o mnie wiesz. Cały swój czas poświęciłem boksowi, nie myślałem nawet o tym, żeby się ożenić, założyć rodzinę. W moim życiu nie liczyło się nic oprócz boksu. Kiedy człowiek jest młody, to wszystko gra, powtarza sobie, że ma jeszcze mnóstwo czasu na i
– Striker – szepnęłam.
– Właśnie, ten cholerny, przebiegły czarnuch. Jest diabelnie chciwy. Dlatego też, kiedy zdecydowałem się wrobić Louisa i zobaczyłem ciebie na stacji benzynowej, zaświtał mi w głowie i